Reklama

Ewolucja zamiast rewolucji - wywiad z Piotrem Szenkiem

Tygodnik Echo Powiatu
26/04/2012 12:04
Z dniem 1 maja 2012 roku stanowisko dyrektora Szpitala Powiatowego w Sochaczewie obejmie dr Piotr Szenk. Jest doświadczonym chirurgiem. W 1994 roku ukończył Wydział Lekarski Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach. Zawód lekarza doskonalił w szpitalach na Śląsku i w Warszawie. Z sochaczewskim szpitalem związany jest od roku 2004, kiedy to został zatrudniony jako ordynator Oddziału Chirurgii. Pełnił też funkcję kierownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego ordynatora Oddziału Chirurgii Urazowo – Ortopedycznej.
Od roku 2008 pełni funkcję zastępcy dyrektora ds lecznictwa.
Dr Piotr Szenk legitymuje się II stopniem specjalizacji w zakresie chirurgii ogólnej, dyplomem Uniwersytetu Louisa Pasteura w Strasburgu w dziedzinie chirurgii laparoskopwej, a także certyfikatem Polskiego Towarzystwa Ultrasonograficznego.
Odpowiedź na pytanie o merytoryczne przygotowanie do pełnienia funkcji dyrektora szpitala, również nie pozostawia wątpliwości. Dr Szenk posiada kwalifikacje administracyjne, potwierdzone wieloma kursami i szkoleniami z dziedziny zarządzania publicznymi placówkami ochrony zdrowia, audytu i systemu zarządzania jakością w nich, a także zasad kontraktowania świadczeń z Narodowym Funduszem Zdrowia i z zakresu zamówień publicznych.
Zawsze, gdy następuje zmiana na kierowniczym stanowisku, rodzi się szereg pytań. Na te najbardziej w tej chwili nurtujące nasze społeczeństwo, odpowiedział właśnie dr Piotr Szenk.

Jak Pan ocenia obecną sytuację Szpitala Powiatowego w Sochaczewie?

- Uważam, że kondycja naszego szpitala jest zupełnie przyzwoita. Zawdzięczamy to pracy dotychczasowego dyrektora Franciszka Pasiaka oraz zaangażowaniu całego personelu. Wydaje mi się, że aby być dobrym dyrektorem, trzeba być do kompletu dobrym człowiekiem. Taki jest właśnie dr Pasiak. Szpital objął zadłużony, w bardzo trudnym momencie. Śmiem twierdzić, że to właśnie dzięki temu, że jest takim wspaniałym człowiekiem, był również tak dobrym dyrektorem.
Czasy jednak mamy mocno niepewne, wręcz niebezpieczne również i dla szpitali. Nie potrafię powiedzieć, co będzie za pół roku, czy za rok, jakie decyzje będzie podejmować „góra”. Będę starał się tak działać, by sytuacja szpitala była jak najbardziej stabilna. Powtarzam jednak, że nie wszystko zależy od nas tu, w szpitalu powiatowym.
Jestem bardzo zadowolony, że komisja konkursowa wybrała moją kandydaturę, dziękuję za okazane zaufanie. Zapewniam, że dołożę wszelkich starań, by kiedyś być tak żegnanym, jak teraz dyrektor Pasiak.


Czy przewiduje Pan zmiany organizacyjne i kadrowe w szpitalu?
- Z całą pewnością tak. Będę oczywiście kontynuował świetną robotę dyr. Pasiaka. Mam jednak swoje pomysły na usprawnienie działalności placówki. Jestem członkiem zespołu od 2004 roku, od 2008 jako zastępca dyrektora, obracam się w sochaczewskim środowisku. Dzięki temu doskonale znam bolączki szpitala, widzę co należałoby zmienić, a co usprawnić. W tej chwili jesteśmy na etapie tworzenia nowego regulaminu organizacyjnego, powstał nowy statut. Wymagają tego zresztą nowe zapisy wprowadzone w 2011 roku o działalności leczniczej. Zmiany w funkcjonowaniu szpitala są nieodzowne, ale nie będą odbywały się kosztem pacjentów. Mam nadzieję, że w wielu aspektach będzie lepiej.
W każdym bądź razie nie zamierzam niczego czynić drogą rewolucji, preferuję działania ewolucyjne.


Pacjenci skarżą się na kiepski dostęp do niektórych specjalistów, na gigantyczne kolejki do rejestracji. Czy jest szansa na rozwiązanie tych problemów?
- Jak mówiłem, mam parę pomysłów . Wynikają one z własnych obserwacji, a także z tego, co słyszę od innych. Przy okazji tej rozmowy zwracam się z prośbą do mieszkańców powiatu sochaczewskiego i innych potencjalnych pacjentów naszego szpitala, by zgłaszali swoje sugestie i uwagi co do działalności Szpitala Powiatowego, najlepiej drogą elektroniczną na adres mailowy: kancelaria@szpitalsochaczew.pl
Odpowiem na każdy list, który będzie zawierał konstruktywną wypowiedź. Otwarcie mówię, że nie będę reagował na niepoważne maile.
Co zaś do dostępności specjalistów – wiem, że sytuacja jest bardzo nieciekawa. Niestety nie mam na nią zbyt wielkiego wpływu, podobnie zresztą jak i dyrektorzy innych placówek medycznych.
Gigantyczne kolejki do rejestracji mnie również wyjątkowo irytują. Mam nadzieję wprowadzić między innymi rejestrację pacjentów on-line. Z pewnością wielu osobom ułatwi to w jakimś stopniu zapisywanie do poradni specjalistycznych, znikną kolejki do rejestracji, a personel tam zatrudniony będzie mógł pracować w bardziej normalnych warunkach
.

Często słyszymy też sugestie, by wprowadzić zapisy do specjalistów na konkretną godzinę tak, jak funkcjonuje to w wielu innych placówkach. Może należałoby zastosować tę metodę i u nas?
- Każdy kij ma dwa końce. Tak może być i w tym przypadku. Załóżmy, że zaplanujemy pacjenta co 10 minut. Tyle tylko, że jeden przychodzi po receptę lub pokazać wynik badania, inny zaś potrzebuje dłuższej konsultacji. Zastanawiam się więc nad oddzielnymi listami pacjentów. Jest jeszcze jeden problem. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że przy zapisach do lekarza bez przydzielania konkretnej godziny, jesteśmy w stanie przyjąć znacznie większą liczbę pacjentów. Nie jest to tak do końca korzystne dla szpitala, ale trzeba być człowiekiem.

W tym momencie chyba nadszedł czas na pytanie dotyczące poradni ortopedycznej. Pacjenci skarżą się na tasiemcowe kolejki pod gabinetem. Mówią też, że czują się czasem, jak w piekarni – wchodzi jeden, za moment wychodzi i wchodzi następny...
Poradnia ortopedyczna musi zająć się wyjątkowo dużą liczbą pacjentów. W gabinecie przyjmuje jednocześnie nawet dwóch ortopedów plus pielęgniarka i personel pomocniczy. Pełen korytarz ludzi rzeczywiście wywołuje komentarze, często niepochlebne. Codziennie, łącznie z sobotą, poradnia ortopedyczna przyjmuje od 60. do nawet 90. pacjentów. Lekarz ma dosłownie kilka minut na zajęcie się poszczególnym przypadkiem i niestety nie ma czasu, by czynić to bardziej troskliwie, bądź traktować chorego z należną atencją. Alternatywę może oczywiście stanowić poświęcenie większej ilości czasu każdemu z osobna, ale coś za coś – ortopeda przyjmie tylko połowę oczekujących, reszta będzie musiała poczekać na inny termin wizyty. Spowoduje to oczywiste wydłużenie terminu przyjęcia do poradni i zmniejszy jej dostępność.

Skoro już mowa o zajmowaniu się pacjentem, to zadam trudne, dość kontrowersyjne pytanie. Czy widzi Pan możliwość wpływania na tzw. kindersztubę personelu?
- Zdaję sobie sprawę z tego, że część personelu szpitala ma poważny problem z tzw. kontaktami międzyludzkimi. Są to jednak dorośli ludzie, z ukształtowanym charakterem. Dyrektor ma wpływ na poziom i jakość pracy ludzi, ale charakteru człowieka nie zmienię. Oczywiście mogą zdarzyć się drastyczne przypadki, gdy interwencja dyrekcji może okazać się niezbędna. Szczególnie trudna jest sytuacja, gdy opryskliwym jest znakomity fachowiec w swojej dziedzinie.

Wiele ostatnio mówi się o kolejnym etapie reformy ratownictwa medycznego. Wcześniejsze ruchy budziły znaczne zaniepokojenie, ale to, co nas czeka od lipca 2012 roku napawa zdecydowanie większymi obawami. Jakie są realne zagrożenia dla SOR- u i pogotowia w Sochaczewie?
- Szpitalny Odział Ratunkowy jest integralną częścią Szpitala Powiatowego – ma swoje miejsce i personel. Jego funkcjonowanie nie jest zagrożone. Zdecydowanie gorzej wygląda sprawa pogotowia. Współpraca z firmą Grzegorza Riemera, której jesteśmy podwykonawcą w sferze pogotowia, nie zmieniła niczego, poza przeniesieniem centrum powiadamiania ratunkowego.
Teraz jednak czyha realne zagrożenie, bowiem w miejsce naszych karetek i naszych ratowników, może wejść jakaś prywatna firma, dysponująca własnym taborem i własnymi ludźmi.


Czy nie byłoby więc lepiej, gdyby ratownictwo medyczne miało taki sam status jak Państwowa Straż Pożarna czy Państwowa Policja? Problem ten już wiele razy był poruszany, jak dotąd bez rezultatu.
- Tak właśnie interweniowały władze Słowacji. Tam ratownictwo medyczne jest już państwowe. To nie kto inny, jak właśnie państwo powinno zapewniać bezpieczeństwo medyczne, a nie cedować je na prywatne firmy, które, co tu dużo mówić, nastawione są na komercje, w związku z czym zdecydowanie tną koszty. To z kolei może mieć znaczący wpływ na jakość i w konsekwencji bezpieczeństwo świadczonych usług.

Wróćmy jeszcze do kondycji szpitala. Jednym z oddziałów generujących duże straty jest Szpitalny Oddział Ratunkowy. Co jest tego przyczyną, co stanowi najwieksze zagrożenie?
- Największym zagrożeniem dla SOR- u, nie tylko naszego, są lekarze pierwszego kontaktu. Szpital dokłada do SOR- u ok. 1 mln zł rocznie. Oceniam, ze około połowa tej sumy jest wynikiem stosowania przez PZOZ- y tzw. spychotechniki. To lekarze pierwszego kontaktu dostają pieniądze na każdego pacjenta i na niezbędną diagnostykę. Niestety, wolą „przekazać” pacjenta w ręce SOR- u, licząc na to, że tam zrobią mu wszystkie badania. W ten sposób do oddziału, który ma służyć ratowaniu zdrowia i życia ludzkiego, trafiają prozaiczne, zazwyczaj niezdiagnozowane choroby. W pewnych przypadkach lekarz SOR- u może oczywiście odesłać chorego z powrotem do lekarza rodzinnego, by ten wystawił zlecenie na konieczne badania. Czasem jednak nie czyni tego ze względów czysto humanitarnych, ludzkich. I tak nakręca się spirala strat oddziału.

Do spraw poruszonych w rozmowie z nowym dyrektorem szpitala, dr. Piotrem Szenkiem powrócimy.

Monika Gadzińska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości