X Mistrzostwa Świata w Długodystansowym Biegu Górskim
Klub Maratończyka Aktywni
13/08/2013 19:57
Blisko dwa lata temu organizację 10-tych Mistrzostw Świata w Długodystansowym Biegu Górskim przyznano urokliwemu polskiemu miastu - Szklarskiej Porębie. Nadarzyła się zatem niepowtarzalna okazja zaprezentowania własnych możliwości przez dwójkę zawodników z KM ,,Aktywni" Sochaczew - Grzegorza Brzozowskiego i Rafała Milczarka. Od samego początku priorytetem było ukończenie tego morderczego dystansu. Grzegorz z Rafałem zaaklimatyzowali się w pobliżu pensjonatu w którym jak się później okazało przebywał przyszły Mistrz Świata Słoweniec Mitja Kosovelj. Jak to bywa przed maratonami regeneracja jest to kluczowa sprawa. W kurortach w szczególności w sezonie letnim wieczory bywają gwarne i głośnie. ,,Ukradliśmy" z nocy około 3 godzin. Zapowiadane wcześniej upały niestety sprawdziły się z prognozami IMiGW. Po przypięciu numerów startowych, zatankowaniu do pełna dwulitrowych bukłaków i zapakowaniu do pełna wszystkich kieszeni i przegródek niezbędnymi batonami, żelami i plastrami udaliśmy się na start. Całkowita waga naszych plecaków liczyła prawie 3 kilogramy. Blisko 700 biegaczy - masochistów zanotowano na starcie przy wyciągu Puchatek. Wyglądaliśmy jak pustynne dromadery. Szukając skrawka cienia nie mogliśmy uwierzyć, że o 8.30 czyli dokładnej godzinie startu słupki rtęci powędrowały bardzo mocno w górę osiągając w cieniu blisko 30 stopni. Ustawiliśmy się dosyć asekuracyjnie zdając sobie sprawę z wymagającego profilu trasy jak i czekających nas blisko 42 kilometrów oraz sumy przewyższeń - 2153 metrów. Uff..Pora ruszać. Mozolnie pod górę wpatrzeni w stopery, zegarki, krokomierze. Co chwila dało się usłyszeć ,,alarmy" o przekroczeniu progu tętna. Wydaje się, że akurat pulsometry były najmniej przydatnym urządzeniem. Nic dziwnego. Przed nami pionowe podejście (trucht, energiczny marsz) pod morderczą górę aż do pierwszego punktu kontrolnego na Śnieżnych Kotłach. Organizatorzy byli bezlitośni. Istna Golgota o nachyleniu blisko 20% okazała się dla wielu drogą nie do pokonania. Limit czasu po 6,5 km wynosił 1:15. Każda przekroczona sekunda oznaczała dyskwalifikację!! Grzegorz znajdował się ,,gdzieś" przede mną. Mijały kolejne kilometry. Upał stawał się nie do zniesienia. Zdradliwe zbiegi składające z ruchomych kamieni kamieni a z drugiej strony notowane w ułamkach sekund ułamkach sekund przez gałki oczne zapierające dech widoki jakże zdradliwych dla maratońskich nóg Karkonoszy. Na punktach odżywczych ciasteczka i woda, która wylewana była hektolitrami ma przegrzane głowy. Łykaliśmy ją zachłannie - na ZAPAS. Jakby to od wody miało zależeć nasze ,,przetrwanie". Do nawrotu już coraz bliżej. Pierwsze zwątpienia , załamania, potknięcia. Wielu biegaczy poobijanych przy nieumiejętnych próbach zbiegów. Chwila nieuwagi, dekoncentracji i ,,tragedia" gotowa. Zapomnijmy o cieniu. Pasmo Gór Karkonoskich charakteryzuje kamieniste podłoże. Biegliśmy czerwonym szlakiem. Nawrót . Pierwszy biegnie Grzegorz. Ja dobiegam do ,,połówki" w 2:59 . Jest ciężko. Wydaje się ,że każdy z biegnących ma wyrysowane na twarzy cierpienie. Dom Śląski - połowa dystansu za nami. Czołówka mknie niczym Pendolino...i prawie się zgadza bo zarówno wśród kobiet jaki i mężczyzn to reprezentacje Włoch są najszybsze. Mocni są też Waliczyjczycy, Czesi i Rumun Ion Zinca ,który w rozmowie z mną przeżywał własną porażkę. Przyjechał po złoto a wróci tylko z brązem. Cieszyliśmy się i my rodacy. Wsród kobiet zdobywamy brąz. W drużynówce nasze Panie ocierają się o ,,pudło". Lekko zawiedziony wydaje się być Jakub Świerc. Kończy bieg na 9-tym miejscu...Po czeskiej stronie mega strome podbiegi. Czesi ,,częstują" nas lepkim-asfaltowym szlakiem, który wydaje się nie mieć końca. Po 25 kilometrze przeszkadza już wszystko. Przeklinamy twardą nawierzchnię, upał, zbiegi ,,zabijające mięśnie czworogłowe" i podbiegi na ,których brak tchu. Coraz bliżej ostatniego ,,wodopoju". Łykam w pośpiechu 2 litry wody!! Zjadam sól kuchenną idealną na dręczące mnie skurcze. Ostatnie 4 kilometry pokonuję szybko. Jest to wytłumaczalne. Sygnały ,że meta już niedaleko. Szrenica czeka. Pionowy podbieg i entuzjastycznie witające nas biegaczki-wolantariuszki. Jest upragniona meta .Spełniło się nasze marzenie. Z dumą reprezentowaliśmy barwy klubowe Aktywnych. Czy wrócimy tu za rok ? Hmm...
146. Grzegorz Brzozowski czas 4:54:41 364. Rafał Milczarek czas 5:59:43
Rafał Milczarek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze