Świat od pewnego czasu jest, delikatnie mówiąc, mocno spięty.
Zaledwie rok z niewielkim okładem temu stanęliśmy twarzą w twarz z przedstawicielami cywilizacji, która zdaje się przybywać z odległego zakątka galaktyki i nie mieć z nami, Europejczykami, zupełnie nic wspólnego. Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, bez znaków na niebie czy ziemi, nieoczekiwanie dla wszystkich – na Krymie pojawiły się Zielone Ludziki. Ot tak, po prostu. Jak w starych filmach science-fiction: próby komunikacji spełzły na niczym, odcięte wszystkie kanały informacyjne, obcy realizują jakieś sobie tylko zrozumiałe plany i schematy. „Przybyliśmy w pokoju”, powtarzają w uporem godnym lepszej sprawy.
I równo w rocznicę tych jakże ważkich wydarzeń mamy kolejne wydarzenie rodem z kroniki historycznej – równie sprawnie przeprowadzone, co widowiskowe zabójstwo Borysa Niemcowa w Moskwie. Spektakl, można powiedzieć, wyreżyserowany z dbałością godną prawdziwego mistrza… Idealnie dopracowana choreografia wysiadającego z samochodu aktora, cztery wymierzone strzały w plecy, starannie dobrane oświetlenie boczne, pozwalające nieomylnemu monitoringowi kamer przez całe dwadzieścia cztery godziny zachodzić w głowę i nie móc odróżnić Focusa od Mondeo. No i scenografia – ach, ta scenografia! Schodzący w dół łuk mostu, za nim piękna panorama na sobór Wasyla Błogosławionego i cały Kreml, wyniosły i tajemniczy w swym milczeniu. Do tego doskonale wybrany czas („timing” jak się mawia ostatnio) zamieniający marsz protestu w marsz żałobny i stawiający pod znakiem zapytania kwestię raportu o (domniemanej) obecności rosyjskich wojskowych na Ukrainie. Spektakl, jakich mało.
Niby mało istotna rzecz – ot, gdzieś tam zginął jeden człowiek. A jednak dopiero co obchodziliśmy rocznicę (okrąglutką, setną) wydarzeń, które zaczęły się równie niepozornie: napięty świat, kilka mocarstw pręży muskuły, coraz więcej agresywnej retoryki, wszyscy mówią o ochronie interesów i uzasadnionych, prawomocnych działaniach.... I nagle ginie jeden człowiek, a świat pogrąża się w chaosie wojny światowej.
Tak, owszem; tam mieliśmy Arcyksięcia, tu tylko (!) opozycjonistę. Jednak porównania do II wojny – anschluss Krymu, nowe Monachium w Mińsku – są ostatnio dość popularne, dziennikarze zachłystują się tym nagłym przypływem wiedzy historycznej, żonglując paralelami, nazwiskami i datami, porównują Putina to do takiego, to znów innego Wielkiego wodza/zbrodniarza (niepotrzebne skreślić) czasów słusznie minionych.
Co ciekawe - jakoś nikt nie widzi uderzającego podobieństwa właśnie do czasów poprzedzających wybuch Wielkiej Wojny! Wojny, która na stałe wryła się naszą pamięć, wojny absolutnie przerażającej, zatracającej się we własnym okrucieństwie, z gruntu bezcelowej i bezsensownej. Czy możemy być na progu kolejnej? Mam nadzieję, że nie... Ale okazja do wspomnienia pierwszego wielkiego konfliktu zbrojnego aż się sama nasuwa, więc szkoda byłoby z niej nie skorzystać. Mamy wszystko, co potrzebne – może tylko Francja trochę nie ta, jakby wycofana, oklapła po swych bohaterskich wyczynach z przełomu lat 30.-40. ubiegłego wieku. Ale poza tym jest komplet – łącznie z rażącą niekompetencją, rozbuchanymi ambicjami i słyszeniem tego, co się chce słyszeć.
Mogłoby się chcieć rzec: zajrzyjcie do podręczników historii!
Ale po co?
Przecież co jak co, ale historia magistra vitae NON est.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
I niby jesteśmy tym wybranym przez Boga gatunkiem, obdarzeni inteligencją uczuciami wyższymi, duchowością. A wystarczy odrobina nieokiełznanej chciwości władzy, chęci dominacji i ludzie staczają się w otchłań szaleństwa. Obejrzałem dzisiaj dokument "Ciemność kryje ziemię". Aż dziw bierze, że znowu stoimy na krawędzi, gdzie w sposób niekontrolowany może wybuchnąć kolejna tragedia. Scenariusz się powtarza, a ludzie z jakiegoś powodu zdają się być ślepi na naukę płynącą z historii ich gatunku.
I niby jesteśmy tym wybranym przez Boga gatunkiem, obdarzeni inteligencją uczuciami wyższymi, duchowością. A wystarczy odrobina nieokiełznanej chciwości władzy, chęci dominacji i ludzie staczają się w otchłań szaleństwa. Obejrzałem dzisiaj dokument "Ciemność kryje ziemię". Aż dziw bierze, że znowu stoimy na krawędzi, gdzie w sposób niekontrolowany może wybuchnąć kolejna tragedia. Scenariusz się powtarza, a ludzie z jakiegoś powodu zdają się być ślepi na naukę płynącą z historii ich gatunku.