Sebastian Figat, sochaczewianin, który pokonał w kajaku Wisłę, a którego podróż relacjonowaliśmy, jest już z nami. Przypomnijmy, że Sebastian wyruszył z miejscowości Wisła 28 sierpnia i dotarł do brzegu Bałtyku już 16 dni później, pokonując ponad 1000 kilometrów wody. Jest to, jak się wydaje, znaczące osiągnięcie, bo na przykład płynący nieco krótszą trasą po Wiśle kajakarz z Łowicza był na szlaku aż 28 dni. Jak wspomina Sebastian Figat, najtrudniejszy był pierwszy odcinek do Ustronia, kiedy to miejscami nie dało się płynąć w ogóle. Jak widzimy na zdjęciu, częściej używał on wtedy rąk do ciągnięcia kajaka niż do wiosłowania. Dalej nie było wiele lepiej, bo aż do Skoczowa, co chwila trzeba było pokonywać progi wodne. Zaskoczenie spotkało Sebastiana na Jeziorze Goczałkowskim. Gdy pokonał jew 3/4 i został mu ostatni kilometr, prąd zepchnął go do brzegu. Wtedy to dowiedział się od wędkarzy, że na tym akwenie pływanie jest zabronione. Dlaczego? Nie umieli tego wyjaśnić. Tak postanowiły tamtejsze władze. Dlatego Sebastian resztę drogi po jeziorze musiał przebyć brodząc przy brzegu i ciągnąc kajak za sobą. Ponadto okazało się, że za zaporą kończącą jezioro nie ma wody. Trzeba więc było organizować transport. Kajak załadowany został więc na przyczepkę do przewozu siana, aby odnaleźć wodę w Wiśle. Więcej przygód Sebastiana w "ZS"
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze