W Ośrodku w Załuskowie urodziło się dziecko. To był zwyczajny szkolny dzień. Jedna z wychowanek źle się poczuła. Bolał ją brzuch i w ogóle działo się coś dziwnego. Poszła do łazienki. Narodziny Liliany
Co się z Tobą działo, Dominiko?
- Zupełnie nie wiedziałam, co jest. Bolał mnie brzuch, coś ciągnęło w nim i pchało do dołu. Poszłam więc do łazienki na piętrze. Nagle zorientowałam się, że rodzę dziecko.
Byłaś zupełnie sama. Nie wezwałaś pomocy?
- Na to już nie było czasu. Poza tym byłam w kompletnym szoku. Ja nawet nie wiedziałam, że jestem w ciąży.
Jak to? Nie wiedziałaś? A miesiączki, a rosnący brzuszek, większe piersi?
- Brzuch mi specjalnie nie urósł, trochę przytyłam, miesiączki miałam. Czasem cos mi w brzuchu się przelewało. Ale myślałam, ze to moje problemy z jelitami. No skąd miałam wiedzieć? Nie było typowych objawów ciąży. Nawet robiłam badania tak, na wszelki wypadek z powodu tycia.
I nic z nich nie wyszło? Lekarz nie podejrzewał, że możesz być w ciąży?
- No nie, bo w badaniach wyszło, że mam coś z tarczycą. Stąd mogło wynikać moje przybieranie na wadze. Miałam przed świętami jechać do domu i wtedy iść do endokrynologa.
No cóż, czasem rzeczywiście dziewczyna nie wie, że jest w ciąży, a tu nagle okazuje się, że dziecko pcha się na świat. Jak sobie poradziłaś w tak ekstremalnej sytuacji?
- Byłam naprawdę w kompletnym szoku. Najpierw ból i krew, a potem maleńkie dziecko, które urodziłam. Pamiętałam jeszcze tylko, że trzeba odciąć pępowinę, jakimś cudem znalazłam nożyczki. Zawinęłam maleństwo w swoją koszulkę, włożyłam jakoś getry i poszłam po pomoc.
Wyobrażam sobie, ile wysiłku musiało Cię to kosztować.
- Ledwo dowlokłam się na dół, nie miałam już siły. Wołałam o pomoc. Na szczęście usłyszała pani Ewa i popędziła do łazienki. To ona uratowała moją córeczkę. Jestem jej bardzo wdzięczna. Ktoś wezwał w międzyczasie pogotowie.
Jesteś dzielną dziewczyną.
- Nie Miałam wyboru. Byłam sama. Nie wiedziałam tylko, że trzeba zawiązać lub zacisnąć pępowinę. Dobrze, że szybko zadziałała pani Ewa. Gdyby nie ona
Malutka jest zdrowa, czuje się dobrze?
- Na szczęście tak. Chociaż jak się okazało, urodziła się dwa miesiące za wcześnie. Ważyła tylko 1700 gram i mierzyła 42 cm. Leży teraz w inkubatorze, gdzie ma 31 stopni Celsjusza ciepła i jest karmiona sztucznym pokarmem, żeby szybciej przybierała na wadze. Jest taka malutka.
Twoje życie odwróciło się do góry nogami bez żadnego przygotowania. Twoi rodzice zapewne też byli w szoku, jak dowiedzieli się, że urodziłaś.
- Bardzo. Przecież nikt nie wiedział, ze jestem w ciąży.
A mogę spytać o tatusia?
- No pewnie. Mój chłopak jest starszy ode mnie, ma 21 lat, uczy się zawodu aż we Wrocławiu. Znamy się od dawna, bo mieszkamy w tym samym mieście.
A jaka jest twoja sytuacja w tej chwili? Dlaczego właściwie znalazłaś się w Załuskowie?
- Nie chciałam się uczyć. Przestałam chodzić do szkoły, nie słuchałam rodziców. Sąd dla nieletnich orzekł dla mnie pobyt w ośrodku wychowawczym do uzyskania pełnoletniości.
Dużo Ci jeszcze do niej brakuje?
- We wrześniu kończę 18 lat. Może sąd zgodzi się, żebym zdawała egzaminy w szkole tak, żebym nie musiała rozstawać się z córeczką.
Wiem, że rodzice szykują dla was pokój. Będą bardzo młodymi dziadkami.
- Rodzice też chcieliby, żebyśmy od początku byli razem z córeczką, żebyśmy nie musieli się rozstawać na czas mojej szkoły. Mam nadzieję, że się to uda. Z nauką nie mam problemu. Jak przyszłam do Załuskowa, to szybko nadgoniłam materiał. Wszystkie zaległości uzupełniłam.
Taka niespodzianka to naprawdę kompletna zmiana trybu życia. Odpowiedzialność za małego człowieczka zobowiązuje. Czeka cię mnóstwo pracy, nieraz nieprzespane noce. Szkoła jednak też ważna.
- Wiem. Jeszcze nie do końca do mnie dotarło, że jestem matką. Ale pierwszy szok już minął. Cieszę się, że pani Ewa była w pobliżu, że uratowała moje dziecko. A szkołę muszę koniecznie skończyć, zdobyć jakiś zawód. Zrobię to, ale nie chcę rozstawać się z moją córeczką.
Okoliczności narodzin Liliany były wyjątkowo dramatyczne. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Pani Ewa nie uważa, że dokonała czegoś nadzwyczajnego. Mówi, że nie zastanawiała się ani chwili. Wiedziała, że bez natychmiastowej pomocy dziecko nie ma praktycznie żadnych szans. Wszystkim trzem - Ewie, Dominice i Lilianie życzymy, by zawsze na swojej drodze spotykały ludzi życzliwych i potrafiących dać pomoc, gdy ta jest niezbędnie potrzebna.
Monika Gadzińska ECHO POWIATU
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze