Trafiła do podsochaczewskiego schroniska zimą... Była jeszcze malutkim szczeniakiem, więc bardziej niż czegokolwiek pragnęła ciepła. Chowała się więc głęboko w za dużej dla niej budzie, gdzie nikt nie mógł jej zauważyć... Kiedy przyszła wiosna - a sunia troszkę podrosła -przeniesiono ją do boksu w głębi schroniska. W tym czasie do schroniska trafiły kolejne małe szczeniaczki, które z racji swojego słodkiego wyglądu sukcesywnie znajdowały chętnych. A ona siedziała w ciemnym boksie, w kącie placu, gdzie nikt nie widział, jak dorasta, jaka jest śliczna, jakie ma piękne sarnie oczy... Nikt też nie mógł się domyśleć, jak bardzo pragnie w swoim dziecięcym serduszku ludzkiego ciepła i uwagi...
Teraz Sarenka ma już pół roku. Nadal jest w schronisku. Nikt o nią nie pyta, nikt się nią nie interesuje. Jest przecież tyle słodkich, malutkich szczeniaków! Ona nie jest już maleńkim szczeniaczkiem - sięga już prawie do kolana - ale nie jest też dorosłym psem... Bardzo chciałaby się bawić, być kochana i przytulana - jak każdy młody piesek. Chciałaby być tą jedyną, a nie jedną wśród 120 bezdomnych... Jak dotąd tylko marzy o swojej własnej pani lub panu... Kiedy wejdzie się do jej boksu i ośmieli kucając, żeby przyszła, Sarenka kładzie łapki na ramionach i wtula całe ciałko w ciało człowieka, pyszczek przyciskając do policzka. Jest wtedy taka szczęśliwa, że z tego szczęścia poliże czasem w nos lub w oko - bo tylko tak umie podziękować za okazaną czułość.
Czy jest ktoś, kto ją wreszcie zauważy? Czy jest ktoś, kto jej ofiaruje prawdziwy dom - taki, o jakim marzy każdy pies?
opr. Blanka Jakubowska i Magda Tuszewka
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze