Wspomnienie o Janie Krzysztofie Włodarczyku Mały wielki człowiek
Tygodnik Echo Powiatu
11/07/2006 14:12
1
Obok nas żyją ludzie, którzy, jak się potocznie mówi, są wszędzie, a jest tak, jakby nie było ich w ogóle. Jednak, kiedy odchodzą wspólnota, w której żyli, ma poczucie nieodżałowanej straty.
W życiu mieszkańców Chodakowa od 25 czerwca brak Jana Krzysztofa Włodarczyka. Myślimy o nim niezwykle ciepło i nie potrafimy zrozumieć Jego dziwnej, spowodowanej upałem śmierci. Wiemy tylko, że na pewno na nią nie zasłużył. W naszym życiu był obecny w jakiś dyskretny, elegancki sposób. Krzątał się koło nas, pracował, a jego obecność sprawiała, że świat miał swój porządek. Zaczynaliśmy dni od spotkania z nim, mówiliśmy mu dobranoc. A on zawsze miał dla nas słowo dobre albo dowcipne, nie wymuszone i nie natrętne. Najwięcej wspomnień o Krzyśku zachowa z całą pewnością Zbigniew Bogdan, właściciel kilku sklepów w Chodakowie, dla którego pracował on przez 16 lat, wykonując drobne prace, jeżdżąc po towar, pomagając w różnych życiowych sprawach. - To był bardzo dobry, trochę niedoceniany przez nas człowiek - mówi pan Zbigniew. - Mogłem na nim zawsze polegać, ale przecież nie tylko ja. Każdy mówił na niego inaczej, jedni Janek, inni Krzysiek, a miał przecież to swoje przezwisko „Szczęka”. Myślę, że kiedy umarł, to ludzie nawet nie widzieli, że to jego nekrolog wisi na tablicy ogłoszeń, bo było tam napisane „Jan Włodarczyk”. Był taki, że kiedyś przeprowadził przez jezdnię kaczkę z kaczętami, aż do samej Utraty tak, żeby nic im się nie stało. Kochał ludzi i zwierzęta. Dokarmiał łabędzie, ale potrafił kupić chleb i zanieść komuś, kto go naprawdę potrzebował. Miał niezwykle dobre serce. A do tego całe mnóstwo powiedzonek, którymi nas zawsze rozbawiał, nie pamiętam już wszystkich, ale często mawiał “sprzedał spodnie, kupił frak” i zawsze nas to bawiło. Kiedyś spotkał kogoś z dalekich krewnych. Pytam go, kto to jest dla niego, a Krzysiek mówi, że “ich matki były stryjecznymi braćmi”. Byłem niedawno u fryzjera, tam się zawsze dużo dyskutuje. Fryzjer, pan Kazimierz, też wspominał Krzyśka, mówiąc, że w Chodakowie nie ma osoby, która by źle o nim mówiła. Opowiadał też, że zawsze go bawiło, jak Krzysiek wsiadał na rower, bo robił to w specyficzny sposób przerzucając nogę przez ramę z przodu pojazdu. Sam był przecież niewielki, a jeździł na rowerze z największymi kołami. Jan Krzysztof Włodarczyk zmarł w wieku 52 lat. Pozostawił żonę i trójkę dorosłych już dzieci. Ale pozostawił też swoich sąsiadów z Chodakowa. Brakuje nam go bardzo. To był mały wielki człowiek.
Andrzej Gąsiorowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Albo na wzgórzu zamkowym