Kiedyś największy w mieście zakład, teraz okradziona z ostatniej śrubki ruina. Chodakowski Chemitex stanowi smutną pozostałość włókienniczej historii Sochaczewa. Ta spuścizna nie wystawia naszemu miastu dobrego świadectwa. Co więcej, może stanowić poważne zagrożenie.
Wzlot i upadek Produkcję uruchomiono w 1928 roku. W czasie wojny w fabryce zorganizowano szpital polowy. Praca w Chemiteksie dla wielu stała się ochroną przed wywiezieniem na roboty przymusowe. W czasach świetności zakład zatrudniał kilka tysięcy pracowników. Włókno wiskozowe eksportowane było do Turcji, Syjamu, Pakistanu czy Iranu. W przyzakładowym Klubie Sportowym „Bzura” poza sekcją piłkarską, judo, szachową oraz wielu innymi funkcjonowała nawet sekcja hokejowa. Na początku lat 60. Ubiegłego wieku zbudowano, widoczne z daleka, niemal 100-metrowe kominy. W połowie lat 70. Chemitex produkował 1/3 polskiego asortymentu włókna. Gigant upadł w zetknięciu z realiami wolnego rynku. Obecnie część budynków zakładu zajmują prywatne firmy. Reszta murów popada w coraz większa ruinę. Miasto zarządza ulicami na terenie dawnego zakładu. Jest też właścicielem jednego obiektu – dawnej kotłowni. - Jej część podnajmujemy Geotermii Mazowieckiej. W nieużywanej części kotłowni zdemontowaliśmy piece i zamurowaliśmy wejścia. Pozostałe działki znajdują się w prywatnych rękach - powiedział nam naczelnik Wydziału Mienia i Nadzoru Właścicielskiego Tomasz Ćwiek. Kontakt z właścicielami wielu obiektów jest utrudniony. Są to osoby prywatne zamieszkujące w różnych rejonach Polski.
Zabawy z dreszczykiem Ruiny stały się celem wycieczek i miejscem zabaw nastolatków z Chodakowa. - Wielokrotnie widzieliśmy biegające po ruinach dzieci. Zdarzało się ze trzeba było któreś wyciągnąć z dziury. Dzieciakom udaje się dostać nawet do starej kotłowni. Wiemy, że kiedyś na terenie dawnej przygotowani znaleziono martwego człowieka - mówią Hubert i Paweł Cytowscy z mieszczącej się nieopodal firmy Zebra. – Dawny Chemitex jest celem wycieczek amatorów zwiedzania poprzemysłowych obiektów. Przyjeżdżają nawet z zagranicy. Wchodzą do opuszczonych budynków i hal, robią zdjęcia. Jednego z takich turystów wyciągaliśmy kiedyś z kilkumetrowej studzienki. Przerażeni stanem Chemiteksu byli zwiedzający zakład Grażyna i Christian Tenaerts, małżeństwo na stałe mieszkające w Belgii. - Przy okazji wizyty w moim rodzinnym mieście postanowiliśmy sprawdzić, co dzieje się z tym przedsiębiorstwem. Kilkadziesiąt lat temu pracowali w nim moi rodzice. Teraz jesteśmy przerażeni jego stanem. Niszczejące obiekty przemysłowe są szalenie niebezpieczne. Nie wchodziliśmy do środka budynków, ale podczas spaceru widzieliśmy bawiąca się tu młodzież. Tragicznie wygląda stara przygotowalnia. Jej widok kojarzy mi się wybuchem bomby. Nie rozumiem, dlaczego nikt nie pilnuje tego terenu? – dziwi się Grażyna Tenaerts. Jak ustaliliśmy, stara przygotowalnia należała do prywatnego inwestora. Chciał zbudować na jej miejscu park maszynowo-dźwigowy. W trakcie prac okazało się, że pod rozbieranym budynkiem znajduje się dwukondygnacyjna piwnica. Konieczny stał się demontaż jej konstrukcji. To z kolei czyniło inwestycję kompletnie nieopłacalną. Ostatecznie inwestor zbankrutował, a nieruchomość przejął bank. To tylko jeden z przykładów zagrażających życiu i zdrowiu ruin w obrębie dawnej fabryki. Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego Waldemar Orliński powiedział nam, że w stosunku do właścicieli niebezpiecznych obiektów prowadzonych jest kilkanaście postępowań. - Wiele osób może być zdziwionych, ale zagrożenie na terenie fabryki określiłbym jako trzy razy mniejsze niż kilka lat temu. W wyniku naszych działań część budynków została rozebrana, inne zabezpieczono. Inną sprawą jest to, że o wielu problemach możemy po prostu nie wiedzieć. Chemitex to bardzo rozległy teren - mówi Waldemar Orliński.
Właściciel widmo - To co stało się z Chemiteksem” jest przygnębiające. Kiedyś pracowałam jako przewodnik po ziemi sochaczewskiej i sądzę, że taki obiekt mógłby stać się jej atrakcją. Oczywiście musiałby być zadbany. Ostatnio chodziłam między budynkami przez kilkanaście minut. Czuję w ustach chemiczny posmak. To pozostałości siarki - mówi Grażyna Tenaerts. Z powodu ilości stosowanych środków chemicznych, rejon ten musi być nadal bardzo toksyczny. - Moja mama opowiadała mi, że kiedy w fabryce był pożar, odważyli się go gasić tylko zakonnicy z OSP w Niepokalanowie. Jak tylko zaczynało się palić, wszystkim pracownikom dawano do picia zsiadłe mleko. W ten sposób próbowano odtruwać ich organizmy - mówi. - Próbujemy ratować budynki pofabryczne na naszej działce. Zbieramy też stare narzędzia i sprzęty używane przy produkcji. Mamy już pokaźną kolekcję. Jest tu mnóstwo nieruchomości i każda ma innego właściciela. Na wielu nie dzieje się kompletnie nic - dodają Paweł i Hubert Cytowscy. O stan budynków i poziom bezpieczeństwa w opustoszałym zakładzie pytaliśmy też gospodarzy innych firm mających siedzibę w Chemiteksie. Opinię naszych rozmówców potwierdził m. in. współwłaściciel „Eco-Service” Michał Kisielewski. Na temat bezpieczeństwa w rejonie nie chciał wypowiadać się Tomasz Więcek ze spółki Zibi. - Mogę tylko zapewnić, że nikt nie wchodzi na teren należący naszej spółki. W kwestii stanu „Chemitexu” powiem jedynie, że jest „ nadgryziony zębem czasu” - powiedział.
Nie ma nadziei? - W latach 90., kiedy Chemitex upadł, syndyk proponował ówczesnym władzom Sochaczewa przejęcie go za długi. Nie wykorzystano tej szansy. Teraz właścicielami nieruchomości są firmy i osoby prywatne z różnych rejonów Polski. - Prawo zakazuje nam ingerować w to, co robią na swoich działkach – mówi wiceburmistrz Stanisław Wachowski. - Nie możemy nakazać im na przykład przeprowadzenia remontu czy rozpoczęcia inwestycji. Jeżeli obiekt zagraża życiu lub zdrowiu ludzi, zdyscyplinować właścicieli może jednak nadzór budowlany. Zamierzamy zwrócić się do niego z prośbą o wyjątkowo uważne monitorowanie tego, co dzieje się w dawnym Chemiteksie. Sami również dopilnujemy, by dawna kotłownia nikomu nie zagrażała - zaznacza. Obecnie władze przygotowują dla tego rejonu miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. - Chcemy by w Chodakowie nie pojawiały się kolejne firmy zajmujące się utylizacją odpadów. Mieszkańcy wielokrotnie sygnalizowali, że ich działalność jest dla nich uciążliwa – dodaje wiceburmistrz. Spacer po opustoszałych fabrycznych drogach wprawia w zadumę i trochę przeraża.. Szkielety hal, pozostałości urządzeń i puste okna budynków nadal udowadniają, jak potężna przemysłowa machina działała w Chodakowie. Nic dziwnego, że Chemitex wciąż ma dużą siłę przyciągania. Uporządkowanie terenu starej fabryki utrudnia skomplikowany stan prawny nieruchomości i stopień dewastacji budynków. Wiele wskazuje na to, że obok średniowiecznego zamku Sochaczew będzie się „chlubił” drugą ruiną. I to całkiem współczesną. Działający „Chemitex” zatruwał całą okolicę i swoich pracowników oparami siarki. Praca w fabryce kosztowała wielu z nich życie. Zamknięty zakład wciąż stanowi poważne zagrożenie. Agnieszka Poryszewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze