Reklama

Wierzę w lotnisko

Tygodnik Echo Powiatu
07/11/2006 12:43
Dziś na rzecz uruchomienia lotniska cywilnego w Sochaczewie - Bielicach, pracuje cały sztab ludzi. Tę wielką ideę starają się ziścić władze gminy, miasta, lada dzień województwa mazowieckiego. Są wśród tych ludzi ci, od których wszystko się zaczęło, którzy jako pierwsi dostrzegli tę być może największą od czasów... średniowiecznych szansę na rozwój gospodarczy Sochaczewa. Trzeba wymienić takie nazwiska jak Beata i Krzysztof Brymora, Wojciech Błaszczyk czy Jacek Pliszka. W gronie inicjatorów przedsięwzięcia jest również Bogdan Zasada, który dostrzegł możliwość stworzenia w naszym mieście pierwszego w Polsce regionalnego portu tanich linii lotniczych. Z prezesem Spółki Lotnisko Sochaczew i wiceprezesem Stowarzyszenia Port Lotniczy Sochaczew rozmawiamy o tym, jak to wszystko się zaczęło i gdzie nas może zaprowadzić.

Panie prezesie, obecnie mówimy niemal wyłącznie o uruchomieniu w Bielicach portu dla tanich linii lotniczych, ruchu czarterowego oraz przewozów cargo. A przecież zaczynaliśmy zupełnie od innej wizji, ubiegając się o lokalizację w Sochaczewie centralnego lotniska dla Polski. Kiedy i dlaczego zmieniliśmy zdanie, pytam, bo wiem, że miał w tym pan swój udział?
Kiedy jakieś trzy lata temu spotkaliśmy się z Beatą Brymorą na jednej z konferencji poświęconych rozwojowi rynku lotniczego w Polsce, Beata prezentowała tam Sochaczew jako lokalizację nowego centralnego lotniska dla Polski. Pochodzę z tego miasta i mimo że pracuję i na stałe mieszkam w Warszawie, czuję się sochaczewianinem. Już zatem wtedy - jako jedno z kilku miast Mazowsza - Sochaczew ubiegał się o lokalizację centralnego lotniska dla Polski i był dobrze przygotowany. Przebieg rządowego - jak to zawsze określałem - „konkursu piękności” (bo z merytoryczną oceną nigdy nie miało to moim zdaniem zbyt wiele wspólnego), utwierdzał mnie jednak w przekonaniu, że - pomimo swych atutów i przewag - Sochaczew nie ma szans. Byli tam inni gracze „z góry skazani na sukces”. Jednocześnie już wtedy było wiadomo, że za chwilę na polskim rynku znaczącą rolę zaczną odgrywać tanie linie lotnicze, które będą potrzebowały niskokosztowych portów. Rzuciłem więc pomysł podjęcia własnych działań na „małą skalę”, bez oglądania się na plany centralne. Działań zmierzających do uruchomienia w krótkim czasie małego, cywilnego lotniska. Pomysł podchwycony natychmiast przez wiceburmistrza Krzysztofa Brymorę. Szybko spotkaliśmy się z burmistrzami Bogumiłem Czubackim i Jerzym Żelichowskim oraz wójtem Mirosławem Orlińskim. To, że władze samorządowe podchwyciły ideę, bez specjalnego namawiania zresztą, jest ich ogromną zasługą. Bez tego wsparcia, a następnie poparcia radnych miejskich i gminnych, pewnie niewiele mogli byśmy teraz zrobić. Ich działania w tamtym czasie sprawiły, że perspektywa sochaczewskiego lotniska jest dziś bliska jak nigdy.

Powstało Stowarzyszenie Port Lotniczy Sochaczew.
Tak, zaczęliśmy robić swoje, nie wycofując oczywiście swojej kandydatury do lokalizacji Okęcia BIS. Opierając się na wzorach zachodnich, angielskich, określiliśmy, że najlepiej, bo zgodnie z zapotrzebowaniami rynku lotniczego w Polsce, byłoby uruchomić w Sochaczewie port tanich linii i ruchu cargo. Grupa zapaleńców z burmistrzami i wójtem na czele stworzyła stowarzyszenie, które rozpoczęło lobbying dla dobra idei. Zbieraliśmy też materiały, prowadziliśmy rozmowy mające cel przybliżyć. Trzeba tu podkreślić, że były to działania naprawdę spontaniczne, w które zaangażowani byli wszyscy życzliwi, niezależnie od swych barw politycznych. Na pewnym etapie tych działań przyszedł jednak czas na stworzenie podmiotu, będącego osią, rdzeniem, na bazie którego lotnisko można byłoby powołać do życia. Powstanie samorządowej Spółki Lotnisko Sochaczew było wielkim przełomem. A stało się możliwe właśnie dzięki temu, czego się dowiedzieliśmy i nauczyliśmy w tym czasie. Głównie od ludzi, którzy w stowarzyszeniu działali i nadal działają, ale i od innych życzliwych osób z ministerstw i innych branżowych organizacji, instytucji i środowisk.

Spółka powstała prawie rok temu. Które z jej działań faktycznie przybliżyły nas do uruchomienia lotniska?
To dziś mówi się tak łatwo... „spółka powstała”. Fakt ten nie był jednak rok temu oczywisty. Zawdzięczamy to ogromnemu zaangażowaniu osobistemu Krzysztofa Brymory i włodarzom miasta i gminy, którym udało się przekonać radnych do podjęcia tej odważnej decyzji. Wtedy postawiliśmy sobie cele, które były dość ambitne. Przede wszystkim doprowadzenie do deklaracji podpisania porozumienia między Ministerstwem Transportu a Ministerstwem Obrony Narodowej, które wskaże Spółkę Lotnisko Sochaczew jako operatora przyszłego lotniska cywilnego. Dokument da ramę prawną otwierającą bramy do realizacji inwestycji, a jednocześnie podniesie wiarygodność spółki w rozmowach ze strategicznymi partnerami zadania. Jest on w chwili obecnej w podpisie u Ministra Transportu. Poza tym spółka ustaliła warunki, ogłosiła przetarg i zleciła renomowanej firmie międzynarodowej opracowanie studium wykonalności tej inwestycji. Da nam ono odpowiedź, jakie są potencjalne planowane dochody i koszty przedsięwzięcia, jak nasz port wpisze się w zapotrzebowania rynku, a także, co trzeba zrobić, by tę inwestycję zrealizować. Co niezwykle ważne, studium będzie zupełnie niezależną oceną szans sochaczewskiego lotniska, zatem poważnie traktowaną przez banki i inwestorów. Oba dokumenty powinny być gotowe do połowy listopada.

No właśnie, inwestorów. Nadal wiele osób sceptycznie podchodzi do pomysłu uruchomienia bielickiego portu tanich linii lotniczych w oparciu o prywatne pieniądze. Spółka na razie jest samorządowa, ja wy to chcecie zrobić, uwzględniając interesy wszystkich?

Nie łudźmy się, nasze lotnisko nie powstanie za pieniądze rządowe. Polskiemu prawu nie są dziś na szczęście obce instytucje typu PPP, oparte na partnerstwie publiczno-prywatnym. Pieniądze wykładają właśnie prywatni inwestorzy, którzy po pierwsze je mają, a po drugie wiedzą, jak nimi efektywnie zarządzać. Celem z kolei samorządów nie jest i nie powinno być zarządzanie lotniskami, lecz tworzenie warunków do wejścia strategicznego inwestora, który posiada odpowiedni know-how. Inwestora o światowej renomie, wyspecjalizowanego w prowadzeniu tej działalności. Takich nie zabraknie - zainteresowanie jest już dziś - musimy jednak stworzyć im warunki do inwestowania.
Interesy lokalnych samorządów, a jednocześnie podstawę do inwestowania dla prywatnych inwestorów można zapewnić przez... grunt. To powinno być i jest dzisiaj podstawowym wyzwaniem samorządów, które powołały Spółkę Lotnisko Sochaczew do życia. Pozyskanie terenów należących do skarbu państwa i zarządzanych dziś przez wojsko, na których znajduje się lotnisko. Przekazanie tych gruntów przez Skarb Państwa samorządowi gminy czy miasta stworzy im szansę na prawdziwą przeciwwagę dla kapitału inwestora strategicznego. Złożony jest już wniosek o skomunalizowanie tych terenów. Jednocześnie przygotowywany jest projekt ustawy, niezwykle dla nas korzystny, umożliwiający bezpośrednie przekazywanie terenów nieczynnych wojskowych lotnisk samorządom, bez udziału Agencji Mienia Wojskowego.

W przeciwnym razie wejdziemy w zagmatwaną procedurę, przekazującą na pewnym etapie tereny właśnie do dyspozycji AMW...
A to oznacza dla nas wpadnięcie z deszczu pod rynnę, co udowadniają ostatnie wydarzenia w Modlinie (czytaj najbliższy numer „Echa Powiatu” - przyp. red.). Nie możemy - tak jak tam - dopuścić do gry podmiotów, które mogłyby blokować inwestycję zapatrzone w to, jak dla siebie wyciągnąć z niej najwięcej, podczas gdy lokalnym władzom „opadają ręce”. Rolą wszystkich, którym dobro naszego regionu leży na sercu, jest np. działanie na rzecz jak najszybszego przyjęcia ustawy, o której mówiłem wcześniej. Przecież tylko część z tego terenu trzeba przeznaczyć pod operacje lotniskowe, reszta mogłaby pozostać w rękach samorządu. Nie muszę chyba mówić, jaka będzie wartość takich terenów zlokalizowanych tuż przy lotnisku. Centra logistyczne już tu powstają, a potrzeba hoteli, parkingów itd. będzie ogromna. To bezpośrednie i pośrednie zyski dla miasta i gminy.

Jeśli założymy, że teren będzie nasz, kiedy powstanie lotnisko?
Oczywiście przed znalezieniem strategicznego inwestora, musimy się przygotować, tzn. np. wykonać plany przestrzenne, znaleźć odpowiednie zapisy w strategii rozwoju województwa i to m. in. jest właśnie rolą samorządów. Myślę, że 2009 rok jest optymistycznym terminem uruchomienia lotniska. I to nie tylko przy nakreślonym wyżej scenariuszu, który nie jest jedynym. Można przecież oczywiście myśleć o innych rozwiązaniach, niekoniecznie z własnym gruntem. Na tej bazie funkcjonują inne porty lotnicze w Polsce. My jednak mamy szansę zrobić coś w sposób klarowny i czysty. Wejście do spółki Samorządu Województwa Mazowieckiego - co nastąpi w tym tygodniu - jest na dziś optymalne. Mamy nadzieję, że Marszałek uruchomi wkrótce deklarowane na cel naszego lotniska pieniądze (do 30 mln zł w 2007 r.) i zaangażuje się w nie w pełni. Są pozytywne sygnały, np. zasugerowana przez Urząd Marszałkowski zmiana nazwy spółki na „Mazowiecki Port Lotniczy Sochaczew”. Nie chcemy - jak już mówiłem - scenariusza modlińskiego. Marszałek Województwa z kapitałem publicznym oraz wyspecjalizowany w prowadzeniu operacji lotniskowych podmiot z kapitałem prywatnym to są moim zdaniem partnerzy, których chcemy u nas widzieć.

A co powstanie lotniska oznacza dla sochaczewian?
Niewyobrażalny rozwój miasta i regionu. Jestem przekonany, że w krótkim czasie sochaczewski port będzie przewoził 2 miliony pasażerów rocznie. Ci ludzie będą musieli gdzieś spać, będą chcieli coś zjeść, zrobić zakupy, etc. To oznacza rozbudowę bazy hotelowej nie tylko w okolicach samego lotniska, ale i w mieście. Wzrośnie wartość gruntów, wzrosną podatki, samorządy będą bogatsze, więc inwestycji będzie więcej, będą lepsze drogi. Wiadomo też, że część pasażerów będzie chciała zatrzymać się w Sochaczewie, wyrażając zainteresowanie atrakcjami naszego regionu. A na to tylko czekają obecni i przyszli sochaczewscy przedsiębiorcy. Jednocześnie okolica stanie się jedną z najlepszych lokalizacji logistycznych w Polsce. Tak więc lotnisko to nieprawdopodobna szansa dla Sochaczewa. Oczywiście na krańcach południowych miasta będzie głośniej, ale scenariusz bez stron ujemnych byłby zbyt piękny i niemożliwy. Trzeba jednak położyć te kwestie na szali. Wynik nie jest trudny do ustalenia.

Naprawdę wierzy pan, tak od serca, że dojdzie do uruchomienia sochaczewskiego lotniska?
Gdybym nie wierzył, nie byłoby mnie tutaj. Przecież pracujemy na rzecz tej idei czysto społecznie. Ale jeszcze raz chcę podkreślić, że bez spójnego postępowania lokalnych władz, jakiego doświadczyliśmy w minionych latach i wsparcia wszystkich osób skupionych wokół Stowarzyszenia, nie udałoby się i nie uda osiągnąć celu. Zdaję sobie jednak sprawę z zagrożeń. Podam tylko jeden przykład. Przecież taki scenariusz pozbawia monopolu w centralnej Polsce PPL. Jest zatem konkretne pytanie, czy władze centralne zdecydują się wspierać takie inicjatywy? Czy uchwalona zostanie ustawa komunalizacyjna, o której wspominałem wcześniej? Pytań jest znacznie więcej i moglibyśmy poświęcić im kolejny taki artykuł. Dopiero czas przyniesie na nie odpowiedzi. Wykonaliśmy wewnętrzną „pracę u podstaw”, którą sobie założyliśmy. Wchodzimy jednak w fazę, gdzie coraz mniej zależy tylko od nas.

rozm. Monika Figut
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama