Miała zaledwie siedem lat, gdy spotkała pierwszą z nich. Nie pamięta wizerunku, ale pamięta wrażenie. Bardzo silne. Niesamowite, wpatrujące się w nią ciemne oczy. Bardzo przeżyła to spotkanie. Tak bardzo, że ciągle o nim mówiła. W końcu dziadek wyjaśnił jej, co widziała. Wytłumaczył, czym są ikony. Od tego momentu spotykała je ciągle. Na znaczku pocztowym, na wycinku gazety, jakaś migawka w telewizji, książce. W końcu wpisała w google słowo „ikona” i pierwsze, co jej wyskoczyło, to „Droga ikony” w parafii św. Szczepana w Warszawie. Zapisała się na kurs ikonopisania i weszła na swoją drogę.
- Pójdźmy nad rzekę, ja wiem, że to może dziwne, ale ikony lubią wodę – więc idziemy. Nad Bzurą Ela wyjmuje swoje ikony. Są wyjątkowe, bo mieszkają z nią na co dzień. Pozostałe powędrowały z innymi ludźmi. Napisała je na ich prośbę. Takie, jakimi chcieli je widzieć. Nidy nie przekonuje nikogo, by zmienili coś w ikonach, które dla nich tworzy. Wie, że widocznie takie, a nie inne, są im potrzebne. Ona dba tylko o kanon. I wkłada w nie całe serce, całą swoją wiarę.
Delikatnie opiera je na trawie. Archanioł Michał, które nie dał jej się skończyć i który „zawsze się pcha”, gdy pyta, która z nią dziś wychodzi, Chrystus złożony do grobu napisany na wzór unikalnej, XII-wiecznej ikony bałkańskiej, włodzimierska ikona Matki Bożej i Chrystus Pantokrator. Ela cieszy się, że grzeje je słońce i odświeża letni wiatr. – Jak ikona nie chce dać się sfotografować, to za nic w świecie to się nie uda.
Ale próbujemy. Ela dba o każdy szczegół, o całe otoczenie, o kolejność. – Ikony są dla Ciebie najważniejsze? – pytam i już żałuję, że tak zapytałam, bo przecież to oczywiste, że najważniejszy jest dla niej Bóg. Ale Ela jest mi wdzięczna, że nie zapytałam, czy ikony to jej pasja. – Genealogia, historia regionu, to tak, to są moje pasje. Ale nie ikony. Nie wyobrażam sobie życia bez nich, również w sensie przedmiotowym. Ikona jest naszym oknem na Boga, odwzorowaniem świata przebóstwionego. Ikona idzie przed człowiekiem, to ona wybiera miejsce. Ile ludzi, tyle dróg z ikoną. Ja na swojej odnalazłam się duchowo. Długo nie mogłam odszukać siebie, dookreślić. Dziś, zwłaszcza po ukończeniu studiów ikonograficznych w Białymstoku, mogę powiedzieć, że udało mi się mnie samą domknąć.
Ela bardzo mocno rozumie, że człowiek, który decyduje się na pisanie ikon, bierze na siebie obowiązek dzielenia się wiedzą o niej, dzielenia się nią. To dlatego organizuje i prowadzi w Sochaczewie spotkania z ikoną, to dlatego akceptuje każdą wędrówkę napisanej przez siebie ikony, choć każda z nich jest jej ukochaną. To dlatego rozmowa z Elą jest dla każdego wejściem w świat nie tylko dużej wiedzy, na co dzień nie odkrywanej, ale przede wszystkim w świat prawdziwej, odbitej w ikonie wiary.
tekst Monika Figut
foto Wiktor Wachowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze