Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Panie Andrzeju, to co Pan napisał w powyższym komentarzu stoi w sprzeczności ze stanowiskiem Zarządu Powiatu oraz "części radnych", które jest wyrażone w Pana notatce.
Zasadą chyba jest to, że komisja powoływana jest w myśl ścisłego regulaminu, a nie zbierana ad-hoc do konkretnych konkursów w określonym czasie. Jeśli w tym regulaminie nie ma w tej chwili miejsca dla NGO to wybór przedstawicieli jest bezcelowy. Jeśli natomiast miejsce się znajdzie - i będzie jasne czy to jest 1, 2, 3 a może nawet 5 przedstawicieli, będzie można dokonać wyboru. Ruch jest po stronie Rady Powiatu i jestem przekonany, że NGO są gotowe do szerszej współpracy. Będzie to z pewnością krok w dobrą stronę.
Proponuję zatem wybranie dwóch - trzech przedstawicieli spośród wszystkich stowarzyszeń i organizacji pozarządowych działających na naszym terenie. Jeżeli te osoby będą miały taką delegację, na pewno będą musiały być wzięte pod uwagę przy powoływaniu przyszłych komisji konkursowych.
Współpraca organizacji pozarządowych z samorządem wcale nie jest warunkiem sine qua non rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Warto się zastanowić, kto korzysta bardziej na takiej współpracy i do czego może ona doprowadzić – kto ile traci i ile zyskuje. Nie wiem, czy partycypacja ngo we władzy to taka konieczność (tym bardziej, że na takim ich poziomie rozwoju jak teraz to wręcz uzurpacja – realna a nie prawna), są przecież inne środki kreowania lokalnej rzeczywistości i kontroli poczynań władz miejskich. Pewnie, że są kwestie, których bez wsparcia publicznymi pieniędzmi nie można osiągnąć, ale te przypadki są w mniejszości.
Polityka jest tą sferą która od społeczeństwa obywatelskiego jak i ekonomii powinna się - chyba - trzymać jak najdalej.
PS. Słuszna konstatacja ccie.
W naszym miescie juz tak jest ze jak jakas organizacja cos osignie to samorzady chetnie sie pod nia podpinaja ale jak trzeba zainwestowac w ludzi ktorzy maja jakis pomysl to lepiej inwestowac w "swoich".
…. Z tymi programami dla organizacji pozarządowych w Sochaczewie to dziś jest trochę tak, jak z podpisem elektronicznym w warmińsko-mazurskim. Wszyscy ważni mówią, że by się przydało „coś takiego” i że to jest cenna inicjatywa. A jak potem przychodzi co do czego, to widać że ludzie raczej podchodzą do wszystkiego sceptycznie i nie angażują się. Ten sam mechanizm działa w wypadku ambitniejszych przedsięwzięć kulturowych. To troche smutne ale dziś każdy pilnuje swoich interesów, przychodzi na publiczny darmowy festyn, zje kiełbaskę, wypije piwko, obśmieje co potrzeba, a w czasie tej prymitywnej konsumpcji przeciętny człowiek wypowiada swoją mantrę: to Oni, to Oni mi nie dali i to On, to On (np. Wałęsa, Czubacki, iksiński ) za to odpowiada, gdy tymczasem jeśli ludzie nie zorganizują się sami i nie będą dbali o swoje miejsce do życia to nasz kraj, nasze miasto zawsze będzie nudne szare i smutne – bo mityczni Oni nam nic nie zrobią.
Programy samorządowe i sama idea NGO polega na zachęcaniu ludzi do otwierania się na otoczenie. Bardzo często bywa tak, że gdy ktoś otrzymam małą dotację na swój mały projekt zaczyna działać, nakręca się sam i za jakiś czas buduje coś większego. W Sochaczewie powoli, powoli widać że można coś osiągnąć 2 samorządu już coś oferują – jednak kluczem do sprawnego miejskiego NGO jest wypromowanie tego typu działalności wśród ludzi! Trzeba o tym mówić i pisać jak najwięcej, a z czasem będzie coraz lepiej!
Jednocześnie Zarząd uznał, że poszerzanie komisji kwalifikacyjnej o przedstawicieli stowarzyszeń i organizacji pozarządowych nie byłoby wskazane, zwłaszcza w kontekście stanowiska części powiatowych radnych, którzy uznają, że takie działanie mogłoby doprowadzić do zjawisk korupcyjnych lub prób partykularnego wykorzystania pieniędzy publicznych.
Rozumiem, że nie dowiemy się, którzy radni formułują tak nieuczciwe sądy. Rozumiem także, że Zarząd Powiatu nie ma bladego pojęcia ile NGO działa na terenie powiatu "o zasięgu powiatowym", bo z pewnością TZN (niczego nie ujmując tej szacownej organizacji) to nie "chyba jedna z niewielu placówek".
Wniosek dla mnie płynie stąd jeden: Zarząd a być może część radnych boi się kontroli społecznej i nie chce ujawniać w jaki sposób przyznaje te środki. Argument o "korupcjogennym" charakterze dowodzi 1. zupełnej nieznajomości lub braku zrozumienia ustawy o działalności PP i wolontariacie, 2. zupełnego braku zaufania do NGO - bo rozumiem, że jeśli w kilkuosobowej komisji zasiadłoby 1-2 przedstawicieli NGO z pewnością wykorzystaliby oni "partykularnie" środki :-)
Tym bardziej Zarząd powinien zacząć współpracować z NGO, choćby po to aby dowiedzieć się ile i jakich organizacji działa na naszym terenie i z jakimi problemami się borykają inaczej wciąż aktualny będzie zarzut, że to tylko pozorne działania aby odfajkować wykonanie ustawowego obowiązku.
Panie Andrzeju, to co Pan napisał w powyższym komentarzu stoi w sprzeczności ze stanowiskiem Zarządu Powiatu oraz "części radnych", które jest wyrażone w Pana notatce.
Zasadą chyba jest to, że komisja powoływana jest w myśl ścisłego regulaminu, a nie zbierana ad-hoc do konkretnych konkursów w określonym czasie. Jeśli w tym regulaminie nie ma w tej chwili miejsca dla NGO to wybór przedstawicieli jest bezcelowy. Jeśli natomiast miejsce się znajdzie - i będzie jasne czy to jest 1, 2, 3 a może nawet 5 przedstawicieli, będzie można dokonać wyboru. Ruch jest po stronie Rady Powiatu i jestem przekonany, że NGO są gotowe do szerszej współpracy. Będzie to z pewnością krok w dobrą stronę.
Proponuję zatem wybranie dwóch - trzech przedstawicieli spośród wszystkich stowarzyszeń i organizacji pozarządowych działających na naszym terenie. Jeżeli te osoby będą miały taką delegację, na pewno będą musiały być wzięte pod uwagę przy powoływaniu przyszłych komisji konkursowych.
Współpraca organizacji pozarządowych z samorządem wcale nie jest warunkiem sine qua non rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Warto się zastanowić, kto korzysta bardziej na takiej współpracy i do czego może ona doprowadzić – kto ile traci i ile zyskuje. Nie wiem, czy partycypacja ngo we władzy to taka konieczność (tym bardziej, że na takim ich poziomie rozwoju jak teraz to wręcz uzurpacja – realna a nie prawna), są przecież inne środki kreowania lokalnej rzeczywistości i kontroli poczynań władz miejskich. Pewnie, że są kwestie, których bez wsparcia publicznymi pieniędzmi nie można osiągnąć, ale te przypadki są w mniejszości.
Polityka jest tą sferą która od społeczeństwa obywatelskiego jak i ekonomii powinna się - chyba - trzymać jak najdalej.
PS. Słuszna konstatacja ccie.