Reklama

Dokąd pójdzie Wanda A.?

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
28/07/2004 10:12
Po półtorarocznym śledztwie, policja sochaczewska zakończyła właśnie postępowanie w sprawie afery gospodarczej w Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko-Własnościowej „Włókniarz”, w której główną podejrzaną była Wanda A.
Przypomnijmy, że afera wypłynęła na światło dzienne w grudniu 2002 r. Wtedy, były już prezes spółdzielni, Jerzy Chipczyński twierdził na łamach naszej gazety, że sugestie i zarzuty mieszkańców, iż w spółdzielni giną pieniądze powtarzały się od dłuższego czasu. I to on, jak utrzymywał, wszczął pierwsze wewnętrzne śledztwo w Spółdzielni, które potwierdziło przypuszczenia i skierowało podejrzenia na jedną z długoletnich pracownic księgowości, która przez lata pełniła tu wiele odpowiedzialnych funkcji. To właśnie ona prowadziła sprawy przekształceń własnościowych mieszkań, gdzie w grę wchodziły największe pieniądze.
Sprawa była tak poważna, że Wandzie A. postawiono zarzut z art. 284 par. 1 KK, a więc o zagarnięcie mienia znacznej wartości i wniosek o zastosowanie wobec niej aresztu, w obawie przed matactwem, czyli nakłanianiem świadków do zeznawania na jej korzyść. Sąd Rejonowy w Sochaczewie wniosek taki jednak odrzucił, z uwagi na to, iż oskarżona ma wymagającego opieki przewlekle chorego męża.
Z końcem czerwca tego roku postępowanie przeciwko Wandzie A. zostało zakończone, a wyniki śledztwa przekazane do prokuratury i sądu. Śledztwo ujawniło wiele przywłaszczeń i oszustw na szkodę ponad 100 członków spółdzielni, na łączną sumę ok. 350 tys. zł.
„Pierwsze, jeszcze wtedy na ogół drobne przywłaszczenia – jak mówi oficer prasowy policji, nadkomisarz Dariusz Bartoszek – odkryliśmy już w 1995 roku, z czasem proceder ten się rozrastał. Przywłaszczenia większych kwot pojawiły się wraz z boomem na dogodne przekształcenia mieszkań. Wówczas zdarzały się jednorazowe oszustwa na sumy w granicach 10-16 tys. zł, ale równocześnie też bardzo niskie, którymi oskarżona również nie gardziła”.
Sposoby działania były różnorodne. Jednym z nich było oszustwo na szkodę Spółdzielni, polegające na tym, że gdy lokator wpłacał wymaganą kwotę, otrzymywał pokwitowanie, którego oryginał lądował w koszu, a wpłata nie była księgowana. Suma pokrywana była jednak z innych zasobów majątku spółdzielni, choćby z wkładu budowlanego mieszkania, co uszczuplało oczywiście jego wartość, z tym, że tylko na papierze.
Inny sposób, to przywłaszczenia polegające na tym, że oryginał wydanego dowodu wpłaty również „ginął” i nie było żadnego śladu owej wpłaty. Jeszcze inaczej działo się, gdy wydany lokatorowi dowód wpłaty pewnej sumy zostawał w dokumentach Spółdzielni, podmieniany innym dowodem wpłaty na sumę niższą od prawdziwej.
Dziś na rzecz roszczeń cywilno-prawnych, z jakimi wobec Wandy A. wystąpiła Spółdzielnia Mieszkaniowa, zabezpieczony został majątek oskarżonej w postaci nieruchomości leżącej w gminie Sochaczew, tj. piętrowego domu i działki, na której on stoi.
Jak twierdzą pracownicy policji, którzy sprawą się zajmowali, nie udało się ustalić współudziału w tym procederze żadnych innych osób, co oczywiście może wywoływać zdziwienie, bowiem, jak wynika z kalendarza, trwał on około ośmiu lat, przez które niemal na oczach wszystkich znikały pieniądze i nikt niczego, aż do roku 2002 nie zauważał.
Fakt jest taki, że w sochaczewskiej spółdzielni, zarówno prezesi jak i rady nadzorcze zmieniają się jak przysłowiowe rękawiczki, co niewątpliwie utrudnia skuteczne kontrolowanie podwładnych.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości