Czesio mój znajomy, zresztą jak już wspomniałem, warszawski bloger, ostatnio zapytał mnie o Sochaczew. Czy jest tutaj coś ciekawego do zwiedzenia i zobaczenia. Sochaczew, przez który przejeżdżał samochodem wielokrotnie, kojarzył mu się z zapyziałym prowincjonalnym, podwarszawskim miasteczkiem. - Słyszałem, że u was to tylko Biedronek pod dostatkiem. A i to chyba nie, bo powstają nowe. Słyszałem, że Sochaczew bezrobociem stoi, jest sypialnią Warszawy. Zasmuciły mnie słowa Czesia stokrotnie. Ale nie tylko jego, jak się miało wkrótce okazać.
Ja mu na to, że mamy zamek. - E jaki tam zamek – rzekł. - Sterta ruin, porośnięta zielskiem, gdzie zapewne smakosze ekskluzywnych win po 3,80 zł załatwiają swoje potrzeby... Tu już mi dopiekł. Ja mu na to, że za kilka miesięcy będzieli mieli zamek, że mucha nie siada. Mamy wspaniałe muzeum, gdzie teraz można zobaczyć wystawę o Holendrach, czy jakoś tak. Przyznam się, że wystawy jeszcze nie oglądałem. Owi Holendrzy – słyszałem – mieli zamieszkiwać w przeszłości okolice Sochaczewa. - U Was w Warszawie to Holendrów nie było - mówię. Mamy lux torpeda kramnice z 1. poł. XIX wieku. Odremontowane, wymalowane, wypacykowane – też mucha nie siada. Wspomniałem o Fryderyku Chopinie, który wielkim kompozytorem był, ale on na to, że to Żelazowa Wola, a nie Sochaczew. Turyści pomykają do Żelazowej Woli, ale Sochaczewa nie chcą oglądać, bo tu nie ma nic godnego do obejrzenia.
Dalej walczę. - W Sochaczewie – powiadam – to było wiele ważkich budowli. Odzywa się we mnie zacięcie historyczne. Samych ci przybytków religijnych w przeszłości było wiele: liczne kościoły katolickie, cerkiew, synagoga. Cmentarze: katolicki, żydowski, tatarski, kwatery prawosławne, ewangelickie na istniejących cmentarzach. Ale z tego co wiem to Czesław nie specjalnie wierzący. Nie daję jednak za wygraną. Bywali, tutaj królowie i książęta mazowieccy, a i nie jeden prezydent zahaczył o miasto podążając przez kraj – mówiłem.
Ale po dłuższym zastanowieniu, stwierdziłem, że Czesio ma trochę racji. Skąd on o tym ma wiedzieć. W ciągu kilku ostatnich miesięcy zdarzyło mi się, że zostałem kilkakrotnie poproszony przez znajomych, bym oprowadził po mieści i opowiedział o jego historii gościom z zagranicy. Głównie byli to obywatele Kanady, Stanów Zjednoczonych, czy coraz częściej pojawiający się w naszym mieście obywatele Izraela. Podróżując przez Europę, wstępując na 2 lub 3 dni do Polski, czasem postanawiają na dzień wpaść do Sochaczewa. Podczas rozmów okazywało się, że goście naszego miasta posiadają poprzez swoich przodków związki z miastem. To tu urodzili się ich ojcowie, dziadkowie, a nawet pradziadkowie. Ich znajomość historii miasta, czasem była imponująca. Trochę skrzywiona. To prawda. Dla nich też miasteczko kojarzyło się z daleką podwarszawską prowincją.
I tak chodziliśmy po mieście. Osoby pochodzenia żydowskiego zazwyczaj proszą o pokazanie im miasta z jego żydowskimi zabytkami przeszłości. Ale tu nie ma co pokazywać – stwierdziłem. Chodziliśmy zatem po współczesnych miejskich ulicach. Pokazywałem im, gdzie była synagoga, łaźnia rytualna, największy przed wojną dom handlowy Tylmana, taka ówczesna Biedronka, gdzie był Dom Cadyka, gdzie największy skład opałowy Sary Ejsman. Dzisiaj w tym ostatnim miejscu są pozostałości po mleczarni, a ma być jakaś Galeria Handlowa, czy cóś takiego. Nowy właściciel, ale tradycja handlowa zostanie zachowana.
Zwiedzaliśmy obszar, gdzie mieściło się getto w czasie okupacji hitlerowskiej. Wreszcie udawaliśmy się na cmentarz żydowski. Tam obraz nędzy i rozpaczy. Rozkradzione częściowo ogrodzenie zapewne przez złomiarzy, trawa po pas, czasem sterta śmieci. Nikt o ten teren nie dba. A jest to miejsce, gdzie przez kilkaset lat byli chowani mieszkańcy Sochaczewa, pochodzenia żydowskiego. I nie tylko sochaczewianie, ale do pewnego okresu również mieszkańcy Warszawy pochodzenia żydowskiego. Pochowani są tam wybitni żydowscy myśliciele, rabini, politycy, lekarze, prawnicy. W końcu bywały okresy w dziejach Sochaczewa, że miasto było nawet zamieszkane przez ponad 80% ludności pochodzenia żydowskiego, przed II wojną światową w zaledwie 30%.
Zadziwiała mnie wiedza przyjezdnych o przedwojennym Sochaczewie. Oprowadzałem ich zatem, po nieistniejącym mieście. W sumie mógłbym im mówić co chciałem i pokazywać miejsca które chciałem. Żadnych pozostałości bowiem nie ma po nieistniejącym mieście. Chcieli kupić jakieś książki o mieście, choćby skromne objętościowo. Ale takich nie było w języku angielskim. Większość przybyłych do miasta polskiego nie zna. Trochę mi głupio było, że nic konkretnego po angielsku nie było. Pokazywali piękne, bogate w treści foldery i książki w języku angielskim z innych polskich miast. Tłumaczyłem, że Sochaczew, to nie Łódź, czy Żyrardów, Łowicz lub Skierniewice. Został straszliwie zniszczony podczas I i II wojny światowej, długo się odbudowywał. Teraz podnosi się powoli z zapaści gospodarczej.
I tak się rozmarzyłem, że mimo wszystko warto przybliżyć chociaż w skrócie nam wszystkim, a szczególnie przyjezdnym dzieje naszego miasta, choćby poprzez rozmieszczenie – tak jak jest w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu, czy Nowym Świecie, oczywiście w skromniejszym zakresie, bo miasto biedne – tablic z napisami przybliżającymi lokalizację i krótką historią różnych obiektów istniejących na przestrzeni dziejów w Sochaczewie.
Niewielu chyba młodych ludzi w naszym mieście wie gdzie dokładnie znajdowały się w przeszłości choćby sochaczewskie kościoły, a było ich kilka: Św. Trójcy, Św. Marii Magdaleny, Św. Mikołaja, Św. Stanisława, Świętego Ducha, Matki Bożej Różańcowej, klasztory: benedyktynów (?), w którym ponoć zmarł książę Bolesław Krzywousty. Warto zaznaczyć, gdzie znajdowały się klasztory dominikanek i dominikanów. Liczne cmentarze, choćby przy kościele Św. Trójcy, św. Mikołaja, Świętego Ducha, żydowski, tatarski. Któż z młodych wie gdzie znajdowała się w Sochaczewie synagoga albo cerkiew św. Jerzego, do której ikonostas malował jeden z najznakomitszych moskiewskich malarzy. Albo gdzie zatrzymał się ponoć Napoleon, czy car Mikołaj? Gdzie przebywał na rozmowie z niemieckim generałem dowódca AK Tadeusz „Bór” Komorowski? Wreszcie, gdzie znajdowały się żydowskie obiekty użyteczności publicznej, czy jakie były granice getta. Tablice mogłyby przypominać miejsca, które odwiedzili choćby polscy królowie, prezydenci, prymasi (m.in. Wojciechowski, Mościcki).
Czytałem również, że znalazły się środki na remont i modernizację naszego muzeum. Może jest to dobra chwila, by oprócz przypomnienia obrony Sochaczewa w 1939 roku, powstały nowe stałe ekspozycje przypominające nieistniejące już miasto z jego różnorodnością etniczną. Przybliżające w sposób stały nieistniejące obiekty z dziejów Sochaczewa, przypominające holokaust ponad 30 procent jego mieszkańców, wreszcie przybliżające czasy stalinowskie i tych, którzy potrafili przeciwstawić się komunistycznemu terrorowi.
W 1941 roku w wyniku likwidacji getta sochaczewskiego zostało zmuszonych do opuszczenia miasta ok. 3000 jego mieszkańców. Większość z nich zostało później zamordowanych przez hitlerowców. Warto również tym zamordowanym mieszkańcom wznieść w parku, gdzie była synagoga, tablicę upamiętniającą wydarzenia z 1941 roku. Zamieszczać na niej nazwiska zamordowanych mieszkańców. Z blisko 3000 nazwisk, niżej podpisanemu udało się ustalić zaledwie nieco ponad 150 nazwisk. Tym samym uwolnić się od zmorów przeszłości. Problematyka sochaczewskich Żydów w okresie II wojny światowej to jedna z białych plam, tabu w dziejach miasta, określanego przez niektórych z moich rozmówców jako antysemickie przed wojną, w trakcie wojny, a i po niej. Szansą promocji historycznej miasta jest jego czwórnarodowa przeszłość, nie uciekanie się od niej. Nie da się dłużej ukrywać, że było inaczej. Zamieszkiwali w nim bowiem przez wieki: Polacy, Żydzi, Niemcy i Rosjanie. Polaków nie zawsze była większość. Kraków i Łódź promują się przez "dwójnarodowość", a Sochaczew może przez "czwórnarodowość". „Widzisz Wasz Sochaczew potrzebuje promocji jak cholera! Gdyż wasze miasto to nie tylko Biedronki. Warto tu przyjechać” – wysłuchawszy mnie powiedział Czesław.
Statystyczny mieszkaniec Sochaczewa, szary obywatel grodu nad Bzurą
P.S. Przy okazji zapraszam Szanownych Państwa na swoją autorską stronę historyczną (www.bkwiatkowski.pl) poświęconą dziejom Sochaczewa. Tam znajdziesz Szanowny Czytelniku garść informacji o dziejach Sochaczewa. Ciągle tylko jeszcze garść, gdyż autor stronę opracowuje w wolnych chwilach, własnymi siłami (czytaj: skromnymi umiejętnościami informatycznymi) i z własnych oszczędności. Zapraszam również do lektury książek swojego autorstwa, które już zostały wydane. Zapraszam również do dzielenia się informacjami, zdjęciami, kopiami dokumentów z okresu II wojny światowej i dwudziestolecia międzywojennego, które pomogą przekazać obraz o nieistniejącym już mieście w przygotowywanych publikacjach książkowych.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze