Reklama

Country Cross Off-Roadowy

Zebra Off-Road Klub Sochaczew
14/10/2004 10:08
W zeszłą niedzielę, 10 października, odbyły się zawody crossowe. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że tym razem ich miejscem nie było sochaczewskie Podzamcze, lecz ... rżysko w Kurdwanowie. Wspólnymi siłami organizatorzy: Władysław Dudziński, ksiądz proboszcz Maciej Mroczkowski i Wawrzyniec „Żubr” Wojtasik, przygotowali tor i całe zaplecze techniczne potrzebne do zorganizowania tego typu imprezy, nie wyłączając Kurdybanki, która niejednego tej niedzieli rozgrzała - pogoda była piękna, ale temperatura niezbyt wysoka. Już od godzin przedpołudniowych czuć było w powietrzu znajomy zapach motocrossu, podniecone głosy zawodników, trenerów i oczywiście całe rzesze kibiców, którzy ściągali na kurdwanowskie pola już od rana.

Flota „Zebra Off-Road Klubu Sochaczew” również stawiła się na miejscu, na zaproszenie Pana Władysława, wszyscy chętni do wszelkiej pomocy. Jednak organizacja imprezy była profesjonalna i bez zbędnych opóźnień zawodnicy wystartowali w trzech klasach. Wyniki pewnie są już znane, ale wypada je przytoczyć:

klasa 65 ccm (45’ jazdy)
1. O.Wrzesiński (Szarak)
2. A.Augustyn
3. A.Białecki
4. M.Zientara (Szarak)

klasa 60 ccm (45’ jazdy)
1. W.Kreps (Szarak)
2. D.Sierociński (Szarak)
3. M.Kujawa

klasa OPEN (90’ jazdy)
1. R.Augustyn
2. A.Michalczuk
3. M.Wyszomirski
6. Ł.Podrażka (Szarak)
11. R.Dudziński (Szarak)
15. M.Dudziński (Szarak)

Po zakończeniu wyścigu klasy open zorganizowano start równoległy samochodów terenowych. Na starcie stawili się zawodnicy z „Zebra Off-Road Klubu” i jeden chętny śmiałek spoza Klubu. Trasa przejazdu była bardzo trudna dla czterokołowców, szczególnie, że przez ostatnie godziny jeździły nią motocykle. W ciasnych zakrętach trudno było się obrócić, niektórzy kombinowali i ścinali łuki [takie zachowanie nie przeszłoby bez odzewu na starcie w „prawdziwym” rajdzie, jednak tu chodziło przede wszystkim o zabawę]. Na metę wskakiwali [dosłownie] po kolei: pierwszy Lincoln Navigator [nie zrzeszony :)], drugi zebrowy UAZ pod siostrami: Oskarem, Kubą i Bartkiem, trzeci Samurai pod Adamem, Zbyszkiem i Kamilem, który robił za przeciwwagę na ostrych wirażach. Zaraz za nimi, depcząc dosłownie po gumach na metę dotarł Samurai z Arturem, Kasią i łosiem na dachu. Dość lajtowo pojechał Sławek na swoim GAZ-ie, ale rozumiemy – na pokładzie miał żonę i psa, który nie był przypięty pasami... Niestety do mety nie dojechali: Krzysiek, który wiózł księdza proboszcza – awaria układu chłodzenia, Żubr (od drugiego okrążenia w załodze z Kaśką) – awaria układu olejenia oraz załoga Marcin i Kaśka (przesiadła się poźniej do Żubra), którzy po pierwszym okrążeniu zaczęli wysyłać sygnały dymne i zmuszeni byli zjechać z trasy.

Po pamiątkowym zdjęciu można było przejechać się, a raczej zostać przewiezionym wybranym autem terenowym po całej trasie. Zabawa była przepyszna. Bierzmy przykład z organizatorów – niewielkim wysiłkiem można zrobić zabawę dla wszystkich. Liczymy na następne edycje Country Crossu.

Zdjęcia juz jadą...

trycja
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama