Przez wiele lat mieszkańcy centrum Sochaczewa protestowali przeciwko wielkiemu natężeniu ruchu tranzytowego na ul.Warszawskiej. Czy jednak obwodnica rozwiązała wszystkie problemy? Odpowiedzi próbował udzielić nam naczelnik Sekcji Ruchu Drogowego – podinspektor Sławomir Kęsicki. - Proszę powiedzieć, jakie widzi pan dobre, a jakie złe strony wynikające z wybudowania obwodnicy? - Niewątpliwym sukcesem jest znaczne ograniczenie natężenia ruchu w centrum miasta, czemu służy nowo wybudowana droga krajowa nr 2. Niestety, istnieją też niekorzystne konsekwencje związane z niesprawnym ruchem na ulicach. Zgodnie bowiem z ustawą Ruchu Drogowego z grudnia ub. r. „Odcinek drogi zastąpiony nowo wybudowanym odcinkiem drogi zostaje pozbawiony dotychczasowej kategorii i zaliczony do kategorii drogi gminnej”. Stąd też ul.Warszawska, Traugutta, Licealna i Żyrardowska stały się drogami gminnymi. Nie ustalono jednak, kto powinien je przejąć. Należałoby więc w trybie pilnym określić ich „właścicieli”, którzy podejmą działania w celu dostosowania pracy sygnalizacji świetlnej do obecnego natężenia ruchu. Sygnalizacja, z której teraz korzystamy, nadal obowiązuje, mimo iż dostosowana była do ciągłego ruchu tranzytowego. W obecnej chwili ruch ten został ograniczony o 80 proc. Ta diametralna zmiana spowodowała zamęt i irytację wśród pieszych. Długie oczekiwanie powoduje, że mimo zakazu grupy pieszych przechodzą na czerwonym świetle, gdyż przez dłuższy czas nie przejeżdża żaden samochód. Złość przechodniów jest uzasadniona, ale niestety taki stan rzeczy nie jest winą policji. Do naszych kompetencji nie należy też likwidacja tego problemu. - Czy zmniejszenie ruchu TIR-ów w centrum miasta ograniczyło również liczbę wypadków na tym terenie? - W pewien sposób. Każda droga posiada bowiem tzw. pikietarz, czyli opis wszystkich jej odcinków. Teraz droga nr 2 i 50 posiadają pikietarze zgodnie ze swoim przebiegiem, czyli obwodnicą, a nie przez miasto. Gdy zdarza się wypadek na ul.Warszawskiej, kwalifikujemy go jako wypadek na drodze gminnej, natomiast gdy taka sama kolizja ma miejsce na obwodnicy, zgodnie z kilometrażem, przyporządkowujemy ją do wypadków na drodze krajowej. - Jak mi wiadomo, pierwsza połowa 2004 roku okazała się spokojna i bezpieczna. Czy można mówić o sukcesie KPP w Sochaczewie? - Z pewnością tak. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku zaobserwowaliśmy nieznaczny wzrost kolizji na drogach. Początek wakacji nie obył się jednak bez tragedii. Odnotowaliśmy dwa śmiertelne wypadki z udziałem dzieci: pierwszy miał miejsce na ul.Staszica, a jego ofiarą był 7-letni chłopiec, drugi z kolei rozegrał się w miejscowości Giżyczki, gdzie 11-letni rowerzysta wjechał na lewy pas prosto pod nadjeżdżającego forda, ponosząc śmierć na miejscu. Generalnie na naszych drogach jest naprawdę bezpiecznie. Staramy się zapewnić jak najlepszą opiekę, czego najlepszym dowodem jest prowadzona przez nas akcja „Bezpieczne wakacje”. Ma ona na celu kontrolę autobusów przewożących dzieci na letni wypoczynek – ich stan techniczny, wyposażenie, a przede wszystkim trzeźwość kierowców. Jak na razie, nasze działania odnoszą pozytywne skutki i uważamy to za swój duży sukces. - W rejonie Łodzi dużo ostatnio mówi się o powolnej pracy policji, braku sprawnej organizacji i szybkiego wystawiania mandatów dla kierowców przyłapanych przez policyjny fotoradar, przez co oprócz mandatu, kierowcy po upływie ustawowego, miesięcznego terminu, wzywani do sądu płacą również koszty postępowania. Czy to tylko łódzka rzeczywistość? - Jak na razie tak. W Sochaczewie nie mamy fotoradarów, lecz w niedługim czasie mamy nadzieję, iż staną się one nieodzownym elementem kontroli także kierowców na terenie Sochaczewa. Nie zgadzam się jednak z zarzutami na temat opieszałości policji w kwestii wystawiania tego typu mandatów. Po pierwsze, obowiązkiem każdego kierowcy jest przestrzeganie przepisów kodeksu drogowego. Przekroczenie dozwolonej prędkości jest jednoznaczne z namierzeniem przez fotoradar i dalsze tego nieprzyjemne skutki. Sprzeciwiam się również stwierdzeniu, iż wina leży po stronie policjantów, którzy nie są w stanie wypisać mandatu w wyznaczonym terminie. Policja spóźnia się, gdyż fotoradary określają jedynie dowód rejestracyjny samochodu nieprzepisowego kierowcy, a nie jego tożsamość, a to właśnie trwa najdłużej. Dodatkowo fotoradary krążą po całej Polsce, ponieważ kierowcy, kupując samochody, nie przerejestrowywują ich, a sprzedając, nie zgłaszają tego do Wydziału Komunikacji. Stąd, nawet jeśli wykroczenie popełnia nowy właściciel samochodu, to mimo wszystko ubiegły posiadacz otrzymuje mandat i sprawa rozwiązuje się później. W znacznej części tych przypadków winę ponoszą kierowcy. Nie jesteśmy w stanie powiadomić o popełnieniu wykroczenia, gdyż z powodu lekkomyślności kierowców, proces określenia ich danych osobowych bardzo się wydłuża, a po upływie miesiąca, zgodnie z ustawą, sprawę trzeba skierować do sądu. W naszych rękach nie leży więc ani dopełnianie formalności przez właścicieli samochodów, ani koszty sądowe. Miejmy nadzieję, że nie zapomną o tym nasi, sochaczewscy zmotoryzowani. - Dziękuję za rozmowę. Rozmawiała Martyna Mikulska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze