Ośrodki kultury żyją popołudniami, wieczorami i nocą – rozmowa z Anną Sobkowicz-Folle, kierownikiem MOK Chopina 101
Anna Sobkowicz-Folle to osoba młoda wiekiem, ale nie stażem. Z sochaczewskimi MOK-ami ma już do czynienia 13 lat. W międzyczasie zaliczyła trzyletni wyjazd, w czasie którego gruntownie zwiedziła kilka krajów zachodnich i Grecję na dokładkę. Ta „wycieczka” pozwala jej inaczej i z szerszej perspektywy patrzeć na sprawy dnia codziennego. Godzina 900 to w MOK-u nawet nie początek dnia. Na razie jest pusto i cicho, co pozwala nam spokojnie porozmawiać, zanim ośrodek zacznie tętnić swym codziennym, mocno urozmaiconym życiem.
Jak zaczęła się Pani przygoda z Miejskim Ośrodkiem Kultury?
- Moja „przygoda” trwa już 13 lat. W międzyczasie miałam trzyletni epizod, w trakcie którego mogłam poznać kulturę innych państw. Poznałam Benelux i Grecję, dzięki którym mam teraz nieco inną perspektywę i podejście do tradycji i historii. Wbrew pozorom doskonale pamiętam PRL i wiem, że kultura i związane z nią wydarzenia stały na wysokim poziomie. Budynek, w którym w tej chwili działam, powstał zresztą w PRL-u i zdobył wtedy tytuł Mister Mazowsza. Powstał w celu wypełniania funkcji, którym służy i dzisiaj, a to jest jego bardzo poważnym atutem. To zresztą mój drugi dom, bo w tym zawodzie nie da się oddzielić życia prywatnego od pracy. Mam takie szczęście, które chyba nie jest w tym kraju powszechne. Robię to, co lubię. W moim ośrodku wszyscy czujemy się tak jak jedna rodzina. Gdy coś robimy, to udział w tym biorą wszyscy- od pana z ochrony do pani, która sprząta. I to wcale nie dlatego, że tego rodzaju działania mają wpisane w obowiązki służbowe. Robią to z potrzeby serca, dlatego, że czują, że ich pomoc jest tu potrzebna.
Skończyłam polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim, co w tej chwili procentuje w mojej pracy. Skończyłam między innymi dlatego, że, gdy byłam mała i przechodziłam z mamą obok bramy uniwerku, usłyszałam od niej: to jest uczelnia, na której kiedyś będziesz studiować. Tak się rzeczywiście stało. Z domu wyniosłam też potrzebę kontaktu z kulturą, którą staram się zaszczepić moim dzieciom. Mając zresztą mamę pracującą w takim miejscu czy chcą, czy nie chcą muszą w tym uczestniczyć. Zresztą czegoś, co kiedyś nazywało się kindersztubą nie da się zastąpić półśrodkami. Każde dziecko w naturalny sposób potrzebuje wzorców do naśladowania i my te wzorce staramy się mu dać. Dla mnie takim wzorcem był pan Eugeniusz Kaźmierczak. Chodziłam wtedy do szkoły muzycznej w Sochaczewie. W tym zresztą mieście, które uważam za swoje, skończyłam również liceum im. Fryderyka Chopina. Tu żyję i pracuję. To moje miejsce, z którym wiąże się wiele wspomnień, na przykład czasy, kiedy obowiązywały kartki na różne produkty żywnościowe. Kartki, które w trakcie zabawy w sklep pocięłam (śmiech), i za które przez pewien czas gniewała się na mnie mama.
W 1999 roku, gdy zaczynałam studia, pracowałam w Urzędzie Miejskim w Wydziale Promocji i Informacji. W trakcie tych 13- tu lat chwilę pracowałam również jako wolontariusz. Chwilę, miałam też część etatu, gdy w latach 2008 – 2009 pracowałam z teatrem „Maska”. Później trzy lata, w trakcie których była Sycylia, Grecja, Padwa, Wenecja i Belgia. Potem dziecko, a w maju 2011 powrót do Polski.
W marcu 2012, czyli w sumie niedawno, zostałam kierownikiem Chodakowskiego MOK-u, z którym w zasadzie w pewien sposób byłam związana od zawsze. Robię to, co lubię i tak, jak lubię w dużej mierze dzięki swojej szefowej - Halinie Pędziejewskiej, która pozwala nam na nasze szaleństwa. Moje dzieci mają bez przerwy kontakt z literaturą, muzyką i sztuką, z którą i ja z obowiązku, i dla przyjemności mam do czynienia na co dzień. Teraz ich kolej, teraz one mogą korzystać z podobnych wzorców i dobrodziejstw, z jakich ja korzystałam w domu rodziców.
Komu w tej chwili Pani „szefuje” z racji zajmowanego stanowiska? Czym zajmują się poszczególne pracownie?
- Zacznę od początku, czyli tak, jakbym przechadzała się po pracowniach. Pierwszy jest oczywiście „Abstrakt” - chluba i wizytówka nie tylko naszego ośrodka ale i całego Sochaczewa. To zespół, który bardziej w tej chwili wyróżnia się w konkursach i mistrzostwach krajowych oraz zagranicznych. Prowadzą go dwie panie: Celina Osiecka i Monika Osiecka-Jaworska. Matka i córka. Monika tańczyła jeszcze zanim przyszła na świat... Robią doskonałą robotę, a 23 listopada będziemy mogli obejrzeć przygotowywany przez nie spektakl „Ciuciubabka”. One, jak zresztą chyba wszyscy pracownicy MOK, nie potrafią oddzielić pracy od domu. To pani Celina stworzyła ten zespół od podstaw, a Monika, kontynuując tradycję, rozwinęła działalność ABSTRAKTU i stworzyła już własną szkołę tańca „Dance Academy”. Szkoda, że nie jesteśmy w stanie pokazać wszystkiego co robią, ale to, co wykonują, to tak naprawdę taniec sceniczny, który nie zawsze da się pokazać na ulicy.
Teraz dochodzimy do wspaniałych czarno białych drzwi. To pracownia plastyczna „Plastek” prowadzona przez wróżkę, Kasię Szadkowską. Kasia posiada szczególny dar obcowania z dziećmi, dzięki któremu pędzą do niej, jak na skrzydłach. U niej dzieci, tak zresztą jak i w pozostałych pracowniach, uczą się nie tylko tego, co napisane jest na drzwiach. Tam poznają również to, co potocznie nazywamy życiem i uczą się specyficznego podejścia do dnia codziennego. To po prostu tak zwana kindersztuba.
Następna jest pracownia Przemka Stachowskiego. To tu pachnie twórczą atmosferą. Wchodzi się tu na paluszkach, by tego klimatu, rodem ze „Sklepów cynamonowych”, nie naruszyć. Przemko, to artysta znany nie tylko w Sochaczewie i w Polsce, ale także za granicą. Oprócz malarstwa i mozaiki zajmuje się także fotografiką. OtoFOTO to jego dziecko. Wszyscy pamiętają organizowane przez niego wyjazdy plenerowe, w czasie których uczyli się spojrzenia na rzeczywistość przez obiektyw. Fotografika to również internetowe zajęcie Przemka, które pochłania naprawdę dużo czasu. Mam nadzieję, że pracownia zacznie niedługo brać udział w konkursach. Szczególnie podobają mi się prace Patrycji i Grzegorza, które mogłyby spokojnie zdobić ściany niejednego reprezentacyjnego pomieszczenia. Przemek prowadzi również zajęcia z rysunku i malarstwa, które przygotowują do studiów na przykład na ASP.
W naszej wirtualnej podróży dochodzimy teraz do drzwi studia wokalnego Piotra Milczarka. Piotr, który skończył szkołę muzyczną w Sochaczewie, ukończył później studia na Akademii Muzycznej w Warszawie. Jest dyrygentem, kompozytorem i wspaniale gra na fortepianie. Grał również w polskim filmie. Na co dzień pracuje również z zespołem „Pędzące Jaguary”, który na pewno wszyscy doskonale znają. Piotr jest instruktorem doskonałym i pracuje w tej chwili przy wspólnym projekcie całego ośrodka, którym jest „Sochaczew rozśpiewany”. Nie tylko uczy śpiewać, ale również przekazuje dzieciom inne wartości, a także wyszukuje talenty. 15 grudnia, podczas finału „Sochaczewa rozśpiewanego”, który odbędzie się dzięki przychylności naszego sponsora, jakim jest agencja nieruchomości „Metrohouse”, będziemy gościć Katarzynę Groniec. Na marginesie dodam, że „Metrohouse” wyremontowało również jedno z naszych pomieszczeń, w którym teraz rodzice mogą czekać na dzieci.
„Sochaczew rozśpiewany” to dość specyficzna formuła. Na castingu wybraliśmy 15 osób. Z założenia chodziło nam o jakość, a nie o ilość. Chcemy uczestnikom dać ten wyższy poziom, który nie tylko pozwoli im dobrze śpiewać, ale również zapewni im tak zwaną ogładę sceniczną i bycie artystą. Coś, czego brakuje niejednemu tak zwanemu „celebrycie”.
Na koniec z obowiązku (nie lubię mówić o sobie) muszę wspomnieć również o prowadzonej przeze mnie pracowni teatralnej. To dla uczestników zabawa w teatr, w czasie której uczą się również teorii teatru. Dzieci, szczególnie te młodsze mają szczególny pęd do grania i naturalnego zachowania się na scenie. Często łączę grupy młodsze ze starszymi. Te starsze dają wiedzę a te młodsze naturalność i nawzajem się od siebie uczą. Staram się je traktować zgodnie z zasadą wpojoną mi przez jednego z profesorów UW. Nie brzmi może zbyt zachęcająco, ale doskonale sprawdza się w życiu. Pan profesor powtarzał zawsze trzy litery: PKP. To znaczy: pochwal, kopnij, przytul(śmiech). Kopać, oczywiście dosłownie nie kopię, ale coś w tym jest.
Byłabym nieuczciwa, gdybym nie wspomniała jeszcze o paru osobach. Pierwsza z nich to nasz akustyk Mirek Hymon. Facet, z którego śmiejemy się, że kabluje. Gdybyście Państwo widzieli ile koło niego zawsze jest kabli, na pewno byście się nie dziwili, temu co przed chwilą powiedziałam. Mirek zawsze jest dyspozycyjny, chociaż na pewno nieraz ma nas dosyć (śmiech).
Muszę też wspomnieć o Beacie Pisarek, naszej sekretarce, która zna ośrodek jak własną kieszeń. Beata jest naszym dobrym duchem. Mocno stoi na ziemi, więc jest naszym łącznikiem z rzeczywistością, a czasem wręcz hamuje nasze artystyczne zapędy. Nikt tak jak ona nie załatwi też wszystkich niezbędnych formalności.
Jest także ochrona i pani, która sprząta. Oni też wnoszą swój wkład w naszą pracę. Zawsze pomagają i to nie dlatego, że muszą, tylko dlatego, że tak czują.
Plany na przyszłość?
- Przede wszystkim chcemy powrócić do festiwalu filmów polskich. W kwietniu czeka nas wystawa Gabriela i Hanny Rechowiczów znanych i uznanych artystów. To pierwszy etap kolejnego, dużego projektu, nasza „perełka”, realizowana przeze mnie oraz Przemka Stachowskiego i jego pracownię artystyczną „ Deco Arch”. Jak zresztą się okazało, Gabriel Rechowicz jest autorem słynnej mozaiki znajdującej się na naszym budynku. Myślimy też, wspólnie z Piotrem Milczarkiem, o stworzeniu od podstaw profesjonalnego studia nagrań, które dałoby nam też możliwość zarabiania na naszą działalność. Liczymy na to, że uda nam się dla tego projektu pozyskać sponsorów. Ciągle mam też nadzieję, że w Polsce wróci istniejąca kiedyś instytucja mecenatu. Pieniądze dla nas – splendor pomagania kulturze i sztuce dla mecenasa. Po cichu mam też nadzieję na przeprowadzenie termomodernizacji naszego budynku. Wiem, że teraz modernizowane są budynki szkół i przedszkoli, więc mam nadzieję, że kiedyś przyjdzie też i na nas kolej.
Dziękuję za rozmowę.
Piotr Gadziński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze