Reklama

Zmarł przy biernej akceptacji rodziny

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
17/12/2008 14:29

Okres świąteczny to na ogół zwiększona aktywność załóg karetek pogotowia. Co prawda większość przypadków to wówczas przypadłości żołądkowe, ale bywa, że zagrożone jest życie człowieka, do którego wzywana jest karetka. Oczywiście nie dotyczy to tylko świąt.
Najniebezpieczniejsze są przypadki, gdy z jakichś powodów ustaje akcja serca. Wówczas życie chorego nie zależy już tylko od lekarzy pogotowia, a w znacznej mierze, a czasem wyłącznie, od właściwej reakcji rodziny czy innych będących w pobliżu osób. Jak mówi szef Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, dr Paweł Piątkiewicz: „Gdyby każdy z nas w swoim życiu poświęcił choć godzinę czasu, aby zapoznać się z zasadami pierwszej pomocy w nagłych wypadkach, o wiele więcej chodziłoby nas po świecie. Więcej ludzi udałoby się uratować i mniejsze byłyby powikłania. Niestety, u nas ludzie nie przywiązują do tego żadnej wagi.
Jeżdżąc prawie 18 lat w pogotowiu, w tym 12 lat w zespole specjalistycznym, tzw. erce, na palcach jednej ręki mogę policzyć przypadki, w których, przyjeżdżając na miejsce zdarzenia - wypadku drogowego lub zachorowania, groźnego dla życia pacjenta, gdy zostało zatrzymane krążenie, osoby będące świadkami tego zdarzenia udzielały pomocy. Pomocy polegającej na prowadzeniu wentylacji, czyli sztucznego oddychania oraz masażu pośredniego serca.
W jednym przypadku był to lekarz, który udzielał pomocy dziecku, ale w tym nie ma nic dziwnego. Był też strażak, który udzielał takiej pomocy ofierze wypadku drogowego, zdarzyło się też, że syn robił sztuczne oddychanie i masaż serca matce, a także był przypadek, gdy na budowie, gdzie pracowało dwóch murarzy, jeden z nich stracił przytomność, wtedy drugi, stwierdziwszy, że koledze stanęło serce, prowadził oddychanie i masaż serca aż do przyjazdu karetki. Do dziś ten człowiek żyje i cieszy się dobrym zdrowiem, bo zdążyliśmy dojechać i przejąć akcję ratunkową. Jednak jak na osiemnaście lat pracy w pogotowiu to stanowczo za mało”.
Jak twierdzi dr Piątkiewicz, dla lekarzy pogotowia czas jest bardzo istotny. Zwłaszcza w przypadku zatrzymania pracy serca. Ludzki mózg, gdy stanie serce, żyje tylko 4 minuty! Po tym czasie obumierają komórki kory mózgowej, i zachodzą w nim nieodwracalne zmiany. Często zdarza się, że udaje się lekarzom przybyłym po tym czasie przywrócić czynności serca, oddech, ale nie udaje się przywrócić funkcji mózgu. Jak mówi doktor, następuje wtedy „śmierć obywatelska”, bo osoba fizycznie żyje, ale nie ma z nią żadnego kontaktu. Najczęściej takie osoby przebywają wiele tygodni w oddziałach intensywnej terapii i … umierają.
„Prowadzenie czynności ratunkowych przez osoby, które są świadkami zdarzenia, ma wielkie znaczenie, bo pozwala na utrzymanie minimalnego choćby przepływu krwi przez centralny układ nerwowy i dotleniania go zanim pojawi się karetka i lekarze wdrożą swoje specjalistyczne czynności – mówi szef SOR-u. – Jeżeli chcemy więc, aby osoba, która uległa wypadkowi, przeżyła, ratujmy ją. Najczęściej bywa to jednak tak, że gdy przyjeżdżamy na miejsce, chory leży, a kilka osób biega wokół niego z telefonami komórkowymi albo krzyczy lub lamentuje. Często mają do nas pretensję, że zbyt długo jechaliśmy. Trzeba jednak zdać sobie sprawę z tego, że karetka średnio pokonuje kilometr w ciągu ok. 50 sekund, czyli prawie minutę, więc jeśli ktoś zatrzymał się krążeniowo w odległości dwudziestu kilometrów od stacji pogotowia, to najprędzej karetka będzie za 20 minut, a przypominam, że mózg żyje w tych warunkach jedynie 4 minuty, więc dlatego tak ważna jest pomoc osób będących na miejscu. Każdy jest więc nawet zobligowany do udzielenia takiej pomocy, a już szczególnie kierowcy. Ten, który nie udzieli pomocy ofierze wypadku, może być ścigany prawnie. O tym trzeba pamiętać, zdając egzamin na prawo jazdy. Lepiej zrobić cokolwiek, niż nie robić nic. Jeżeli z powodów etycznych czy higienicznych mamy opory przed zastosowaniem sztucznego oddychania, to przynajmniej starajmy się masować klatkę piersiową”.
Myślimy, że słowa dr. Pawła Piątkiewicza zmuszą przynajmniej część z naszych czytelników do sięgnięcia po odpowiednią lekturę, a może nawet zapisanie się na kurs udzielania pierwszej pomocy. A przecież każdy zakład pracy ma wręcz obowiązek przeprowadzenia takich szkoleń. Chodzić może wszak o życie naszych najbliższych. Najprościej jest zajrzeć do Internetu, gdzie pod hasłem: „udzielanie pierwszej pomocy”, pojawi się wiele na ten temat materiałów. By nie powiedzieli potem: zmarł przy biernej akceptacji rodziny.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama