1 maja 2004 roku – na ten dzień z niecierpliwością oczekiwali prawie wszyscy Polacy. Hasła zbudowania Polski sprawiedliwej, silnej i pełnej dobrobytu, jakie głosili nam politycy oraz środki masowego przekazu, przyniosły oczekiwany efekt. Ponad połowa Polaków w unijnym referendum głosowała na „tak”. Świetlana przyszłość okazała się jednak nie tak wspaniała, a oprócz korzyści związanych z wejściem do UE, pojawiły się także skutki negatywne dla przeciętnego Kowalskiego. Grupę przeciwników unijnej przyszłości z pewnością tworzą właściciele małych stoisk z mięsem na sochaczewskim targowisku, którym nowe europejskie wymogi spędzają sen z powiek. KOMFORT, HIGIENA I ABSURD „Nowe unijne przepisy wcale nie są nowe” – powiedziała nam jedna z właścicielek słynnych „budek”. – Dotyczą one kwestii higieny i czystości, o które musimy stale dbać, gdyż od tego zależy liczba naszych klientów” – dodaje. Wszyscy właściciele zgodnie potwierdzają, iż czystość dyktuje liczbę kupujących. Skąd więc ten pesymizm? „Okazuje się, iż wiele nowych rozporządzeń jest absurdalnych” –tłumaczą. Np. sprzedający jest zobowiązany każdorazowo po umyciu rąk zanotować ten fakt w specjalnym zeszycie. – Notując ma kontakt z zanieczyszczonym długopisem i wtedy ponownie musi umyć ręce i potwierdzić tę czynność w notesie i koło się zamyka. By nie dopuścić do tak absurdalnych sytuacji, trzeba zatrudnić kolejne osoby, których praca będzie polegała wyłącznie na prowadzeniu takiego rejestru, ale to wiąże się z kosztami utrzymania jeszcze jednego sprzedawcy. Jakie to niesie konsekwencje dla nas, klientów – nie trzeba tłumaczyć. Na tym nie kończy się jednak koszmar drobnych sprzedawców mięsa. Skromne, ale wygodne wyposażenie „mięsnych sklepików” nie jest już dopuszczalne. Każdy właściciel powinien je wzbogacić o większą liczbę zlewów, nowych, nie papierowych ręczników oraz ściany z glazury lub terakoty. Nowe urządzenie stoisk nie bulwersuje klientów, wręcz przeciwnie. Sprawa przedstawia się zupełnie inaczej z punktu widzenia sprzedawców, którzy będą musieli wyposażyć miejsca pracy z własnych środków, nie wspominając o każdorazowej opłacie za kontrolę, czy nowych kursów BHP. Unijne przepisy są katastrofą dla posiadaczy mięsnych stoisk. „Koszty doskonalszego wyposażenia są ogromne, a my nie możemy podnieść cen, żeby wyrównać straty, gdyż mamy mały rynek i nie przetrwamy – mówi jedna z właścicielek stoiska. – Nie dość, że zjedzą nas koszty nowego wyglądu stoiska, to na dodatek dobijają supermarkety, o których budowie słyszymy coraz więcej”. Wielkie supermarkety, których przybywa, niosą ogromne zagrożenie dla małych „budek”. „Ceny nie są tam niższe, ale wiadomo, że jak ktoś jedzie na wielkie zakupy, to kupując okazyjnie tańszy proszek do prania, pokusi się też o kupno mięsa, nie tracąc czasu na zakupy w „mięsnych budkach”. Mają rację, ale czy więcej znaczy lepiej? „Kupując mięso w budkach wiemy, co jemy” – zgodnie potwierdzają klienci stoisk. Czy więc obawy właścicieli mięsnych stoisk okażą się uzasadnione? Będzie to z pewnością zależało od uczciwości ich właścicieli względem nowych wymogów. O NICZYM NIE WIEDZĄ? Posiadacze stoisk z mięsem są rozgoryczeni wiadomościami na temat unijnych rozporządzeń, które weszły w życie. Twierdzą, że to z ich powodu musza ponosić olbrzymie koszty nowego, bogatszego wyposażenia oraz wszelkiego rodzaju kursów i inspekcji. Na dodatek muszą sami dowiadywać się o nowych przepisach, gdyż nikt nie kwapi się ku temu. Czy to prawda? Okazuje się, że nie. Jeszcze przed wejściem Polski do UE, na mocy rozporządzenia, które weszło w życie już na początku kwietnia 2004 roku, a związane jest ze sprzedażą bezpośrednią, czyli taką, która dotyczy m.in. handlowców „mięsnych budek”, powinni oni zgłaszać się w celu objęcia kontrolą ich stoisk przez Inspekcję Weterynaryjną. Pretensje handlowców okazują się nieuzasadnione. Jak poinformowano nas w sanepidzie nie za wszystkie kontrole koszty ponoszą właściciele małych punktów sprzedaży. Na mocy art.36 Ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej pobiera się opłaty w wysokości kosztów wykonania badania, jednak tylko wtedy, gdy w wyniku inspekcji stwierdzono naruszenie wymogów. By spełniły one europejskie normy zawarto porozumienie pomiędzy Inspektorem Sanitarnym, a Głównym Lekarzem Weterynarii. Instytucje te od początku przygotowane były do działań o jak najwyższą jakość mięsa sprzedawanego w małych stoiskach. Sprzedawcy zazwyczaj nie respektują tych przepisów. Mimo, iż na mocy 1 ustawy z 24 kwietnia 2004 roku o zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt, badania zwierząt rzeźnych i mięsa, dopuszczalny jest rozbiór, przechowywanie i sprzedaż bezpośrednia mięsa, ale pod warunkiem posiadania wydzielonego pomieszczenia przeznaczonego na rozbiór. Właściciele „budek” w większości nie dostosowali miejsc pracy do tych warunków. Nadal jednak nie ustawały działania Inspekcji Weterynaryjnej, która ma na celu nie tylko przybliżenie sprzedawcom unijnych wymogów, ale przede wszystkim dobro klientów. I tak na mocy rozporządzenia z 25 czerwca 2004 roku, właściciele stoisk podejmujący działania w zakresie rozbioru i sprzedaży bezpośredniej mięsa , powinni powiadomić pisemnie Powiatowego Lekarza Weterynarii o: - zakresie i wielkości produkcji; - rodzaju produktów pochodzenia zwierzęcego produkowanych w zakładzie; - planowanym przeznaczeniu produktów pochodzenia zwierzęcego; Pomimo nieustannej pracy Inspekcji Sanitarnej i Inspekcji Weterynaryjnej część właścicieli stoisk mówi, że nie otrzymała żadnych rozporządzeń po 1maja 2004 roku. Inni z kolei przekonują, iż dostali jedynie z sanepidu kilka przepisów. Reszta twierdzi, że muszą dowiadywać się o nowych, unijnych normach sami, bądź od swoich znajomych po fachu. Jak widać, istnieje wiele rozbieżności w środowisku drobnych, mięsnych sprzedawców. Sanepid zapewnił nas, że właściciele „budek” z mięsem zostali poinformowani. Na razie obeznanie się z nowymi przepisami potwierdziło trzynaście stoisk. Miejmy nadzieję, iż jak najszybciej drobni handlowcy mięsa dostosują się do nowych wymogów, mając na sercu dobro swoich klientów. Co prawda, koszty są duże, ale poddanie się inspekcjom i badaniom zaufanych instytucji, narzuconym przez Unię, mogą okazać się dużym atutem „mięsnych budek” przed podejrzanymi produktami mięsnymi oferowanymi nam przez zagraniczne supermarkety. Martyna Mikulska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze