Reklama

Dni Sochaczewa moich marzeń

22/06/2014 21:31
Tytuł jak z kiepskiego wypracowania, ale trudno.

Pewnie nie powinnam się wypowiadać, bo nie bardzo biorę w ogóle udział w imprezie pod tytułem Dni Sochaczewa, przez lata całe wyjeżdżałam na ten weekend z miasta, ale miałam też ku temu kilka powodów. A w zasadzie jeden. Otóż Dni Sochaczewa porażają brakiem jakości i estetyki, poziomem zabawy prezentowanej przez wykonawców oraz poziomem zabawy  części mieszkańców. Powiewało nudą, odpustowym jazgotem, tanim jarmarcznym wszystkim i niczym. Może ktoś lubi. Ja nie.

Oczywiście, że wolałam imprezę w centrum miasta, ale amfiteatr zaczął tak straszyć swoją kulawą brzydotą, że dłużej się nie dało z niego korzystać. Czy na terenie MOSiRu jest lepiej? Nie jest. Na pewno jest bezpieczniej, ale marzę, tak bardzo marzę o porządnej, fajnej imprezie w miejscu, które powinno zostać zwrócone nam, mieszkańcom, czyli pod zamkiem. I skoro tak sobie marzę, to powiem krótko, co miałyby zawierać Dni Sochaczewa, żebym czuła się na nich dobrze. Od razu zastrzegam, że wypowiadam się tylko i wyłącznie w swoim imieniu, rzucone tu idee nie będą podobać się wszystkim, nie o to chodzi. Chociaż gdzieś tam w środku wierze, że dałoby się zrobić  imprezę „środka”, która zadowoliłaby większość z nas. Coś co nie byłoby ani zbyt intelektualne - żadna opera czy seria koncertów Bacha na każdym skwerku, ani zbyt miałkie tak jak wygląda to teraz, gdy wabi się gawiedź karuzelą, watą cukrową i występem sezonowej gwiazdki. Sorry. Ja tego nie kupuję.

Reklama

Najbardziej w tej imprezie brakuje mi samego …miasta.  Przeniesienie Dni Sochaczewa na trawnik jest totalnie bez sensu z tego powodu, że nie przybliża miasta jako takiego. A Socho ma naprawdę kilka świetnych miejsc, gdzie, nawet synchronicznie, mogłoby się dziać wiele rzeczy. I to takich, w które Sochaczewianie mogliby być wciągnięci. Zatem marzą mi się gry uliczne. Szukanie skarbu, albo kogoś, kto się gdzieś skrył, po drodze jakieś przystanki, zadania do wykonania, bieganie z mapą w ręku. Najlepiej na czas. Mnóstwo frajdy, która robi się sama, bez zadymy jakiejś wielkiej. Albo partia szachów, ale nie takich stolikowych, ale jakichś gigantycznych, ustawionych na placu Kościuszki. Burmistrz kontra ktoś tam (wicestarosta, hehe, żartuję). Albo farbowanie tegoż placu na kolor  - rozdać kredę chodnikową najmłodszym, niech smarują kostki. Plac wybuchłby feerią barw. Niby nic, ale zabawa przednia.

Marzy mi się nowoczesny amfiteatr w miejscu obecnego. Taki ze składaną sceną. I niech na tej scenie wystąpi ktoś, kto potrafi rozbujać każdego. Nie może być to ani heavy metal, ani disco polo.  Niech to będzie jeden koncert, ale taki, żeby wszyscy dobrze się bawili. Co oznacza, że odpadają sezonowe gwiazdki, które fartem wjechały na listy przebojów jedną piosenka i potem świat o nich zapomni.

Reklama

Marzy mi się jeszcze pożegnanie z tandetą. Jak byłam mała, to przybijające do  miasta od czasu do czasu wesołe miasteczka były przeze mnie bardzo oczekiwane. I bum!  Mamy trzydzieści lat później i nadal wędrowny lunapark jest główna atrakcją! Litości. A wystarczyłoby pojechać na Festiwal Teatralny Malta do Poznania (ten festiwal właśnie się rozpoczyna, więc niech włodarze wyślą kogoś na przeszpiegi!) i popatrzeć, kogo można by zaprosić do nas występ. I nie, nie zwariowałam. Nie myślę o wystawianiu Słowackiego. Myślę o kapitalnych teatrach ulicznych, prezentujących niestandardowe spektakle, które zadziwiają pomysłowością wykonania. W 2005r. widziałam na przykład na Malcie kapitalny występ zespołu teatralnego Strange Fruit ze Szwecji (na zdjęciach do dzisiejszego wpisu). Zajrzyjcie Państwo na ICH stronę. W ogóle jestem fanką sztuki ulicznej. Dlatego to, co działo się kiedyś w ramach Festiwalu Uliczników w naszym mieście, powinno dziać się w Dni Sochaczewa. Łącznie z korowodem idącym przez miasto, ludźmi na szczudłach, przebierańcami, muzyką bębnów, jeśli wiecie, co mam na myśli.

Fajnie byłoby przywrócić nam rzekę. Wyścigi kajaków byłyby super. Tak samo jak super byłaby plaża nad Bzurą. A już w ogóle najfajniejszy byłby jakiś mały turniej rycerski. Aż się prosi Podzamcze o to.

Reklama

Było oczywiście parę rzeczy, które w programie Dni Sochaczewa mi się podobały. Lubię Zlot Zabytkowej Motoryzacji na przykład. Mikroloty już mniej, bo mnie denerwuje, że latają nad ludźmi. A poza tym stałam godzinę i latał tylko jeden.

Ale najważniejsze jest, żeby w czasie Dni Sochaczewa tkanka miasta się zrastała, a nie pękała. To również zależy od nas samych częściowo, bo co, jak co, ale lokalsi to jednak lubią popić w czasie tej imprezy i to akurat nie jest fajne. Dlatego marzy mi się więcej kultury w mieście. I tej przez wielkie K, i tej zwykłej, osobistej.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    margot45 2014-06-25 14:56:59

    Ech, Pani Kasiu... pomarzyć dobra rzecz... ale aż się uśmiechnęłam na taki pomysł - plaża nad Bzurą... 
    Sama Dni Sochaczewa omijam szerokim łukiem od wielu lat, a od czasu jak się wyniosły na Orkan i Pola Czerwonkowskie, przestały mnie interesować zupełnie - ale paradę L`ombellico del Mondo i wyścigi kajaków poszłabym oglądać jak po sznurku :-)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    K. 2014-06-22 22:05:30

    Droga Imienniczko..wyjęłaś mi cały opis wymarzonych dni Sochaczewa z ust..Cieszę się, że  nie jestem odosobniona w swoich marzeniach o Kulturalnych Dniach Sochaczewa..mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi..

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    kamilso 2014-06-21 15:33:20

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama