Niejednokrotnie pisaliśmy o sochaczewskiej Stacji Dializ. O wysokim poziomie świadczonych przez nią usług powodujących, że jest to, zdaniem wielu, w tym pacjentów, najlepsza taka placówka na naszym terenie. Dializują się tu chorzy również z ościennych powiatów, mimo że na swoim terenie mają stacje dializ. Niezależnie od tego najważniejsi są jednak pacjenci. Ich indywidualne przypadki, cierpienia i radość z odzyskanego zdrowia. Jednym z nich jest sochaczewianin, Zbigniew Pieniążek, którego przypadłość ostrej niewydolności nerek dopadła kilka lat temu. – Być może – jak mówi – była to kwestia złego odżywiania. Za dużo białka. Ja przecież ważyłem 124 kg. Na szczęście szybko mnie zdiagnozowali, bo w fabryce kabli w Ożarowie, gdzie wtedy pracowałem, były dość częste badania kontrolne. Później przyplątała się cukrzyca i te dwie choroby doprowadziły mnie do takiego stanu. Choć uczciwie muszę przyznać, że nie dbałem o swoje zdrowie. Tak to jest z chorobami, przy których nie boli. Po czasie okazało się, iż zniszczenie nerek było ogromne. Do tego stopnia, że w 2009 roku zmuszony byłem zacząć się dializować. To był dla pana Zbigniewa szok. Zdał sobie sprawę, że jest od teraz uzależniony od sztucznej nerki i trzy razy w tygodniu po kilka godzin będzie musiał spędzać w stacji dializ. Koniec z pracą zawodową. Koniec z wieloma przyjemnościami życia. Nawet wyjazd na wakacje okazał się niemożliwy. – Co roku jeździłem pod Augustów – wspomina. – Piękne tereny, czysta woda, a teraz, od kilku lat, ani razu tam nie byłem. Bo niby istnieje możliwość załatwienia dializ w Suwałkach, ale co to za wypoczynek, gdy co drugi dzień trzeba spędzić podłączonym do maszyny. Ponadto człowiek wraca z dializ zmęczony i zdołowany. Pan Zbigniew musiał zmienić tryb życia na zdecydowanie mniej aktywny. Chociaż, jak mówi, pociechą było to, że sochaczewska Stacja Dializ rzeczywiście reprezentuje świetny poziom, a społeczność pacjentów jest bardzo zżyta. Święta, imieniny – zawsze są wspólnie obchodzone. – To oczywiście bardzo miłe i podnosi człowieka na duchu. Jednak same dializy też niosą ze sobą skutki uboczne, co sprawia, że, jak słyszałem, można w ten sposób przeżyć tylko około 10 lat. Oczywiście zdarzają się przypadki dłuższego dializowania, ale nie jest to miła perspektywa – dodaje Zbigniew Pieniążek. Dlatego też pacjenci marzą o przeszczepie nerki i żyją z nadzieją, że w końcu znajdzie się dawca. Niestety nie wszyscy mają na to szansę. Żeby zostać zakwalifikowanym do przeszczepu, trzeba być całkiem zdrowym, poza nerkami oczywiście. Pan Zbigniew sam przyznaje, że miał wielkie szczęście, bo po kilku miesiącach szczegółowych badań został do przeszczepu zakwalifikowany. I to dość szybko, bo niektórzy czekają latami. Potem już poszło prędko. Po trzech tygodniach, zupełnie niespodziewanie, podczas dializy podszedł do niego lekarz. Była godzina 19. – Dzisiaj jedzie pan do Wrocławia – powiedział. – Czeka tam na pana nerka. Ale musimy jeszcze trochę poczekać, bo kandyduje do niej kilku pacjentów. Lekarze decydują teraz, który biorca będzie najlepszy. - Trwało to kilka godzin – mówi pan Zbigniew – i bardzo się denerwowałem, bo z jednej strony pragnąłem tego przeszczepu, a z drugiej… było mi to wtedy nie na rękę. Syn przyjeżdżał z wnuczkiem ze Stanów, żeby go ochrzcić i bałem się, iż nie zdążę na tę uroczystość wyjść ze szpitala. Wybrano jednak mnie, więc już za kilka godzin byłem we wrocławskim szpitalu. Zaskoczyło mnie to, o czym wcześniej nie wiedziałem, że przy przeszczepie nerki nie wycina się tej chorej, tylko podłącza kolejną. W moim przypadku trzecią. Tak więc nową nerkę i nowe życie dostałem 8 marca tego roku i, co ciekawe… od kobiety. W zasadzie nie podają personaliów dawców, ale chirurg po operacji powiedział mi, że mam dobrą nerkę od kobiety. Nic więcej o niej nie wiem. Po dwóch i pół roku powrócił do niemal normalnego życia. Niemal, bo co prawda nie musi już spędzać trzech dni w tygodniu na dializach, jednak leków i pewnych ograniczeń nie da się ominąć. Na przykład nie ma mowy o alkoholu. – Zacząłem życie całkowitego abstynenta – mówi z uśmiechem pan Zbigniew. – Ale za to po raz pierwszy od kilku lat znów wybiorę się w ulubione wakacyjne miejsce pod Augustowem. Już nie mogę się doczekać. Może wyruszymy razem z synem. Byłem też ostatnio u dr Śliwickiej w dializie. Zaniosłem dziewczynom tort. Przecież musiałem się jakoś pożegnać. Pan Zbigniew ma nadzieję, że, przy zdrowym trybie życia, nowa nerka będzie działała ponad 20 lat. Nie pięć czy siedem, jak to niekiedy bywa. Tego mu właśnie życzymy. Małgorzata Pałuba
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze