Na łamach „Ziemi Sochaczewskiej” kilkakrotnie poruszaliśmy już sprawę Zakładu Energetycznego. Dotychczas zajmowaliśmy się nieterminowym dostarczaniem faktur za prąd i, co za tym idzie, kłopotami z ich płatnością. Teraz okazuje się, że również ci klienci ZE, którzy mają tzw. liczniki przedpłatowe, nie mogą spać spokojnie. Zasada działania licznika przedpłatowego jest prosta. Dopływ energii elektrycznej zostaje w nim uruchomiony po uiszczeniu z góry należności za konkretną porcję energii. Po dokonaniu wpłaty klient otrzymuje odpowiedni kod, który wprowadza do licznika. Przedsiębiorstwo energetyczne ma prawo do instalacji takiego licznika, jeżeli odbiorca co najmniej dwukrotnie w ciągu kolejnych 12 miesięcy zwlekał z zapłatą za prąd lub nie ma tytułu prawnego do nieruchomości czy obiektu, do którego dostarczana jest energia. Zakład Energetyczny może założyć nam licznik przedpłatowy, również gdy użytkujemy nieruchomość czy lokal w sposób uniemożliwiający cykliczne sprawdzanie stanu licznika. Licznik taki może zostać zamontowany jedynie na koszt zakładu energetycznego. Pozornie nie jest to sposób rozliczania z ZE charakterystyczny tylko dla najuboższych. Wiele osób samych decyduje się na zainstalowanie licznika przedpłatowego np. na działce. Również ci, którzy są dużo podróżują, chociażby w związku z pracą, czasami wolą ten system rozliczania. Pozwala on bowiem uniknąć kłopotliwych, w tym wypadku, wizyt inkasenta oraz zobowiązania do płacenia faktur za prąd w określonym terminie. Urlop to nie grzech Zamieszanie związane z licznikami przedpłatowymi wyniknęło w momencie, gdy pracownik obsługujący Placówkę Obsługi Klienta udał się na urlop. Ponieważ punkt jest prowadzony jednoosobowo, nieobecność ta spowodowała, zdaniem niektórych klientów PGE ZEŁT Obrót Sp. z o.o., spore utrudnienia. „Kiedy udałem się na miejsce, okazało się, że placówka jest nieczynna. Z komunikatu wywieszonego na tablicy ogłoszeń wynikało, że najpierw powinienem dokonać przedpłaty, a następnie przesłać potwierdzenie jej dokonania faxem na wskazany numer. Dokonanie tak prostej czynności jak zakup prądu wymagało ode mnie wizyty najpierw w banku, a potem na poczcie. Najgorsze jest to, że, po dokonaniu tych wszystkich czynności, nadal nie mogłem doczekać się na podanie mi kodu do licznika” – powiedział nam jeden z naszych czytelników. „Moim zdaniem niedopuszczalne jest, żeby narażać klientów na dodatkowe koszty. Teraz, żeby załatwić jakąś bardziej złożoną sprawę, muszą udać się oni do Łowicza. Nie chodzi tu o fakt, że pracownik placówki wybrał się na urlop, do którego ma przecież prawo. Sądzę, że Zakład Energetyczny powinien w takiej sytuacji zapewnić jakieś zastępstwo na ten czas. Tak duża instytucja doskonale potrafi zadbać o swoje, interesy, jeżeli zaś chodzi o klientów, nie interesuje się ich prawami” – dodał drugi z naszych rozmówców. Jasno i przejrzyście? O wypowiedź w tej sprawie poprosiliśmy rzecznika prasowego PGE ZEŁT Obrót Sp. z o.o. Zbigniewa Solarza. „W przypadku, gdy biuro placówki jest nieczynne na zewnątrz lokalu udostępniona jest w widocznym miejscu informacja, w której podane są adresy i telefony, pod którymi klienci mogą kontaktować się z naszą spółką w celu załatwienia wszelkich spraw związanych z zakupem energii elektrycznej. Informacje te dostępne są także na dokumentach, np. na fakturach lub umowach, które otrzymują nasi klienci” – mówi Zbigniew Solorz. „Moim zdaniem sytuacja, która zaistniała w Sochaczewie, to jednostkowy przypadek. Chciałbym podkreślić, iż w pilnych przypadkach klienci mają możliwość telefonicznego poinformowania o dokonaniu przedpłaty. Niezwłocznie po otrzymaniu faksu potwierdzającego przeprowadzenie tych czynności przekazywany jest klientowi numer kodu, który umożliwia dopływ energii elektrycznej” – dodaje. Zdaniem Zbigniewa Solarza opisany w komunikacie sposób dokonania przedpłaty jest czytelny i nie powinien utrudniać działań związanych z zakupem energii elektrycznej. „Kierując się uwagami przekazanymi przez klientów, przeanalizujemy podaną w komunikacie procedurę pod kątem czytelności i jednoznaczności informacji przekazanej w komunikacie” – zapewnił nas. Klient nasz pan? W większości firm i instytucji nieobecność pracownika powoduje jego zastąpienie przez inną osobę, zwłaszcza w przypadkach, gdy ma on bezpośredni kontakt z klientami firmy. Mało kto wyobraża sobie bowiem np. funkcjonowanie sklepu bez ekspedientki. W przypadku sochaczewskiej placówki niestety tak się nie stało. Problem nie polega więc na przejrzystości zaproponowanej przez ZEŁT procedury, a na ewidentnych brakach kadrowych. Agnieszka Poryszewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze