Jednym z najbardziej niepopularnych zawodów w naszym kraju jest zawód kontrolera biletów. Użytkownicy wszelkich form publicznego transportu wyrażają się o przedstawicielach tej profesji bardzo niepochlebnie. Kontrolerzy traktowani są jak wrogowie, przeciwnicy których trzeba przechytrzyć i wykpić. Nikt nie zastanawia się nad faktem, że to tacy sami ludzie jak my. Wykonują tylko swoją pracę.
Z panami zajmującymi się kontrolowaniem biletów rozmawiałem, by trochę przybliżyć czytelnikom tę profesje. Praca jest niełatwa. Dzień zaczyna się czasem bardzo wcześnie. Niezależnie od pory roku należy udać się, nie do ciepłego biura, ale na umówiony przystanek. W tym momencie zaczyna się nieznośna rutyna. Podjeżdża autobus, należy do niego wsiąść, przedstawić się podróżnym i poprosić o bilety do kontroli. Potem kolejny przystanek i kolejny autobus, i tak w kółko.
Im bliżej godzin popołudniowych, tym bardziej tłoczno, trzeba się przeciskać między pasażerami.
- Najgorszy jest brak kultury wśród części młodzieży - mówi jeden z panów kontrolerów - wsiadamy do autobusu, a tu już słychać "O! Kanary!". Potem młodzież ta zachowuje się, przepraszam za wyrażenie, jak bydło. Rzucają głupimi docinkami. Podśmiewają się. Tylko kiedy się okazuje, że nie mają biletu nie jest im już do śmiechu. Próbują oczywiście różnych sztuczek by ukryć, że jadą na gapę. Kiedy jest duży tłok, wyciągają miesięczny od skontrolowanego kolegi, który siedzi przed nimi, a potem sprytnie próbują go sobie podawać. Na to jest jednak sposób. Wystarczy jeszcze raz spytać o bilet właśnie tego skontrolowanego kolegę. Jeśli nie ma, a przed chwilą miał, no to wiadomo.
- I co panowie robią w takich sytuacjach?
- Wypisujemy mandacik gapowiczom i jeszcze jeden dla życzliwego kolegi. To powinno go oduczyć tego typu przekrętów (śmiech).
- Zawsze są panowie tacy bezwzględni dla pasażerów na gapę?
- Nie. Dlaczego? Jeśli ktoś wyjaśni nam jaka jest sytuacja, poważnie z nami porozmawia, kontrolowaliśmy go już kiedyś i wiemy, że bilet miał zawsze, no i przede wszystkim zachowuje się na poziomie, wtedy nie ma problemu. W końcu każdemu zdarza się czegoś zapomnieć. Inna sprawa, że kiedyś jakaś pani wmawiała mi uporczywie, że nie jestem Polakiem, bo nie chcę jej puścić. Czy bycie Polakiem polega na niedopełnianiu obowiązków służbowych?
- W autobusie wypisują panowie mandat, ale krążą legendy o tym, jak można mieć stosy takich mandacików i po prostu je kolekcjonować. Czy to prawda, że ze ściągalnością należności jest tak kiepsko?
- Z kolekcjonowaniem tych wezwań do zapłaty bym nie przesadzał, bo jeśli ktoś zostanie ukarany trzy razy i za każdym razem nie zapłaci, mamy takiego klienta w ewidencji i sprawa kierowana jest do sądu grodzkiego. Prawdą jest jednak, że ludzie często nie płacą. Kara wynosi prawie 150 złotych. Dla poniektórych jest to jedna trzecia miesięcznych dochodów. Rozumiemy, że sytuacja w kraju jest teraz jaka jest, ale w takim przypadku należy przysłać do nas odwołanie od kary. Czasami jest ona uchylana, czasami rozkładamy ją na miesięczne raty. Zresztą, jeśli ktoś zapłaci od razu w autobusie, kosztuje go to już tylko 90 złoty. Tyle, że bilet kosztuje zazwyczaj od złotówki do ośmiu złoty. Wystarczy go kupić, żeby nie mieć później problemów. Jednak niejednemu młodzianowi wydaje się, że pieniądze które rodzice dali mu na bilet znacznie przyjemniej wydać na piwo.
- Dają panowie przykłady z których wynikałoby, że bez biletów jeździ głównie męska część pasażerów. Do tego tylko młodzież. Naprawdę panie są tak obowiązkowe i zawsze mają przy sobie bilet?
- Faktycznie łatwiej przyłapać bez biletu mężczyznę, a na gapę jeżdżą głównie osoby młode. Jednak zdarzają się odstępstwa od tej reguły. Kiedyś złapaliśmy w autobusie ZKM bliźniaczki. Obie bez biletu. Ich rodzice musieli się nieźle zdenerwować, kiedy córki przyniosły do domu podwójne wezwanie do zapłaty. Prawie 300 złoty. Oj wyobrażam sobie, że wyperswadowali pannom jazdę bez biletu. Z kolei pani która wmawiała koledze, że ten nie jest Polakiem była już w zaawansowanym wieku.
- A czy taka kara rzeczywiście jest nauczką dla pasażera? Wyciąga on wnioski i potem kupuje już bilet?
- Różnie to bywa. Często jeździmy na tych samych trasach. Osobę, którą się wcześniej spisało raczej się pamięta. Czasem jest tak, że osoba spisana tydzień wcześniej przy naszym kolejnym spotkaniu z uśmiechem okazuje bilet, a czasem tak, że ktoś spisany poprzedniego dnia, dzień później znowu nie ma biletu. Przecież lepiej już kupić bilet miesięczny. Przecież na same kary można wydać jego kilkukrotną wartość.
Podziękowałem panom za wywiad, a że spotkaliśmy się w dość polowych warunkach wsiedli do kolejnego autobusu. Kiedy otworzyli drzwi pojazdu, z wnętrza dało się słyszeć: "O! Kanary!".
Bastek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze