Reklama

Anna Bogucka - Dziewczyna przy garach

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
14/07/2004 09:47

Mimo, że rok temu otrzymała dyplom ukończenia Państwowej Szkoły Muzycznej w Sochaczewie, wciąż można jej posłuchać na koncertach big-bandu czy orkiestry dętej PSM. Drobna, niepozorna od kilku lat nadaje tempo koncertowym aranżacjom muzyczny tych zespołów. Z Anną Bucką, jedyną kobietą na naszym terenie grającą na perkusji, rozmawia Jolanta Śmielak-Sosnowska.
- Szef big-bandu, Bernard Pacholski powiedział nam, że zauważył cię wiele lat temu w Teresińskim Ośrodku Kultury, gdzie grywałeś wtedy z chłopakami… w ping-ponga.
- To prawda. Mieszkam w Teresinie i w tamtejszym domu kultury spędzałam czas jako kilkunastoletnia dziewczyna. Profesor Pacholski pierwszy zwrócił na mnie uwagę. Wzięłam udział w przesłuchaniach do jego big-bandu w Teresinie, a potem do Szkoły Muzycznej.
- Ile miałaś wtedy lat?
- Piętnaście.
- A myślałaś wcześniej o perkusji? Jak to się stało, że wybrałaś typowo męski instrument?
- Z tym wiążę się trochę dziwna historia, bo kiedyś, oglądając jakąś telewizyjną stację muzyczną, zobaczyłam osobę świetnie grającą na perkusji, zza bębnów widać było właściwie tylko długie włosy i wtedy byłam przekonana, że to kobieta. Postanowiłam, że ja też chcę tak grać. Dużo później dowiedziałam się, że to był facet, ale wtedy już grałam na perkusji i tak zostało.
- I nigdy nie miałaś chwil zwątpienia, że to instrument nie dla kobiety, nie dla ciebie?
- Wiele razy było tak, że coś mi nie wychodziło, ale ja zawsze bardzo chciałam grać, więc mówiłam sobie, że muszę próbować, no i w końcu udawało się.
- Mieszkasz w Teresinie, nie były dla ciebie problemem dojazdy do Szkoły Muzycznej?
- Lekko nie było, ale w Sochaczewie kończyłam szkołę średnią, więc najczęściej zostawałam po lekcjach na zajęcia w muzycznej, albo żeby po prostu poćwiczyć.
- Jak liczna była klasa perkusji?
- Razem ze mną dyplom robiło około 10 osób.
- Ale to byli sami panowie… i ty – jedyna kobieta perkusistka. Czy znasz inne absolwentki szkoły, które broniły dyplomu z perkusji?
- Nie znam i chyba takich nie było. Słyszałam o dziewczynkach, które zaczynały w klasie perkusji, ale później przenosiły się na inne instrumenty lub rezygnowały.
- Czy wiążesz swoją przyszłość z muzyką? Chodzi mi o to, czy chciałabyś z grania uczynić zawód i utrzymywać się z tego?
- Aż tak to chyba nie. Studiuję obecnie finanse i rachunkowość i mam zamiar w przyszłości zostać księgową.
- A nie myślałaś o studiach muzycznych?
- Myślałam, i namawiali mnie do tego nauczyciele, ale zdecydowałam inaczej. Może dlatego, że bardziej wolę grać niż uczyć się teorii. Na pewno chciałabym, aby muzyka była uzupełnieniem pracy. Marzy mi się np. założenie własnego zespołu.
- W big-bandzie grałaś standardy jazzowe, rockowe, w orkiestrze m.in. muzykę rozrywkową i filmową. Czy to są te gatunki muzyczne, które lubisz najbardziej?
- Najbardziej odpowiada mi pop-rock.
- A gdybyś miała szansę zagrać w jakimś znanym zespole, to który byś wybrała?
- Może Perfect, może De Mono, ale najbardziej chciałabym mieć własny zespół.
- Pracujesz nad tym?
- Tak.
- Czy czerpiesz z dokonań znanych bębniarzy? Próbujesz się uczyć na ich muzyce?
- Od bardzo dawana nagrywam ciekawsze fragmenty z udziałem perkusji, słucham, próbuję je wykonywać, znowu słucham…
- A masz jakiegoś idola w zakresie perkusji?
- Na pewno jest nim perkusista zespołu Metaljica Lars Ulrich. W Polsce -Czarek Konrad, moim zdaniem najlepszy perkusista od kilku lat. Miałam okazję spotkać się z nim, bo gościł w naszej szkole. Mogłam wtedy zagrać na jego bębnach i wysłuchać oceny.
- I co powiedział?
- Że jest dobrze. Zasugerował, że mogłabym zastosować więcej różnych przejść, żeby bardziej urozmaicić granie. Ale powiedział też, że zagrałam równo, co dla bębniarza jest najważniejsze.
- A czy zdarzało się, że chwalili cię inni koledzy bębniarze?
- Zdarzało się. Na warsztatach muzycznych, gdzie grałam „pierwsze bębny” koledzy mówili, że jeszcze nigdy nie słyszeli, żeby dziewczyna tak grała. Miałam nawet propozycje zagrania w zespołach.
- Odmówiłaś?
- Tak, bo czasami mam wrażenie, że niektórzy traktują mnie jak niespotykane zjawisko. A ja chciałabym, żeby doceniono moją grę, technikę, a nie to, że jestem kobietą –bębniarzem.
- A jak podeszli do twojego wyboru rodzice?
- Na początku też byli zdziwieni, zwłaszcza mama chciała, żebym wybrała sobie jakiś „damski” instrument, np. skrzypce, fortepian, ale później stwierdzili, że mogę grać pod warunkiem, że jeśli już zacznę, to mam skończyć Szkołę Muzyczną. Teraz już się przyzwyczaili.
- W domu masz własny instrument?
- Mam bębny, czyli to, co najważniejsze.
- To znaczy, że w domu bywa czasami głośno?
- Niestety tak i dlatego nie bardzo mogę grać w domu. Czasami przenoszę instrument na działkę. Najczęściej jednak gram na próbach.
- Czy zachęcałabyś inne dziewczyny do gry na perkusji?
- Jasne, że tak. To wbrew pozorom nie jest instrument siłowy, nie trzeba w niego tłuc z całych sił. Trzeba myśleć, bo jest podział pracy na ręce i nogi. A do tego perkusja to trzon, żywy instrument, którego brzmienia nie zastąpią żadne dyskietki czy coś takiego. I jeszcze jedna zaleta. Jak się ma podły humor, to zawsze można się wyżyć, ćwicząc na bębnach. To naprawdę pomaga.
- Dziękuję za rozmowę

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości