Reklama

XIII Bieg o Kryształową Perłę Jeziora Narie

Klub Maratończyka Aktywni
11/07/2011 21:37
Na starcie XIII Biegu o Kryształową Perłę Jeziora Narie stanęła rekordowa liczba 234 zawodników (w tym 20 kobiet i 14 Nordic Walkerów). Wśród uczestników biegu głównego znalazł się debiutujący na tej trasie oraz, startujący po raz pierwszy w barwach KM Aktywni SochaczewŁukasz Wacławski.

Bieg, co roku rozgrywany jest na pętli o długości 33km, wiodącej wokół jeziora Narie, ze startem i metą usytuowanymi w okolicy plaży, w wypoczynkowej miejscowości Kretowiny. Najwyższy poziom organizacji zapewnia Urząd Miejski w Morągu i co ciekawe, mimo całej towarzyszącej oprawy, konieczności zabezpieczenia długiej trasy, zapewnienia elektronicznego pomiaru czasu, wspaniałych pamiątkowych nagród dla każdego uczestnika itp. – bieg od pierwszej edycji odbywa się bez pobierania opłaty startowej.

Doskonała atmosfera i malownicza sceneria nastawiają bardzo optymistycznie i aż nie chce wierzyć się przestrogom, które mówią, że te zawody spokojnie porównać można do wysiłku maratońskiego. A to jest właśnie magia trasy dookoła jeziora Narie– tak jak w maratonie - kto zacznie zbyt szybko, wcześniej lub później odczuje, że kilometry tajemniczo się wydłużają, a lekkie do tej pory ciało przypomina ciągnięty po ziemi worek ziemniaków. Ale po kolei…
Większość trasy Biegu o Kryształową Perłę przebiega po nawierzchni asfaltowej, ostatnie kilka kilometrów wiedzie polnymi drogami – co brzmi nawet całkiem znośnie, jednak dodając do tego fakt, że rozgrywka w 80% trwa w pełnym słońcu i dosłownie na całej długości zbiegamy lub podbiegamy pod wzniesienia o różnej długości i nachyleniu – mieszanka robi się bardzo wybuchowa. Nigdy nie wiadomo czy za zakrętem czeka dający wytchnienie zacieniony zbieg, czy też przyjdzie nam przez kolejne kilkaset metrów zmagać się z męczącym podbiegiem w piekącym w kark słońcu.

Przy dobrym przygotowaniu, pierwsze kilometry mijają szybko, podbiegi zdają się całkiem znośne, a zbiegów nie czuć zbyt mocno w udach. To ulotne uczucie towarzyszy jeszcze do ok.2/3 długości trasy, gdzie wbiegamy na polną drogę. Tu okolica jest jeszcze bardziej pofałdowana – zbiegi i podbiegi krótsze, ale częstsze. Zmęczone nogi łatwo gubią rytm na piasku lub omijając bardziej błotniste fragmenty drogi. Stawka znacznie się rozciąga. Tu i ówdzie widać już maszerujących zawodników, których wiara we własne siły do tej pory niosła jak na skrzydłach, a teraz opuściła – jak zwykle z hukiem i bez ostrzeżenia. Oficjalne punkty żywieniowe z wodą, bananami i własnymi odżywkami (które przed startem można przekazać organizatorom) rozstawione są mniej więcej co 5 km. Dodatkowo, na najcięższym odcinku, prężnie działająca lokalna społeczność wspiera wodą ze studni (cudowna sprawa!), strażacy proponują polanie wodą ze swoich zasobów - słowem każdy na swój sposób chce wziąć udział i pomóc w tym przedsięwzięciu. Jak tu nie dostać skrzydeł na widok całych rodzin, życzliwie dopingujących i do tego dzielących się własną wodą do picia i wystawiających wiadra z wodą i gąbkami! Wielkie brawa i podziękowania!
Po najtrudniejszym odcinku polnej drogi, wbiegamy znów na asfalt i po 3 kilometrach jesteśmy już z powrotem na terenie ośrodka w Kretowinach – meta na plaży, ostatnie metry biegniemy w gęstym szpalerze żywo dopingujących kibiców – pełna euforia, zawodnicy niesieni wspaniałym dopingiem zapominają o trudach trasy i z uśmiechem przekraczają linię mety (by zaraz z ulgą zanurzyć się w czystym jeziorze).

Na mecie na każdego czekają nieodzowne tu arbuzy i na pamiątkę – piękne statuetki z „tytułową” kryształową perłą. Dla wielu to już kolejna „perła w koronie” – dla mnie to pierwszy egzemplarz w kolekcji, a na półce już rezerwuje miejsce na kolejne!
Na koniec wyjątkowo trafny wpis jednego z uczestników z forum maratonypolskie.pl:

„(Rico): Są takie biegi, które zmieniają ludzi, wpływają na ich los biegowy i sprawiają, że patrzenie na niektóre sprawy nigdy już nie będzie takie jak kiedyś. Wbrew pozorom, wiem co piszę, bo zaliczyłem wiele ciężkich biegów typu: Kierat, Rzeźnik, Maraton Komandosa, itp.
Jestem zadowolony, że dostałem kopa w tyłek. bo chciałem potraktować to jako długie weekendowe wybieganie.
Wszystko było ok. do 18 km. a potem...
Czy to jest właśnie magia i esencja tego biegu ?”

Wyniki (bieg ukończyło 227 osób):
1. Bartosz Mazerski – Zantyr Sztum – 1:59:07
2. Wiesław Sosnowski – Gniszewo – 1:59:59
3. Paweł Szymandera – TS Opatrunki Toruń – 2:01:04

73. Łukasz Wacławski – KM AKTYWNI Sochaczew – 2:47:01 (kat. M30 – 23 na 71 sklasyfikowanych)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości