Święto Niepodległości. 11 listopada to już prawie zima, tymczasem w okolicach Łeby i Lęborka odbył się Puchar Expedycji – XI Kaszubia. Jak sama nazwa wskazuje jest to zorganizowana wyprawa w tereny kaszubskie, po których poruszaliśmy się na podstawie otrzymanych road-booków. Tereny te są bardzo piękne, górzyste. Zaskoczeni byliśmy tym, że znajdujemy się 3 km od morza. Urocze krajobrazy rekompensowały nam niską temperaturę, ubłocone ubrania i puste żołądki :)
Przez dwa tygodnie przed Expedycją w tamtych rejonach padały obfite deszcze, co zdążyliśmy zauważyć zaraz na początku imprezy, jeszcze na parkingu Pałacu w Sasinie, gdzie nasze samochody z przyczepami miały trudności w przemieszczaniu się. Ale przyjechaliśmy z autami terenowymi, które aż rwały się do tak trudnego i wymagającego terenu.
Wyprawa trwała od 9 rano w piątek do 20 w sobotę. Przez ten czas mieliśmy do przejechania całą 200-kilometrową trasę wraz z zaliczeniem 30 pieczątek. Wybraliśmy się razem w trzy samochody: Jurek i Robert Gabrielczykowie Land Roverem Tomcatem (grupa extreme), Zbyszek i Adam Żakowscy Suzuki Samurai (grupa wyczynowa z wyciągarką) oraz Bartek, Oskar i ja (jako balast :) Uazem (także klasa wyczynowa z wyciągarką). Wszyscy jesteśmy członkami „Zebra Off-Road Klub Sochaczew” i był to pierwszy nasz start po założeniu klubu. Mieliśmy możliwość jechania w tzw. teamie, pomimo różnych klas, ponieważ obydwie te grupy miały do przejechania tę samą trasę i do zaliczenia te same pieczątki. Różnica w klasach polegała na tym, że wyczyn z wyciągarką mógł mieć maksymalnie 33-calowe koła i tylko jedną wyciągarkę, natomiast extreme nie miał ograniczeń wyposażenia.
Tomcat i Uaz jechali w tym roku tylko w dwóch z czterech imprez Pucharu Expedycji, natomiast dla Samuraia była to pierwsza poważna impreza terenowa w ogóle. Wiedzieliśmy, że nie jedziemy tam walczyć o pudło w klasyfikacji generalnej. Ale byliśmy mile zdziwieni, że tę imprezę skończyliśmy na czwartym miejscu, o pół grubości zderzaka za pudłem (różnica jednej nie-zdobytej pieczątki), a w klasyfikacji generalnej Uaz uplasował się na ósmym miejscu, a Samurai na dziesiątym. Tomcat miał pecha do lin w tym starcie – rwały się co chwila, co nie pozwoliło mu na zajęcie miejsca na podium.
Z wyjazdu pozostały wrażenia i cała sterta zdjęć. Nie oddają one jednak całej atmosfery zabawy i ciężkiej pracy. Towarzystwa w terenie dotrzymywały nam różne zwierzątka: warchlaczki dzika z zainteresowaniem przyglądały się światłom reflektorów w lesie, lis podglądał nas z bezpiecznej odległości z pola pod lasem, nie wspominając już o licznych żabkach, które podobno już powinny zapaść w sen zimowy na dnie jakiegoś stawu, a biegały po łąkach i drzewach. Sfotografować jednak się nie dały, pozostały nam tylko konie mechaniczne, które też bywają dzikie...
trycja
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze