Reklama

Elvis żyje wywiad z Elvis Deluxe

Kulturka
15/01/2011 17:24
Elvis Deluxe- Nie jesteśmy undergroundowym zespołem na siłę.

Elvis żyje i ma się dobrze, a na dodatek mieszka w Warszawie i jest naprawdę "Deluxe".
O nowej płycie z istniejącym od 2002 roku bandem wraz z basistą Luna Negra, Chrissmanem rozmawiałem w ich przytulnej sali prób. Zespół w składzie Miko- perkusja, Ziemba- bas, wokal, Bolek- gitara, Bert Trust – gitara zaraz po wywiadzie rozpoczął próbę, podczas której oprócz kilku znanych, starych kawałków zagrali także nowe numery. Muszę przyznać, że narobili mi tym samym niezłego apetytu i już teraz nie mogę się doczekać aż w końcu skonsumuję ich nowe dzieło. A tymczasem zapraszam do przeczytania wywiadu z Elvisami.


Hej!
Nowa płytka już wkrótce. Mam jednak nadzieję, że tym razem nie będziemy musieli czekać całego roku od czasu jej nagrania do momentu wydania, tak jak to było przy okazji waszego debiutu ("Lazy", 2007, przyp. Red.). Co było przyczyną tego, że ten album tak długo się wydawał?


Miko: Pierwszą płytę nagraliśmy za własną kasę i dopiero wtedy szukaliśmy wydawcy, skończyło się na tym, że wydana została w końcu przez naszego znajomego, który wymyślił sobie, że założy wytwórnię (Get By Records , przyp. Red.). Oprócz nas wydał jeszcze ze dwa zespoły. Wiesz, taki hard- core"owy projekt. W sensie ta wytwórnia była takim hard- core"owym projektem (śmiech)
Bez zbytniej promocji płyta wyszła.

Ale teledysk promujący ją był pierwsza klasa. Czy wasz ówczesny gitarzysta- Mechu, który pracował swego czasu w MTV pomógł w jego realizacji. Czy na jego kształt miały wpływ znajomości z MTV?

M: Nie. Mechu udostępnił jedynie swój salon i kupił materiał na "Blue Box". Sami zrobiliśmy ten teledysk. Generalnie klip powstał z udziałem przyjaciół, bez ingerencji wytwórni. Własnym sumptem.W zasadzie całą postprodukcję zrobił Bolek. Te wszystkie obrazy, które tam widać to jest jego robota. Postawiliśmy na środku salonu "Blue Boxa"...

A mógłbyś zdradzić zwykłym śmiertelnikom co to za wspaniałe urządzenie zwane "Blue Boxem"?!

M:To jest taka technika telewizyjna, która polega na rozwieszeniu zielonej bądź niebieskiej tkaniny, którą wypełniasz przestrzeń w zależności od własnej inwencji twórczej, czyli możesz np. stać sobie a za tobą pustynia.

Podobny zabieg jak u Rodrigueza w "Sin City", albo w klipie Queens Of The Stone Age "Go With The Flow"

M: Dokładnie, coś w tym rodzaju. Może ci się wydawać, że jesteś np. w jednym pomieszczeniu z nagimi dziewczynami.

Szkoda, że teraz nie mamy tego blue- boxa, z pewnością lepiej by się nam rozmawiało, ale ok niech będzie i bez blue- boxa, pewnie też damy jakoś rade (śmiech wszystkich)
A czym będzie różniła się ta nowa płyta od tej poprzedniej? Czy będzie taka wyluzowana ("Lazy, przyp. Red.), czy więcej rock"n rollowego pazura pokażecie?


Ziemba: Wyluzowana na pewno, bo taki jest styl naszego zespołu. Tacy jesteśmy my. Nigdy nie narzucaliśmy jakiejś strasznie mocnej dyscypliny. A z pazurem wydaje mi się, że też nieco większym, gdyż przed jej nagrywaniem chciałem by było w tej muzyce trochę więcej agresji i to słychać.

Chrissman ("Kulturka", Luna Negra): Chłopaki nie chcę was obrażać, ale dla mnie wasze pierwsze demo było największym pazurem

M: No, pewnie coś w tym jest. Zresztą nagrywając ten album słuchaliśmy zarówno dema jak i pierwszej płyty i chcieliśmy stworzyć jakby taką wypadkową tych dwóch rzeczy. By ten materiał miał jednak nieco więcej jebnięcia.
Z: Jest on również z pewnością bardziej eksperymentalny.

A propo"s eksperymentów. Słyszałem, że np. sposób nagrywania perkusji był szczególnie ciekawy. Gary nagrywaliście np. w windzie. Miko, jako nadworny bębniarz kapeli opowiedz coś na ten temat. Opowiedz także o samym procesie nagrywania.

M: Przede wszystkim nagrywaliśmy w studiu LWW w Warszawie. Prowadzą je ludzie, którzy wyrośli z innej niż my muzyki, ale mają wiele ciekawych gratów, zabytkowych wręcz sprzętów. np. stół mikserski na którym my nagrywaliśmy był wykorzystany wcześniej podczas nagrywania jednej z płyt Machine Head, czy Cannibal Corpse. Był to stół kupiony od metalowego producenta ze Stanów i te wszystkie elementy plus otwarte podejście realizatorów dało eksperymentalny efekt. Oni chcieli poeksperymentować z tym sprzętem, my z brzmieniem i wyszło coś zupełnie innego. Za przykład można podać właśnie nagrywanie bębnów: w windzie towarowej, w niewytłumionym pomieszczeniu.

Z drugą płytą jest zazwyczaj tak, że ma ona być pokazem siły, zespół musi udźwignąć ciężar debiutu. Pokazać, że stać go na więcej. Jak to było u Was, mieliście jakieś specjalne ciśnienie? Czy u was też była to taka próba charakteru zespołu, czy wystrzeli to po raz kolejny, czy będzie to tym razem ślepak. Jak myślicie wystrzeliło?

M: Czas pokaże
Z: Trudno się nam teraz dystansować.

Chrissman: A jak z promocją albumu, szykujecie jakąś trasę, wyjazd np. do Niemiec ( to obecnie bardzo dobry kierunek dla wszystkich stonerowych kapel, patrz: Stoned From Underground, Watersession, etc. przyp. Red.)

Z: Wiesz, my na razie nie snujemy jakiś dalekosiężnych planów. Zobaczymy co będzie. Zobaczymy co się urodzi po drodze. Na pewno koncerty poza naszym krajem będziemy chcieli pograć.

Słyszałem, że szykuje się wam jakiś gig w Berlinie?!

M: Generalnie mamy w planie wyjazd do Berlina w lutym.

Czyli nie zamykacie się na samą Warszawę?

Bolek: Nie, ale następny koncert gramy w Warszawie (śmiech)

Trasa, czy pojedyncze koncerty?

M: Wiesz, generalnie w polskich klubach w grę wchodzi jedynie weekendowe granie, więc o trasie jako takiej nie ma mowy. Przynajmniej dla zespołu takiego jak my granie w środku tygodnia się nie opłaca bo ludzie nie przychodzą. Będą jakieś koncerty, natomiast tak jak wszystkie zespoły, nawet te dużo bardziej znane od nas nie grają w tygodniu bo ciężko jest uzyskać wtedy choćby zwrot kosztów za dojazd. A często się gra właśnie jedynie za zwrot kosztów.

Powiedzcie z czego wynika taka sytuacja koncertowa w Polsce? Dlaczego artystów w naszym kraju "niezbyt dobrze" się traktuje?

M: Można tam narzekać, pierdzielić, jest tak a nie inaczej. Artystów traktuje się tak ponieważ ludzie nie przychodzą na koncerty, a dlaczego ludzie nie przychodzą na koncerty tego nie wiem.

Chrissman: Może po prostu słaba edukacja?!

M:Może muzyka jest za słaba
Z: Często jest tak, że klub został założony nie przez jakiegoś pasjonata tylko przez kogoś kto chciał zrobić biznes. Po prost założył biznes, dostał dofinansowanie i nie za bardzo wie co z tym dalej zrobić. Na muzyce się nie zna i robi koncerty.

A znacie takich prawdziwych pasjonatów, którzy mają własne kluby? Nie chodzi mi o kryptoreklamę, ale jeśli moglibyście polecić takie miejsca w Polsce, w których dobrze się gra, jest niezły klimat...

M: Na szczęście jest parę takich miejsc. np. klub "Ucho" w Gdyni. Jest to przykład miejsca tworzonego przez pasjonatów. Z tym, że oni z takiej działki niekomercyjnej głównie zajmują się jazzem, choć zdarzają się także stricte punkowe, harc- corowe imprezy.
Z: Generalnie wracając do przyczyny tego złego stanu rzeczy w polskich klubach to przyczyna tkwi także w odpowiedniej promocji. Jak ktoś chce wypromować swój klub, zrobić fajny koncert musi umieścić informacje, zrobić plakaty, porozwieszać je w różnych miejscach, wtedy pewnie się uda, a jak ktoś czeka aż ludzie sami przyjdą to niestety.

A propo"s hard- core Wiem, ze wywodzicie się z tej sceny. Graliście w wielu projektach, m.in. Ahimsa, Houk, Coalition, czy Afraid of That Day. Obecnie Black Tapes. Ale interesuje mnie wasz inny projekt: Cats From Japan.

Z: No był taki (śmiech)

Nazwa kapeli wywodzi się z tekstu kawałka Bowiego "Ziggy Stardust" i składacie hołd glamowym kapelom lat 70. Jak narodził się ten projekt?

Z: Generalnie nasz kolega, Pietia Wierzbicki...

Słynny Pietia Wierzbicki z "Radiostacji" (dziennikarz muzyczny, w dawnej rozgłośni harcerskiej "Radiostacji", gdy jeszcze można było posłuchać w niej normalnej muzyki prowadził w niej audycję "Zgrzyt", w której puszczał głównie muzykę punkową, hc i wszelkiego rodzaju alternatywę).

M: Tak, słynny Pietia Wierzbicki. Robił taką tematyczną muzykę glam- rockową i puszczał muzykę z płyt. Od słowa do słowa doszliśmy do porozumienia, że zagramy tam parę coverów glamowych kapel i zagraliśmy.

Ale nie był to projekt jednorazowy?!

M: Nie był, ale miał być. Jednak spodobało nam się.

Miko wyglądał powiem szczerze atrakcyjnie wtedy. Nawet dużo bardziej atrakcyjnie niż teraz (śmiech) -Dla zainteresowanych odsyłam do zdjęć kapeli Cats From Japan, które pewnie można znaleźć w necie, przyp red.-

Z: No właśnie (śmiech wszystkich) weszliśmy w klimat takich przebieranek. A muzyka glamowa była zawsze jedną z naszych inspiracji.

David Bowie...

Z: Np. Bowie, T. Rex, Slade itp. rzeczy. Poszliśmy w to bardziej i zagraliśmy jako CFJ kilkanaście koncertów a potem naturalnie wyhamowaliśmy z tym projektem.

Myślicie o tym by kiedyś jeszcze wrócić jako CFJ?

Z: Nie wykluczamy tego, ale nie odczuwamy na razie takiej potrzeby.


Wiesz, na jakiś sylwester telewizyjny np. Sylwester z Jedynką czy coś? (śmiech)


M: No. Wiesz, CFJ też po części sfinansowało nam nagranie pierwszej płyty, więc jak będzie dla nas krucho i ciężko to wrócimy

No dobra to jak wrócicie to wiadomo dlaczego (śmiech). Widziałem kiedyś artykuł o Was w "Teraz Rocku" co mnie bardzo poruszyło, że taka kapela jak was bądź co bądź nie tak komercyjna jak np. Kombii znalazła się w tym piśmie.

M: Generalnie "Teraz Rock" jest otwartym medium na różne rzeczy dziejące się w polskiej muzie gitarowej.

Czy ten artykuł wypromował was w jakiś sposób?

M: Pewnie parę osób o tym przeczytało, ale generalnie nie namieszał zbytnio. Nie był to nie wiadomo jaki przełom. Nie jesteśmy undergroundowym zespołem na siłę. Więc jeśli dostajemy propozycję dodatkowej promocji to ją przyjmujemy, tym bardziej, że "Teraz Rock" to nie jest jakaś tam gazetka promocyjna z "Biedronki" tylko jednak piszą o rocku.
Z: W zespole nie mieliśmy jakiegoś zacięcia marketingowego, by się promować jakoś na siłę. Byliśmy zawsze leniwi, zwłaszcza ja. Wiesz, chodzi przede wszystkim o granie a nie o zarabianie pieniędzy.

No właśnie sposób na zarabianie pieniędzy to raczej wasze side- projekty, takie jak: Komety, Benedek. Co sądzicie o graniu w tych zespołach. Czy ruszyła was ta muzyka czy robiliście to tylko dla kasy?

M: Wiesz, dostałem propozycje grania w Kometach i ją przyjąłem, ale a propos zarabiania kasy z grania to oprócz grania cały czas pracuję, więc to nie jest tak, że granie jest dla mnie jedynym źródłem dochodu. Granie w Kometach nie przynosiło mi jakiś kokosów, to nie było tak, że miałem jakąś willę z basenem i limuzynę. Wiązało się to z jakąś dodatkową kasą. Poza tym na pewno z racji częstszego grania na bębnach wyszło mi to na dobre. Wyjechaliśmy np. do Meksyku co było dla mnie ciekawym doświadczeniem. Tak w ogóle to już nie gram w Kometach, więc temat jest zamknięty.
Z: W tym czasie gdy Miko zaczął grać w Kometach my z Bolkiem graliśmy w Black Tapes, który jest dla nas ważnym zespołem.

No właśnie opowiedzcie trochę o Black Tapes. Graliście wiele ciekawych koncertów jako supporty przed uznanymi kapelami. Opowiedzcie co nieco na ten temat, Pochwalcie się.

Z: Zagraliśmy nieco koncertów przed fajnymi kapelami: The Stranglers, Mudhoney, zagraliśmy na Open"erze, Jarocinie. Także w pewnym momencie Black Tapes było dla nas priorytetowym zespołem. Był to również taki okres przestoju w Elvisie. Natomiast teraz zmienią się priorytety, Elvis wraca do łask, wychodzi nowa płyta.

Elvis żyje (śmiech)

Z: Nowe siły w nas wstąpiły.

Wróćmy jeszcze na chwilę do nowej płyty. Jaką muzykę można na niej usłyszeć?

M: Wiesz, jest to wypadkowa tego co dotychczas robiliśmy, jest to nadal stoner rock.

Właśnie jak czujecie się z tą łatką: stoner rockowej kapeli

Z: Wiesz, my wywodzimy się z tej muzyki, słuchamy ją, ale każdy człowiek o otwartej głowie, który nas usłyszy stwierdzi, że to nie jest do końca stoner rock.
Bolek: Przede wszystkim ktoś kto przyjdzie na nasz koncert z myślą, że posłucha mocnej kapeli stoner rockowej się rozczaruje. Powie, że to jest słabe, a w nas siedzi nie tylko stoner.

Czyli co za mało brudu, ciężaru?

Bert Trust: Przede wszystkim stoner to miało być określenie zawierające wszystko co jest wyluzowane bez zamykania w jakimś obszarze. A w Polsce wytworzyło się jednowymiarowe rozumienie tej muzyki. Stoner nie miał być szufladką a ucieczką od szufladek właśnie.
M:Np. Brant Bjork swą muzykę określa jako "Low Desert Punk" i ja wolałbym takie określenie naszej muzyki.
B.T: A to z "Cheecha & Chonga" wyszło "Desert Music".


Z: My czerpiemy z różnych źródeł. Na pewno jest to wyluzowany garażowy rock, czerpiący zewsząd, z brudnego nieokiełznanego brzmienia.

Kolejna inspiracja: The Stooges. Nagraliście jakiś czas temu fajny cover "Search & Destroy".

Z: Tak, nagrywaliśmy ten kawałek przy okazji pierwszej płyty. Nie trafił on ostatecznie na nią, ale go teraz ujawniliśmy. Jest na naszym myspace. Inspiracje mamy różne: począwszy od lat 60- tych. M:Iggy Pop mnie inspirował od zawsze, brzmienie, podejście do grania, zachowanie sceniczne. Jeżeli chodzi o inne inspiracje: The Who, Rolling Stones. Swego czasu graliśmy ich cover "Jumpin" Jack Flash". Black Sabbath, Jafferson Airplane. Nowsze rzeczy typu The Dandy Warhols.

Chrissman: A może innego rodzaju inspiracje, nie związane z muzyką. Sztuka jest czymś nieograniczonym przecież.

B.T. Zupa pomidorowa.
Z: Generalnie wszystko. Kino Jarmusha, Lyncha.

Opowiedz coś o swoich tekstach

Z: Hmmmm

Rozumiem, że to temat rzeka... no to popłyńmy.

Z: Generalnie teksty to przelanie moich emocji na papier. Nie są to zwarte formy. Czasem wychodzi mi zwarta historia z tego, ale raczej są to spontaniczne słowa.

Czy teksty z nowej płyty różnią się od tych z poprzedniej?

Z: Nie. Nadal piszę podobnie. Czasem są to przemyślenia na temat istoty życia na świecie: miłości, imprezowania.

Czy chcesz oddać jakieś rock"n rollowe hasła, wartości, chcesz coś przekazać w swych tekstach ludziom?

Z: Generalnie nie. Nie czuję się być predestynowany by być kimś w rodzaju kaznodziei, komuś wytyczać drogę. Raczej opisuję to kim jestem, nie narzucam nikomu tego kim ma być.

Przejdźmy na chwilę do gitarzysty, który sobie tak fajnie tutaj pogrywa (Bolek oprócz kilku krótkich wypowiedzi przez cały wywiad zdawał się być najbardziej z boku, tworząc do niego swoistego rodzaju ścieżkę dźwiękową). Grałeś kiedyś w Ahimsie, Houku. Powiedz jak tam Ci się grało? Jak wspominasz Maleo?

B: Wiesz co, nie pamiętam już. To było tak dawno.

Widzę to po twych siwych włosach. Też mam parę (śmiech)

B: Wspominam go bardzo pozytywnie. Możemy do niego zadzwonić jak chcesz (śmiech). Oprócz tego, że w pewnym momencie miał swoją jazdę to współpracowało mi się z nim naprawdę nieźle.

A gra w Ahimsie. Swego czasu grałeś razem z Pawłem Krawczykiem (obecnie gitarzysta HEY Przyp. Red.). Czy swoje skrzydła dopiero rozwinął w zespole HEY, czy wtedy już też miał wiele do powiedzenia?

B: Generalnie już coś tam zaczynał.

Zmienił się bardzo?

B: Raczej nie, nadal mamy ze sobą kontakt.

Przejdźmy do drugiego gitarzysty. Niedawno zasiliłeś zespół po odejściu dotychczasowego wioślarza (Mecha, przyp. Red.). Słynny zespół Oregano Chino udostępnił gitarzystę zespołowi.
Co wniosłeś dla zespołu?


Chrissman: Miłość (śmiech)

B.T. O dziękuję. Miłość (śmiech). Tak naprawdę gram od niedawna więc jeszcze nie mogę powiedzieć ile wniosłem do zespołu. Na razie dostrajam się do nich a jak już się dostroję to oni będę dostrajał ich do siebie (śmiech)

Czy chłopak miał jakiś wpływ na powstawanie waszej płyty?

Z: Nie.

Tzn przyszedł, podogrywał swoje partie i tyle, tak?

Z: Nie, nic nie dogrywał. Wszystko już było nagrane. Część partii nagrał jeszcze Mechu, część ja, część partii solowych Bolek, trochę Mikołaj podogrywał.

Jeśli chodzi o wizerunek sceniczny zespołu to wniósł co nieco?


Z: Na pewno wiele wniósł, gra inaczej, może bardziej technicznie. Jeśli chcecie go pooglądać zapraszamy na nasze koncerty.

Wasze najbliższe plany koncertowe, przypomnijcie mi je jeszcze raz.

M: 4 lutego gramy koncert promocyjny nowej płyty w Hydrozagadce (Warszawa), potem Berlin. Polecamy nasz myspace na którym dowiecie się o naszych wszystkich planach koncertowych a także posłuchacie zarówno starych jak i nowych utworów.

Chrissman: A jak wam się układała współpraca z Karma To Burn?

Z: Dobrze. Generalnie niewiele mieliśmy okazji z nimi porozmawiać, ale odnieśliśmy bardzo pozytywne wrażenie. Są bardzo sympatycznymi gośćmi. Sam koncert był bardzo miły.

Wywiad z wami też był bardzo miły. Proszę o parę słów dla czytelników "Kulturki" na sam koniec?

M: Kochamy was!!!
Z: Jeśli spodoba wam się nasza muzyka przychodźcie na nasze koncerty. Bądźcie wyluzowani!

Grajcie tak dalej chłopaki.

I zagrali ponad godzinny instrumentalny set tylko dla naszej "kulturkowej" ekipy.

Dziękuję za "wsparcie" Szymkowi "Johny"emu Sky" Kaimowi, Chrissmanowi, Robkowi Niemirze, Damianowi "Choremu" Dragańskiemu, Wojtasowi i jego uroczej koleżance Ance.



Wywiad przeprowadzili: Ch-Fu z udziałem Chrissmana.
Spisał: Ch-Fu
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości