Reklama

WSPOMNIENIE o Mieczysławie Dębowskim

Tygodnik Echo Powiatu
23/12/2008 10:33
W dniu 11 grudnia br. w wypełnionym po brzegi kościele pod wezwaniem Św. Trójcy w Błoniu pożegnaliśmy śp. Profesora Mieczysława Dębowskiego, emerytowanego długoletniego nauczyciela geografii w Liceum Ogólnokształcącym im. Fryderyka Chopina w Sochaczewie. Była to postać niezwykle barwna i bardzo znana. Tym wszystkim, którzy nie byli w jakikolwiek sposób związani z „Szopenem”, samo nazwisko może jednak niewiele mówić. Wiele mówi im natomiast pseudonim „Wąs”. Pozwalam sobie przywołać ten pseudonim śp. M. Dębowskiego, nie mający przecież jakiegokolwiek pejoratywnego wydźwięku (od charakterystycznego wąsika), gdyż przylgnął do Profesora bodajże już w 1963 r., kiedy rozpoczynał pracę w sochaczewskim ogólniaku. W pamięci pozostały anegdoty, kiedy to do Profesora przychodzili na wywiadówki rodzice i niektórzy z nich pytali, czy rozmawiają z prof. „Wąsem”.

Profesor Mieczysław Dębowski był Legendą „Szopena”, był jego Symbolem. Był i pozostanie jednym z najczęściej wspominanych nauczycieli tej Szkoły. To właśnie Profesorowi, jeszcze przed Jego śmiercią, poświęcono odrębny wątek na portalu „nasza- klasa.pl”, na którym znalazło się prawie 200 postów.

Profesor pochodził z Błonia, ale z czasem związał się z Sochaczewem, najpierw poprzez pracę, potem zaś osiedlił się w naszym mieście na stałe, gdzie mieszkał ponad ćwierć wieku. Przez lata pracy zawodowej poświęcił się jej zupełnie. W stosunku do uczniów był bardzo wymagający; lekcje geografii zawsze były jakąś niewiadomą, a dla wielu wręcz stresem, ale zarazem czymś niepowtarzalnym. Akurat niżej podpisany może z większym luzem traktował lekcje geografii, gdyż był to mój ulubiony przedmiot jeszcze w podstawówce. Stres nie był mi jednak na tych lekcjach zupełnie obcy. „Wąs” był bardzo wymagający, ale nikogo nie skrzywdził. Jak przypomniała na „naszej-klasie” moja koleżanka z klasy Ela Kowalczyk, Profesor dawał szansę nawet najgorszym na poprawienie oceny. Z szansy tej nie korzystali naprawdę tylko ci, którzy z niej skorzystać nie chcieli. Profesor M. Dębowski wymagał wiele od innych, ale wymagał przede wszystkim bardzo dużo od siebie. Był perfekcjonistą i starał się tę cechę wpajać swoim uczniom. Jego przekazem było: jak coś robisz, rób to porządnie; piecz chleb, jakbyś piekł go dla siebie. Geografii starał się nauczyć nas jak najlepiej. Ja maturę zdawałem między innymi właśnie z geografii, a na egzaminie wstępnym na studia z tego przedmiotu otrzymałem piątkę.

Po zakończeniu mszy żałobnej śp. Profesora Dębowskiego pożegnała w pięknych słowach Pani Profesor Maria Gołkowska. Przypomniała ona między innymi, jak to w czasach, kiedy Profesor dojeżdżał jeszcze do Sochaczewa z Błonia, przez pewien czas w szkole zjawiał się już o godz. 06:30. Co było tego powodem? Następny pociąg z Błonia do Sochaczewa przyjeżdżał o godz. 07:50. Profesor obawiał się, że w razie opóźnienia tego pociągu, nie zdąży przyjść do szkoły na godz. 08:00 !!! Był On moralnym rygorystą; był człowiekiem zasad, co obecnie coraz rzadziej się spotyka. Zasady te wpajał nam uczniom na swój sposób, na pewno niepowtarzalny i oryginalny; niekiedy również zapewne nieco kontrowersyjny. Na swój sposób był ekscentrykiem.

W pamięci wszystkich pozostaną te Jego różne określenia jak np. „minus jak dyszel”, czyli ocena z geografii otrzymana przez jednego z uczniów. Wszyscy pamiętamy również, jak to powtarzał niektórym koleżankom siedzącym w rzędzie przy oknach, aby tychże okien nie otwierały na nazbyt długo, „bo jeszcze bocian przyleci”. Z tego powodu mieliśmy niezły ubaw, no może z wyjątkiem konkretnej adresatki takiego „polecenia”. Było to śmieszne, ale Profesor miał chyba w tym swój ukryty cel. Były to przecież czasy, kiedy słyszało się coraz częściej o ciężarnych nastolatkach.

„Wąs” bardzo cenił sobie tradycyjne wartości i na swój sposób próbował je nam przekazywać. Szczególnie niektóre byłe uczennice pamiętają zapewne, jak „napominał” je, aby nie chodziły w spodniach, bo będą miały krzywe nogi. W ten sposób wyrażała się pewna staroświeckość Profesora; staroświeckość w najlepszym wydaniu oraz staroświecka szarmanckość. Brak tutaj miejsca na przypominanie wszystkich powiedzonek Profesora, historyjek sytuacyjnych z Nim związanych – wiele z nich stało się anegdotami, tworzącymi historię naszej Szkoły („chłopcy z długimi włosami są niezbyt mądrzy, bo im cały rozum we włosy poszedł”, „kto z Mieciem wojuje, ten od Miecia ginie”, czy też określenie współczesnej muzyki młodzieżowej: „współczesna muzyka to łupanki dwucepowe na klamot i wyjca”, itd., itp.). Analizując po latach te powiedzonka dochodzę do wniosku, że Profesor przekazać chciał zawsze w ten sposób coś głębszego.

Po maturze miałem okazję kilkakrotnie rozmawiać nieco dłużej z Profesorem. Zawsze były to zupełnie przypadkowe spotkania. Ostatni raz rozmawiałem z Nim w październiku br., podczas podróży busem do Warszawy. W mojej pamięci pozostanie On przesympatycznym i nieśmiałym człowiekiem, o ogromnej wrażliwości i powierzchownej jedynie szorstkości. Był człowiekiem wielkiego serca, kochającym młodzież, której poświęcił swoje życie.

Współkoncelebrujący mszę świętą pogrzebową – ksiądz Tadeusz Gałecki, wychowanek Profesora, Chodakowianin, wiele słów powiedział o bardzo trudnym życiowym wyborze dokonanym przez śp. Profesora Dębowskiego, a mianowicie spędzeniu życia jako samotnik, który bliższe kontakty utrzymywał jedynie z najbliższą rodziną oraz o poświęceniu się w zupełności swej pasji – pasji NAUCZYCIELA i WYCHOWAWCY, a po przejściu na emeryturę, próbie szukania odpowiedzi na najważniejsze pytania, jakie od zarania nurtują ludzkość. Po śmierci w Jego mieszkaniu znaleziono Pismo święte, do którego włożone były karteczki, na których Profesor zapisywał swoje przemyślenia. To była Jego wielka tajemnica.

Śp. Profesor Mieczysław Dębowski poprzez swe skromne i pełne trudu życie wniósł duży wkład w budowę legendy i pozycji naszej Szkoły. Nam zaś – Jego uczniom i wychowankom, starał się nakreślić mapę na dorosłe życie; wyznaczył nam azymuty. Czy chcieliśmy i umieliśmy korzystać z tej mapy oraz czy potrafiliśmy odczytywać owe azymuty, to już zupełnie inna sprawa.

Profesor był wielkim samotnikiem i zmarł samotnie w Sochaczewie w dniu 7 grudnia 2008 r., dokładnie w piętnastą rocznicę śmierci swego ojca. Spoczął na cmentarzu w Błoniu obok swoich rodziców.

Jestem dumny, że był Pan moim Nauczycielem.
Grzegorz Gonta
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości