Do maja przyszłego roku Dom Urodzenia Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli będzie zamknięty dla turystów. W tym czasie, za symboliczne 2 zł, będzie można zwiedzać jedynie park w Żelazowej Woli. To efekt prac, jakie od połowy października do wiosny przyszłego roku trwać będą w dworku kompozytora. Rozpoczynają one cały proces rewitalizacji Żelazowej Woli, który, według przewidywań obecnego zarządcy Narodowego Instytutu im. F. Chopina, ma potrwać do 2010 roku. Jak pamiętamy, zabytkowy park i dworek ma zmieniać się zgodnie z projektem Biura Architektonicznego Stelmach i Partnerzy z Lublina, które wygrało ogłoszony w czerwcu konkurs na rewitalizację tego terenu. Jeszcze w tym roku wymieniona ma zostać instalacja elektryczna, grzewcza, usunięte będzie również zagrzybienie. Z kolei wiosną wykonywane będą prace wokół domu Chopina, takie jak założenie nowego nagłośnienia, odwodnienie terenu, nałożenie nowych, zewnętrznych tynków oraz monitoring. Remont dworku kosztować będzie ok. 1,2 mln zł, które, podobnie jak środki na inne prace w Żelazowej Woli, pochodzić mają z Wieloletniego Programu Rządowego „Dziedzictwo Fryderyka Chopina 2010”. Jak mówi zastępca dyrektora NIFC Małgorzata Błoch-Wiśniewska, pierwszy etap prac, od października do maja, nie jest przypadkowy. To okres najmniejszego nasilenia ruchu turystycznego, a więc najwygodniejszy do przeprowadzania jakichkolwiek prac. Ale, jak dodaje, również dzięki tym inwestycjom, ten stan ma się szybko zmienić. „Do tej pory Żelazowa Wola odwiedzana była głównie przez turystów od kwietnia do końca września. Gdy zbudujemy odpowiednie zaplecze, gdzie ludzie będą mogli schronić się w każdą pogodę i spokojnie wypić herbatę, to miejsce będzie tętniło życiem przez okrągły rok” – tłumaczy. Jeszcze w przyszłym roku, po remoncie domu Chopina, z parku zniknąć mają szklarnie i garaże, które znajdą się w tzw. zapleczu administracyjno-technicznym. Powstanie ono na sąsiadującej z parkiem działce. Już teraz trwają natomiast prace związane z inwentaryzacją rzeki. Jak wyjaśnia Małgorzata Błoch-Wiśniewska, chodzi o odtworzenie koryta rzeki, jakie zaproponował kilkadziesiąt lat temu prof. Franciszek Krzywda-Polkowski. Okazuje się bowiem, że druga strona parku, na którą teraz przechodzimy przez most, była kiedyś wyspą, otoczoną dookoła Utratą. Kilkadziesiąt lat zaniedbań zrobiło jednak swoje i wyspa zarosła, ale, jak zapewniają władze NFIC, to rozwiązanie ma zostać przywrócone, tak, aby turyści już niedługo mogli opływać wyspę łódkami. Pomysł na rewitalizację Żelazowej Woli jak widać jest, pieniądze na jego realizację też się znalazły. Nie oznacza to jednak, że w staraniach o przywrócenie życia w Żelazowej Woli Narodowy Instytut nie napotyka na trudności. Małgorzata Błoch-Wiśniewska nie ukrywa, że chodzi o środowisko konserwatorów zabytków, które jest nieprzychylne jakimkolwiek zmianom w Żelazowej Woli i czasami wydaje według niej całkowicie nieracjonalne decyzje. „W ubiegłym roku udało nam się uratować kasztanowce, które rosną w parku. Przysłano nam decyzję o ich wycięciu. My zleciliśmy jednak wykonanie drugiej, odrębnej ekspertyzy, która wskazała, że drzew nie trzeba wcale wycinać, wystarczyło zabezpieczyć je stalowymi podciągami” – mówi. Jak dodaje Małgorzata Błoch-Wiśniewska, nie zamierza ona podważać kompetencji tych ludzi. Często jednak chcą oni rozstrzygać o istotnych działaniach, gdy tymczasem ich decyzje wskazują, że albo nie mają pojęcia o potrzebach Żelazowej Woli, albo nawet nie widzieli tego miejsca na własne oczy. „Np. konserwator zabytków napisał do Ministra Kultury, że dworek Chopina jest drewniany!” – relacjonuje. Dlatego, jak tłumaczy, Żelazowej Woli tak bardzo potrzebna jest promocja, by stworzyć wokół tego terenu bardziej przyjazny klimat i udowodnić szerszemu gremium, że rewitalizacja parku i dworku to nie kaprys ich zarządcy, tylko konieczność. Martyna Mikulska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze