Tematycznie
film bliski jest obrazom ,,Czarnej serii", ale w perspektywie
spojrzenia, tonacji to już utwór całkiem odmienny-nastrojowa poetycka
ballada. Znów pejzaż z ruinami , tyle ,że wyjęty z ram publicznej
interwencji. Zamiast oskarżeń , toń zadumy. Choć jak w ,,Warszawie 1956"
spoglądamy na ludzi wciąż żyjących na wpół zniszczonych domach, choć i
tu w dali majaczy sylwetka Pałacu Kultury , to autor szuka odpowiedzi na
zupełnie inne pytania niż te , stawiane w filmach kręconych jeszcze
kilkanaście miesięcy wcześniej.
,,Ruiny jak rdza wżerają się w życie z
tępym milczącym uporem.Co pomaga tym ludziom trwać? Może to jest miłość
do miejsca w którym się urodzili". W pierwszym samodzielnym filmie
Kazimierz Karabasz zanotował wyjątkowy krajobraz dzielnicy, której życie
toczy się innym, niespiesznym rytmem. Kamera Stanisława Niedbalskiego
długo i cierpliwie przygląda się starym handlarkom na ulicy, dzieciom
bawiącym się wśród ruin, twarzom pacjentów z balkonu w szpitalu n a
Solcu, czy kataryniarzowi.
Tadeusz Łomnicki czyta tekst komentarza
ciszej i wolniej niż w poprzednich filmach. Obrazy miejsc przestają
pełnić jedynie rolą argumentów dla poparcia autorskich tez. Opowiadają o
sobie, o minionym czasie, które boleśnie odcisnął na nich swój ślad.
Obraz ruin w środku stolicy , 12 lat po wojnie, jest już sam w sobie
wystarczającym oskarżeniem. Dopiero pod koniec filmu , gdy kamera
przygląda bawiącym się pośród wypalonych ścian dawnych domów , zza kadru
padają słowa o charakterystycznej, bliskiej czarnym filmom
wymowie-,,Taka jest dzielnica tego dziecka. Ciężko raniona w wojnie.
Samotna.
Jakby ZASTYGŁA W OCZEKIWANIU" .
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze