Jedyną w województwie mazowieckim kobietę strażaka zawodowego, wyjeżdżającą do pożarów, wypadków i innych akcji, mamy w Państwowej Straży Pożarnej w Sochaczewie. W kraju jest ich zaledwie kilkanaście, a w stopniu oficerskim, jak Milena Wiśnios, jeszcze mniej.
Milena ma 165 cm wzrostu, więc gdy jest w hełmie, obserwatorzy akcji dziwią się, że taki mały strażak. Dopiero gdy po wszystkim go zdejmie, są zaskoczeni. - Pamiętam, jak kiedyś podczas pożaru pewien starszy pan nie chciał uwierzyć kolegom i czekał aż ugasimy ogień. Gdy zdjęłam maskę i hełm, popatrzył i jęknął: Ojej, świat stanął na głowie. Czasami, gdy wychodzę z płonącego budynku pełnego dymu i ognia, zwłaszcza starsi ludzie mówią: Dziewczynko, co ty tutaj robisz?! To jest dla nich przerażające.
Zadecydowała klasówka
Milena ma zaledwie 23 lata, ale już od pięciu lat jeździ do pożarów i wypadków. A zaczęło się przez przypadek, bo przecież nikt w rodzinie nie był strażakiem. W gimnazjum, chcąc uniknąć klasówki, za namową brata, zgłosiła się do turnieju wiedzy pożarniczej. Dodarła do finału i to dało jej ten impuls. Dlatego też zapisała się do OSP Janów, by w rodzinnej wsi Gozdowa na krańcach Mazowsza brać udział w akcjach pożarniczych. Także studia w Szkole Głównej Pożarniczej w Warszawie były już oczywistością. Choć łatwo nie było, jak wspomina Milena, bo to szkoła głównie męska, a w kość dają bez taryfy ulgowej. Na jej roku, wśród 85 studentów, było tylko 5 dziewczyn. Przetrwała też dwumiesięczne ekstremalne zajęcia w lesie, w miejscowości Zamczysko Nowe.
- Ciężko było - mówi Milena - dwa miesiące mieszkania w namiocie, zajęcia od rana do wieczora, ale dla mnie, która marzyła o tym zawodzie, nie było złych czy zbyt trudnych rzeczy. Po tym szkoleniu i złożeniu przysięgi stałam się pełnoprawnym podchorążym.
Trzeba umieć wyłączyć emocje
Dlaczego wybrała właśnie Sochaczew? Milena uśmiecha się, tu wkraczamy bowiem w sprawy sercowe. Narzeczony, również strażak, mieszka dość daleko. Sochaczew wypadł im w połowie drogi, być może za jakiś czas będą tu razem.
- Ponadto w Sochaczewie mogłam spełnić swoje marzenia, by być w podziale bojowym i jeździć na akcje - mówi Milena Wiśnios. - A niestety, nie w każdej jednostce było to możliwe. Najczęściej kobiety sadza się za biurkiem, a to byłoby dla mnie nieszczęściem.
Więcej w najnowszym numerze "ZS".
Małgorzata Pałuba
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze