Reklama

W malejącym cieniu dramatu

12/12/2010 22:58
Zobaczyłam wesołe, żywiołowe dzieci. Zobaczyłam rodzinę pełną miłości, ciepły dom. Z dramatu, jaki rozegrał się tu kilka miesięcy temu, pozostał już tylko cień. Pewnie cień wieczny, ale coraz mniejszy.


Historię tę jakiś czas temu opowiedział telewizyjny Magazyn Ekspresu Reporterów. Ścisnęła mnie za serce, jak większość Polaków. Pomyślałam, że przed Świętami Bożego Narodzenia warto ją przypomnieć, warto zobaczyć, jak sobie radzi ta rodzina, czy czegoś nie potrzeba Julce i Kubusiowi. Tym bardziej, że to nasi bliscy sąsiedzi.

Kiedy weszłam, od razu otoczył mnie wianuszek roześmianych i podekscytowanych dzieci. Chichocząc, odprowadziły mnie do pokoju. Małgorzata zakrzątnęła się w kuchni za herbatą, Grzegorz – oboje równie naturalni jak dzieci – pomógł się rozgościć. Miedzy słowami zachęty, powiedział: - Widzi pani, jesteśmy tu wszyscy, ona też.

Przez chwilę nie zrozumiałam jego myśli, choć wiedziałam, że jest ważna. Mówi o babci, o mamie dzieci? Dziś wiem, że pewnie mówił o mamie, ale równie dobrze mógł mówić o babci – kochali je obie. I pewnie obie są z nimi.

Początek dramatu
22 stycznia tego roku Marzena i Grzegorz Kucharscy ze Żdżarowa wybrali się do Sochaczewa po prezent dla Kubusia, ich synka, który tego dnia kończył 3 latka. Wyjechali na obwodnicę - wprost pod koła tira. Zginęli oboje. Mieli po 25 lat. Osierocili nie tylko Kubę. Rodziców straciła też jego młodsza siostrzyczka, roczna Julka.

CO Z DZIEĆMI?
Dziećmi zaopiekowała się babcia, Anna Bartniak, zbolała po śmierci córki Marzeny. Kobieta wielkiego serca, niezwykle pracowita, doceniana przez sąsiadów. Matka sześciorga dzieci, wdowa od lat. Pomagała przy wychowywaniu Kubusia i Julki również wcześniej. Dzieci dzięki temu na pewno łagodniej przeżyły rozstanie z rodzicami. Pozostały też w tym samym niewielkim, bardzo skromnym, wręcz biednym domu pani Anny. W marcu sąd przychylił się do wniosku – babcia została ich prawnym opiekunem.

Kolejny cios
Wkrótce okazało się jednak, że dramat sierot trwa nadal. We wrześniu odeszła najbliższa im w tej chwili osoba – babcia. Anna Bartniak miała tylko 56 lat. Zmarła na raka, jak opowiada jej rodzina, choroba zabrała ją w ciągu dwóch tygodni, była zbyt późno wykryta. A tak chciała być zdrowa – dla wnuków.

CO Z DZIEĆMI?
26 października sąd po raz kolejny rozpatrywał sprawę Julki i Kuby, od razu przychylił się do wniosku Małgorzaty i Grzegorza Jarek, ustanawiając ich prawnymi opiekunami dzieci.
- Nie wahaliśmy się ani chwili, że chcemy je wziąć do siebie. Jesteśmy z nimi bardzo zżyci, nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej – mówi Grzegorz, mąż Małgorzaty – starszej o siedem lat siostry zmarłej Marzeny. Oboje niemal do śmierci Anny mieszkali w jej rodzinnym domu. Razem ze wszystkimi.

W domu
Tuż przed śmiercią mamy Małgorzata wraz z mężem i synkiem, 8-letnim Kamilem, przeprowadziła się do wymarzonego domu, niedaleko starego. Dziś mieszkają tu również Julka i Kubuś. Dom jest nieduży, piętrowy, na dole kuchnia, pokój, na górze trzy małe pokoiki, łazienka. Wszystko nowe, więc schludne. Z mebli na razie są tylko łóżka. No i czteroosobowy stół, przy którym rozmawiamy. Co tu kryć – żyją na pudłach.

Tulą się do Małgorzaty
- Ale spanie jest – podsumowuje urządzeniowe braki Grzegorz. Szczególnie dumny jest z dużego łóżka na górze, na którym śpi Małgorzata z Julcią i Kubusiem.
- Muszę z nimi spać, one bardzo tego potrzebują, całą noc mocno się do mnie tulą, oboje – tłumaczy Małgorzata. A Grzegorz jeszcze raz podkreśla, że na łóżku jest dość miejsca na te przytulanki.

Mama - Gośka
Julka dopiero zaczyna mówić. Do Małgorzaty mówi niania lub mama, różnie. – Będzie do mnie mówić tak, jak będzie chciała – wyjaśnia pani domu. – A Kubuś na razie mówi do mnie Gośka. Kiedy zaproponowałam mu, że może mówić mama, zdenerwował się, aż wzdrygnął. Nie bardzo chciał też mówić ciociu. A Gośka mu się spodobało.

Kubuś pamięta
Kubuś dobrze pamięta rodziców. Do dziś cierpi z powodu rozstania z nimi i z babcią. – On wszystko rozumie. I słyszy – opowiadają na zmianę wujkowie. – I wszystko odchorowuje w nocy. Jak tylko coś mu przypomni to, co było, wiadomo, że w nocy będą krzyki, koszmary. Dziś też pewnie będzie krzyczał… A do domu matuli w ogóle nie chcą wchodzić, bardzo przeżyły śmierć babci, była dla nich wszystkim. Jak tam wejdziemy, zaraz chcą wychodzić.

Dom pełen ludzi
Śmiech bawiących się na górze dzieci rozlega się po całym domu. Wszędzie ich pełno. Wręcz mieszkają tu na co dzień również Dorota (młodsza siostra Małgorzaty) ze swoją córeczką Wiktorią. Dorota zajmuje się dziećmi, kiedy Gosia pracuje w szkole w Kątach, gdzie jest sprzątaczką. – Jestem kierowcą ogrodnikiem, pracuję w Warszawie – odpowiada mi Grzegorz, kiedy pytam o jego zajęcie. Pod opieką państwa Jarek jest również Karolina, najmłodsza, 16-letnia siostra Małgorzaty, która pozostała w domu ich matki.

Rzuca mu się na szyję
- Kiedy wracam z pracy, Julka rzuca mi się na szyję – mówi znienacka Grzegorz, ma łzy w oczach. Widzę szczególną więź między nim a dziewczynką. Gdy oglądam dom, Julka kilkakrotnie dotyka jego rąk, szuka schronienia za nogami. – W końcu to pana jedyna córeczka, córeczka tatusia – mówię. A Grzegorz dumnie potakuje.

Damy radę
- Jak patrzycie w przyszłość? Dacie radę wychować tę gromadkę? – pytam. – Damy radę – odpowiadają jednocześnie, bez najmniejszego wahania. Żyją bardzo skromnie. Po wszystkim, po nich widać, że nie jest im łatwo, że ciężko pracują. Na wychowanie Julki i Kuby otrzymują po zmarłej matce dzieci rentę w wysokości 1352 złote.

Dziękują za wszystko
Ludzie dobrych serc pomagają im, jak mogą. Zwłaszcza po emisji Magazynu Ekspresu Reporterów, gdzie opisano dramat sierot ze Żdżarowa, do rodziny przychodziły paczki, z całej Polski. Dziś jest ich zdecydowanie mniej, ale czasami przychodzą. – Jest taka pani, która przysyła paczki cały czas – mówi Małgosia. Głównie otrzymują używane ubrania dla dzieci. Pomagają i inni: gmina, szkoła, znajomi, sąsiedzi. Rodzina wszystkim jest wdzięczna, za naszym pośrednictwem ogromnie dziękuje.

Miłość
Wychodzę od nich spokojna i podbudowana. Wspaniali ludzie, wspaniała rodzina. W wielu przypadkach taki dramat pociągnąłby za sobą kolejne, opuszczenie, samotność, dom dziecka, destrukcja rodziny. Tu nie. Wzajemna bardzo głęboka miłość tych ludzi sprawiła, że budują, że cień dramatu jest coraz mniejszy, że Julka i Kubuś mogą się dziś czuć bezpiecznie, że mają dom, że są w rodzinie. Tej samej.

CO Z DZIEĆMI?
Przez dłuższy czas zastanawiałam się, czy o tym napisać. Bo nie chcę, Małgorzata i Grzegorz też nie chcą, by ktokolwiek odniósł wrażenie, że artykuł ten powstał w celu wpływania na stanowisko sądu (świąteczne przesłanie tego tekstu podkreśla rozdział Miłość). Doszłam jednak do wniosku, że ze względu na dzieci wręcz mam obowiązek o tym napisać. Wyrok ustanawiający państwa Jarek prawnymi opiekunami dzieci jest nieprawomocny. Za tydzień sąd rozpatrzy odwołanie do tego wyroku złożone przez dziadków dzieci ze strony ich ojca, którzy chcą odebrać dzieci Małgorzacie i Grzegorzowi, którzy uważają się za bliższą rodzinę. - Nie chcę nawet sobie wyobrażać, że sąd mógłby zabrać nam dzieci, to nasze dzieci przecież, zupełnie jakby się nam urodziły – z bólem cedzi słowa Grzegorz. – W ogóle nie dopuszczam do siebie takiej myśli – na potwierdzenie tych słów Małgorzata kręci głową. – To byłoby straszne dla wszystkich, przede wszystkim dla dzieci.


figa
(na zdjęciu: dwie wspaniałe głowy rodziny Małgorzata i Grzegorz Jarek oraz dzieci od lewej: Julka, Kubuś, Wiktoria, Kamil)


Każdego, kto chciałby ofiarować Julce i Kubusiowi, lub całej rodzinie, świąteczny prezent, prosimy o kontakt z redakcją: tel.: +48 0-46 811 15 55, e-mail: biuro@e-sochaczew.pl.


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    kopernik 2010-12-14 11:06:50

    dziękuje za ten artykuł:-) bardzo chętnie pomoge:-) optymistyczne jest to że sprawa jest nagłośniona i dzięki temu rodzinie może pomóc więcej ludzi ,oprócz przedmiotów czy słodyczy napewno otrzymają uśmiech i solidarność razem z pozytywną energią ....bedzie to siła która w cieżkich chwilach bardzo pomaga:-)( konkretnie mam rowerki ,ubranka ,zabawki itp )może się przyda:-)ach no i uśmiech i energie pozytywną jasne że też :-)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mieszkanka 2010-12-13 11:54:10

    Historię tę jakiś czas temu opowiedział (nie raz) Express Sochaczewski, z tego tygodnika dowiedział się o dramacie Express Reporterów. Express Sochaczewski zainicjował pomoc tej rodzinie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości