Reklama

Wigilijna opowieść

28/03/2002 00:00
Ostatnio chodziła mi taka myśl po głowie, żeby coś napisać o dojeżdżaniu pociągami do Warszawy (i nie tylko). Chciałem trochę ponarzekać, rzucić trochę porad dla początkujących "dojeżdżających", pochwalić PKP, że ostatnio pociągi jakby nieco mniej się spóźniają, chociaż nadal w niektórych panują skrajne warunki: raz jest to coś około 0 stopni Celsjusza i wieje od okna - zwykle rano, innym razem (najczęściej późnym wieczorem) +40 (a od grzejników można sobie stopić podeszwy). Za dobrze mi było! Nie wiedziałem co jeszcze może mnie spotkać podczas podróżowania koleją.
Złożyło się akurat tak, że wracałem nieco później z Warszawy. Przyszedłem na stację Śródmieście tuż przed godziną 21:00. Wkrótce dowiedziałem się, że mój pociąg został odwołany, z powodu wypadku na odcinku Ożarów - Błonie. Następny pociąg był dokładnie 1,5 godziny później. Ten z kolei przyjechał punktualnie, więc pomyślałem że awarię już usunięto. Niestety moje nadzieje okazały się płonne. Pociąg zatrzymał się na stacji Warszawa Zachodnia na blisko 1,5 godziny. W końcu jednak ruszył, by zatrzymać się w Ożarowie. Tam niestety znów postaliśmy trochę, w końcu ktoś zdobył się na odwagę i poszedł zapytać maszynistów co dalej. Maszyniści nie bardzo orientowali się w sytuacji, powiem więcej nie bardzo wiedzieli czy są w Grodzisku czy jednak w Ożarowie. Nie dziwi to nikogo wszak w tym dniu PKP miało wigilię;-) Notabene ja też wracałem z wigilii w pracy;-) tylko że nie prowadziłem pociągu! W końcu ktoś rzucił hasło "Wysiadamy i idziemy pod stację, stamtąd zabiorą nas autobusem do Błonia i dalej pociągiem do Sochaczewa". Z pociągu wypadła chmara ludzi, w myśl zasady "Kto pierwszy ten lepszy" i ... dołączyła do stojącej już "chmary" z poprzednich pociągów. Okazało się że między Ożarowem a Błoniem kursuje tylko jeden autobus i to w dodatku co 50 minut. Na szczęście wkrótce dołączył do niego drugi, a także "minibus" sztuk jeden, przewożący aż 8 osób! Załadunek ludzi przypominał sceny z filmu "Titanic", z tą różnicą że tutaj nikt nie ustępował miejsca kobietom ani dzieciom, a najgorzej miały osoby przybywające ze strony Błonia, zdesperowany tłum nie chciał ich wypuścić. Miałem to szczęście że zmieściłem się do czwartego autobusu po ponad dwóch godzinach marznięcia po kostki w śniegu, na mrozie i na wietrze, o godzinie pierwszej w nocy. Potem było mi już wszystko jedno - siedziałem w ciepłym pociągu, który odjechał około godziny 2:30. W sumie do domu dotarłem około godziny 3:30. 6,5 godziny podróżowania - mój nowy rekordowy czas podróży pociągiem z Warszawy (poprzedni to 3 godziny 45 minut). Mógłby ktoś zapytać "O co Ci chodzi człowieku czepiasz się PKP, a to losowy wypadek". Otóż nie mam za złe PKP że na ich trasie wydarzyła się ta nieszczęsna kraksa. Mam za złe: totalny bałagan, brak jakiejkolwiek organizacji, brak informacji a wręcz dezinformację oraz "olanie" swoich klientów, ludzi którzy wracali do domu po ciężkim dniu pracy, a duża część z nich rano musiała jechać do pracy, poprzez "rzucenie" do akcji transportu kilkuset osób dwóch autobusików. I mam gdzieś to, że PKP właśnie robiło sobie wigilię.
Przy okazji pozdrawiam wszystkich, którzy mieli to szczęście podróżować owego feralnego dnia z Warszawy do Sochaczewa, tym bardziej tych którzy podróżowali od godziny 19. Cóż na koniec pozostaje mi tylko zacytować, choć nie w pełni słowa jednego z czekających na pomoc w Ożarowie: "Biednemu to śnieg w oczy, deszcz w oczy i h.. w d...".

Sepix
sepix@e-sochaczew.pl

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości