Reklama

Bliżej siebie - wywiad ze Sławomirem Szadkowskim

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
05/07/2005 13:57
Ze Sławomirem Szadkowskim, szefem sochaczewskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Zapobiegania Narkomanii rozmawia Jolanta Śmielak-Sosnowska
- Od kilkunastu dni telewizja emituje reklamę pod hasłem „Bliżej siebie, to dalej od narkotyków”. Czy to nowa kampania przeciw uzależnieniom?
- To część większej kampanii, w którą włączają się wszystkie organizacje, instytucje działające na polu antynarkotykowym. Ma ona na celu uświadomienie, jak ważne jest bycie ludzi ze sobą. W języku terapeutów nazywa się to profilaktyką pierwotną. Chodzi o to, abyśmy zdali sobie sprawę, mówię tu o nas, rodzicach, jak ważne są kontakty z dziećmi. I nie chodzi mi bynajmniej o takie przebywanie razem, kiedy rodzice oglądają telewizję, a dziecko w drugim pokoju surfuje w Internecie i tak naprawdę są na dwóch różnych planetach.
- Tak jak w tym spocie telewizyjnym, w którym chłopak, w obecności rodziców, zajętych swoimi sprawami, przygotowuje „działkę”. Matka krząta się przy kuchni, ojciec czyta gazetę, a dzieciak na ich oczach bawi się mąką, jak narkotykiem. Czy twoim zdaniem beztroska, a wręcz indolencja rodziców nie jest tu przerażająca?
- Jest. I według mnie to bagatelizowanie przez rodziców problemu narkotyzowania się ich dzieci, czy niewiedza na pewne tematy, są gorsze niż diler stojący za rogiem. Gdyby ci rodzicie usiedli z synem przy stole i spytali, co robi, to może zauważyliby jego problem. A może, gdyby siadali częściej, to w ogóle nie byłoby problemu. To jest właśnie kwestia jakości naszych kontaktów z dziećmi.
- Rodzice tłumaczą często, że nie mają na to czasu, bo praca, dom, obowiązki.
- Ale przecież nikt nie mówi, żeby rodzic rezygnował z pracy, żeby organizował super wyjazdy czy atrakcje. Tu chodzi o zwykły, codzienny kontakt z dzieckiem, o kilka minut rozmowy, o pewną czujność. Każda matka znająca swoje dziecko, kiedy dzieje się coś złego, potrafi to zauważyć. Nie odkładajmy wtedy rozmowy na później, na niedzielę, czy na urlop, reagujmy natychmiast. Albo kiedy dziecko przychodzi i mówi, że ma problem, nie zbywajmy go formułką „nie mam czasu”, albo „porozmawiamy o tym jutro”. Jutro może być za późno.
- Nadeszły wakacje. Młodzi ludzie chętnie wyrywają się spod skrzydeł rodziców, wyjeżdżają pod namiot, na różne wakacyjna eskapady. Czy twoim zdaniem, znając istniejące zagrożenia, rodzice powinni pozwalać na takie wyjazdy?
- I tu znowu wracamy do relacji panujących w rodzinie. Jeżeli rodzice znają swoje dziecko, ufają mu, nie dzieje się nic, co mogłoby wzbudzać ich niepokój, to nie ma powodu, aby trzymać młodego człowieka w klatce. Bo takie odgradzanie od świata zewnętrznego też nie przynosi nic dobrego, a wywołuje bunt i opór dziecka wobec decyzji rodziców. Cały czas należy jednak dyskretnie czuwać nad zachowaniami nastolatka. Jeżeli natomiast mamy pewne podejrzenia co do dziecka, albo grupy osób, z którą chce wyjechać, to może lepiej zaproponować wspólny wyjazd z rodziną, albo zorganizować wakacje tak, by nie pogłębiać istniejącego ryzyka.
- Ze swojej praktyki doskonale wiesz, że często pierwsze próby z narkotykami wynikają nie z woli nastolatka, a z presji środowiska, w którym przebywa. Jak młodzi ludzie mają się bronić przed namowami, albo wręcz nagabywaniem, zwłaszcza na wakacjach, kiedy mają kontakt z różnymi osobami?
- Najlepszą metodą jest ośmieszanie, deprecjonowanie nałogu narkotykowego i osób nakłaniających do brania. Jest kilka formułek, które działają w takich wypadkach, np. „nie biorę, bo nie potrzebuję wspomagaczy”, „próbujesz zarobić na mnie”, „chcesz robić kasę na koledze”. Tego typu wypowiedzi, rzucane na luzie, często odnoszą efekt. Jeśli nie pomagają, trzeba postawić sprawę stanowczo: „nie biorę, nie namawiaj mnie” i najlepiej zmienić towarzystwo.
- Nam, dorosłym, wydaje się to dosyć proste, ale dzieci nie są uczone asertywności. Im trudno przychodzi odmowa, bo boją się ośmieszenia i odrzucenia przez grupę.
- To prawda, na szczęście złe nastawienie do narkotyku, strach przed jego zażyciem często powoduje samoobronę organizmu w postaci wymiotów, bólu głowy, złego samopoczucia, no i wyrzutów sumienia. To w wielu wypadkach przesądza o tym, że młody człowiek więcej nie da się namówić na „działkę”.
- Ale załóżmy to gorsze, że dziecko wraca z wakacji po próbach z narkotykami, co więcej, zaczęło mu się to podobać. Jak rodzice mogą sprawdzić, czy dziecko jest „czyste”?
- Po pierwsze czujność, o której już mówiliśmy. Trzeba obserwować, czy nie zmieniło się zachowanie dziecka, jego dotychczasowe przyzwyczajenia, zainteresowania, znajomi. Naszą uwagę powinny zwrócić też dziwne przedmioty pojawiające się w pokoju dziecka, w kieszeniach ubrań. Mogą to być jakieś fifki, złotka, folijki, okopcone zapalniczki. Tych symptomów jest dosyć dużo, jeśli bacznie przyglądamy się naszemu dziecku. Czasem nawet zapach potu świadczy o tym, że organizm jest wspomagany chemią.
- Jeśli dojdziemy do przekonania, że coś jest nie tak, co wtedy?
- Zawsze możemy dla pewności zrobić test na obecność narkotyków. Testy są ogólnodostępne w aptekach, ale lepiej poradzić się wcześniej specjalisty, bo na różne rodzaje substancji są różne testy, chyba że zdecydujemy się na ten uniwersalny. Z reguły dziecko, które nie ma nic na sumieniu, bez większych oporów podda się kontroli. Jeśli napotykamy kategoryczny sprzeciw, to też może być dla nas symptomatyczne.
- Załóżmy, że wykonaliśmy test i niestety jego wynik jest pozytywny. Rodzice stają przed faktem, że ich dziecko „bierze”.
- Na pewno nie wolno wierzyć zapewnieniom, że to wadliwy test, albo, że to się zdarzyło raz i więcej nie powtórzy. Młodzi narkomani są mistrzami kamuflażu, kłamstwa i wymyślania przeróżnych nieprawdopodobnych historii. Rodzice nie mogą w tej sytuacji wierzyć dziecku. Dla jego dobra. Jedynym wyjściem jest kontakt z poradnią, punktem konsultacyjnym, specjalistą, który oceni, zdiagnozuje stopień uzależnienia lub rzeczywiście, poprzez badania, wykluczy uzależnienie naszego dziecka. Zawsze w takiej sytuacji trzeba mieć pewność. Od tego zależy przyszłość całej rodziny. Dorośli często ulegają namowom dzieci, że one się poprawią, że zerwą z nałogiem, ale to są tylko słowa. Osoba uzależniona od narkotyków traci poczucie jakichkolwiek wartości moralnych, dla niej dane słowo nic nie znaczy. Wręcz przeciwnie, słabość rodziców wykorzysta do swoich celów. Bywa także, że sami rodzice woleliby, aby sprawy nie było, żeby broń Boże nie dowiedzieli się sąsiedzi, koledzy w pracy. Pudrują więc problem. A on za miesiąc, pół roku powraca ze zdwojoną siłą.
- Używasz tu mocnych słów pod adresem rodziców, a oni często tłumaczą, że robią wszystko z myślą o dzieciach.
- I popełniają przy tym masę błędów. To może rzeczywiście brzmi dosyć brutalnie, ale taka jest prawda. Wbrew pozorom, dzieciom nie są potrzebne przede wszystkim pieniądze, drogie gadżety, ale kontakt z bliskimi. Jeśli w takim duchu wychowujemy dzieci od samego początku, to później łatwiej nam utrzymać z nimi więź, bliskość, od której zaczęliśmy tę rozmowę.
- To powiedzmy jeszcze, jak można się z tobą skontaktować w razie potrzeby.
- Prowadzę punkt interwencyjno-konsultacyjny przy oddziale PTZN. Można do mnie dzwonić codziennie w godz. 19.00-21.30 pod nr tel. 0-694-860-230.
- Dziękuję ci za rozmowę.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama