Wizyta na terenach dotkniętych ubiegłoroczną powodzią nadal jest wielkim przeżyciem, zarówno dla odwiedzających, jak i miejscowych. Tym razem przedstawiciele Sochaczewa odwiedzili powodzian w Wionczeminie Polskim sąsiadującym przez drogę ze Świniarami. Okazją było dostarczenie darów zakupionych za pieniądze z koncertu charytatywnego, jaki odbył się miesiąc temu w Miejskim Ośrodku Kultury przy ul. Żeromskiego. Jedziemy z darami Przypomnijmy, że 7 lutego na scenie MOK w Sochaczewie wystąpiła plejada sochaczewskich talentów, a gośćmi specjalnymi koncertu byli Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz. Z pieniędzy zebranych za bilety, a także do puszki, udało się organizatorom zakupić 10 czteropalnikowych kuchenek gazowych. W środę, 16 marca otrzymali je mieszkańcy Wionczemina. Przekazania darów dokonała dyrektor MOK Halina Pędziejewska w obecności Barbary Sobkowicz – instruktora MOK zajmującego się koncertem oraz motocyklistów z MC Boruta. Członkowie Stowarzyszenia MC Boruta mają swój istotny wkład w pomoc powodzianom. Byli organizatorami zbiórki mebli, sprzętu agd i rtv oraz ubrań zarówno w Sochaczewie jak i w Pruszkowie. Dostarczyli własnym transportem także dary od Miejskiego Ośrodka Kultury. W remizie OSP w Wionczeminie Polskim czekali na nas mieszkańcy wsi, jej nowy sołtys Małgorzata Cichosz i naczelnik miejscowego OSP oraz były sołtys Ryszard Olczak. Przyjęto nas bardzo gościnnie, herbatą i ciastem, okazując ogromną wdzięczność za dotychczasową pomoc. Trudne wspomnienia Miejscowi, mimo ogromnej tragedii jaką przeżyli, długo opowiadają o tym, co ich spotkało, tak jakby chcieli z siebie wyrzucić całą rozpacz, złość i bezsilność wobec natury. Wionczemin, oprócz Świniar, był pierwszą wsią, jaką zalała fala powodziowa z przerwanego wału. Mieszkańcy mieli 10 minut na to, aby się przed nią schronić. Nie trudno więc wyobrazić sobie rozmiary nieszczęścia, jakie ich dotknęło. Ten teren słynął z wczesnych truskawek i ogórków hodowanych pod folią. Ze zbiorów nie zostało nic. „Ale co mówić o takich niskich uprawach, kiedy ślad nie pozostał po kilkudziesięciu drzewach czereśni i orzechów. Wytrwała tylko wielka wierzba, zasadzona tu jeszcze przez osadników olenderskich” – mówi Ryszard Olczak i pokazuje okna letniaka zalanego do 1,5 metra wysokości. Potrzebna praca i pieniądze Kiedy pytamy, co jest w tej chwili, prawie rok po zalaniu, największym problemem, sołtys Małgorzata Cichosz bez zastanowienia odpowiada, że bezrobocie. Ziemia nie będzie rodziła jeszcze co najmniej rok lub dwa. A to ona dawała pracę i utrzymanie mieszkańcom. Niektórzy dostali od państwa pomoc w postaci zatrudnienia w ramach usuwania skutków powodzi. Wygląda to tak, że rolnicy pracują we własnych gospodarstwach, rekultywują ziemię, doprowadzają do porządku posesje i dostają za to po 1.200 zł miesięcznie. Ryszard Olczak opowiada, że najpierw taka forma pomocy obowiązywała od września do grudnia, teraz od marca do sierpnia. Jest tylko jeden warunek – dotyczy to rolników posiadających powyżej 2 hektarów ziemi i ubezpieczonych w KRUS-ie. „Tymczasem u nas jest wiele takich osób, które mają mniejsze działki, uprawiały na nich truskawki lub ogórki i teraz nie mają nic. Należeli do Spółdzielni Rolniczej, ale Spółdzielnia nie ma żadnej produkcji i koło się zamyka – mówi Małgorzata Cichosz. – Do tego wszystkiego na styczeń tego roku zapowiadano 8-metrową falę na Wiśle. Od nowa szykowaliśmy się na powódź, bo to były oficjalne komunikaty. Ludzie powywozili co było można, posprzedawali zwierzęta za bezcen. Niech pani sobie wyobrazi, że stukilogramowego świniaka sprzedawali za 260 zł, to jest 2,60 za kilogram żywca. A takiego prosiaka trzeba cały rok hodować i karmić. Co prawda do powodzi nie doszło, ale rolnicy znowu stracili, a zarobili spekulanci” – dodaje pani sołtys. Na szczęście wszyscy otrzymali pieniądze na odbudowę domów po ubiegłorocznym katakliźmie, bo przecież powódź na te tereny wracała dwa razy. Czego w takim razie najbardziej potrzeba teraz powodzianom? – dopytujemy. „Dzięki ostatniemu transportowi mebli, sprzętu, ubrań, jaki dostarczyli nam panowie z Boruty MC, mieszkańcy są właściwie zabezpieczeni w podstawowy sprzęt. Bardzo za to dziękujemy – mówi Ryszard Olczak. – Teraz właściwie najbardziej potrzebne są pieniądze na codzienne życie. Wszystko jest bardzo drogie, a my nie mamy żadnych zapasów”. Powitają lato Mimo tej trudnej sytuacji, wśród miejscowych strażaków zrodził się pomysł, aby we wsi zorganizować festyn na powitanie lata, który da ludziom trochę oddechu i zapomnienia o problemach codziennego dnia. Na spotkaniu, na bieżąco rodziły się pomysły. Swoją pomoc zaoferowali motocykliści i dyrektor sochaczewskiego MOK. Festyn zaplanowano na 3 lipca, organizatorzy już szukają sojuszników i sponsorów swojego pomysłu. Znając wrażliwość na krzywdę innych i pomysłowość mieszkańców Sochaczewa, wierzymy, że impreza się uda i na długie tygodnie będzie tematem do rozmów nie tylko dla mieszkańców Wionczemina Polskiego. Do tematu będziemy wracać. Jolanta Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze