Podobno kiedyś Andrzej Stasiuk miał powiedzieć o felietonach Kuby Wojewódzkiego: „Na dziesięć żartów wychodzi Ci jeden i wtedy szczam po nogach”. Słowa Stasiuka w miejscowych realiach raczej brzmiałyby „Na dziesięć felietonów nie wychodzi Ci żaden, ale i tak wszyscy szczają po nogach”. Taka jest nasza rzeczywistość. Taka jest rzeczywistość Sochaczewa. W jednym z artykułów pozwoliłam sobie na finezyjne stwierdzenie, że jedynym konstruktywnym zajęciem tutaj jest wdepnąć w psią kupę, natomiast mój bystry czytelnik spostrzegł, że poruszam takie tematy, nad którymi zlatują się muchy. Prawdopodobnie nie napisałby tak, gdyby równie szybko zauważył, że się uzupełniamy. Dobrze, że piszę dla pieniędzy, nie dla idei.
Przejście po mieście i analizowanie tego, co widzę raz, drugi, dziesiąty i pięćdziesiąty pomogło wyciągnąć mi istotny wniosek - jak się nie obrócić, tam szklane domy. Wchodząc w pewną polemikę z Żeromskim jakkolwiek domy te miały symbolizować w Przedwiośniu nadzieję, a w odbiorze współczesnym mrzonkę, w mojej rzeczywistości uznaję je jako symbol iluzji i niespełnionych obietnic. I właśnie takim wjeżdżającym do Polski Baryką czuję się, gdy widzę cuda-niewidy odprawiane w mojej małej ojczyźnie. To tutaj dzieją się cuda takie, że aż ich nie widać. Jak zachwycają skoro nie zachwycają.
Klimat szklanych domów, a może raczej domciów czuć, kiedy widzi się nowo powstające inwestycje będące skutkiem decyzji podejmowanych szybciej niż upieczenie bułek. W tym naszym klimacie, aby wejść na „bulwarczyki” miejskie trzeba założyć naprawdę długie kalosze. Nie chodzi mi tu jednak o teren zalewowy, na którym są położone, a właśnie o klimat przedwiośnia, a może bardziej adekwatne byłoby stwierdzenie zawiośnia, bo u nas raczej wszystko jest za. Sto lat za murzynami.
Nie pomyślałabym nigdy, że zacytuję Słowackiego, ale: „Smutno mi, Boże!”, samo nasuwa mi się widząc ten cyrk. Cyrk dosłowny i metaforyczny. Cyrk na miarę naszych sochaczewskich możliwości – jeden to bulwary, a drugi tężnia. Bardzo podobał mi się komentarz nazywający ów tężnię, paśnikiem. Nie tylko dlatego, że wizualnie przypomina paśnik, ale przede wszystkim dlatego, że w moich wykolejonych i przesiąkniętych lewactwem myślach, ten właśnie paśnik jest symbolem Sochaczewa. Paśnik, który pasie zarówno naiwność mieszkańców, jak i szczyt możliwości samych wykonawców. Wykonawców pod znakiem bmw – biernych, miernych, ale wiernych.
Odnoszę wrażenie, że inwestycje, które zostały poczynione są efektem zduszonego w zarodku złożonego procesu umysłowego, są przykładem dla innych miast, jak nie przeprowadzać inwestycji i wreszcie są wyrzuceniem pieniędzy w przedwiosenne błoto. To takie nasze sochaczewskie zastaw się, a postaw się – robimy kilka inwestycji bezsensownych i wyjątkowo przeciętnych zamiast jednej porządnej, która byłaby wizytówką miasta. Wydajemy pieniądze na dzbany, zamiast zająć się priorytetami. Byłam przekonana, że tężnie głowy rozwiążą sprawę schroniska i znajdą inną lokalizację domu dla naszych sochaczewskich psiaków i kociaków. Przez rok udało im się wymyślić paśnik, chodnik i wycinkę większości drzew nad Bzurą, natomiast dom dla zwierząt nadal pozostaje szklanym domem.
Co za ponury absurd żeby decydować o mieście, kiedy jest się... no właśnie. ;)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
"Paśnik" !! Rozbawiła mnie Pani do łez! :D Myślę, że przyjmie się ta nazwa w locie błyskawicy. Pasuje do tego tworu idealnie! :D
zieleń,zieleń,zieleń,Betonowa dżungla, asfalt, metal i szkło wszędzie wokół wcale nie sprzyjają naszemu zdrowiu. Miasta projektowane wyłącznie z myślą o sprawnej komunikacji drogowej wcale nie są tak dobre, jak się wydaje. Mało tego – z badań wynika, że dzieci dorastające w zielonym otoczeniu mają w przyszłości aż o 55% mniejsze ryzyko zapadnięcia na różnego rodzaju choroby psychiczne. Zieleń, zieleń, zieleń – albo wszyscy prędzej czy później sfiksujem
No cóż, nie pierwszy raz można stwierdzić, że są światy alternatywne, w których definicja piękna, ładu, harmonii, kultury, patriotyzmu, etyki i moralności, choć z pozoru pojęć jednoznacznych, przyjmuje skrajnie przeciwne znaczenia.
Dla przykładu odsyłam do filmu dokumentalnego pt. VII Sesja Rady Miejskiej. Otóż dowiedzieć się z niej można, że miasto pięknieje, inwestuje w komunikację i infrastrukturę sportową, i że ma wręcz doskonały budżet. Wszystko to czynione jest rękami dzielnych radnych PiSFS. Reszta tylko wbija im szpilki, to nie ludzie, to wilki*. Jeden z radnych wpadł na pomysł, aby tropić „ruiny” i „rudery” kaleczące obraz tak wspaniale kwitnącego piękna, a potem „jakoś” wpłynąć na właścicieli, by „coś” z tym zrobili. Jak i na podstawie jakich przepisów? Tego radny już nie dotyka, bo to zbyt przyziemne – on zrobił swoje, zasiał ideę walki z zaburzaniem naszego lokalnego piękna. Widocznie pomysły gdzieś są, ale trzeba je znaleźć (vide magister Schetyna :) :) :)).
Niedługo staniemy się też potęgą sportową bo budujemy piękny stadion „wielofunkcyjny”. To, że nie będzie można na nim organizować poważnych zawodów lekkoatletycznych ze względu na niezgodną z przepisami bieżnię, to przecież nic nie znaczy. Niech się przepisy dostosują do nas. Racja – tu bym proponował dorzucić jeszcze ze 127 metrów i 24 centymetry i kilka dodatkowych zakrętów. No bo wiecie co robi ten stadion? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest stadion na skalę naszych możliwości. Wiecie, co my robimy tym stadionem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo* – tak przynajmniej twierdzą „merytoryczne” czynniki.
Wszystko to okraszone oratorskimi fleszami jak zawsze niezwykle merytorycznego Przewodniczącego Rady – mistrza ciętej riposty sesyjnej, nieustraszonego poskramiacza defetystów. Jaki Kydryński, takie show.
A tak w ogóle, to klimat sesji powinien być taki: należy popierać i nie przeszkadzać – wiadomo, zgodnie z wytyczona linią wodza. W związku z tym radni PiSFS od kilku sesji po prostu milczą i głosują zgodnie z tą niezwykle słuszną linią. Chwała Wam Dzielni Przedstawiciele suwerena.
A reszta niech zamilknie ze swoimi wydumanymi problemami, które - jak to słusznie piętnują popierający i nie przeszkadzający radni - poruszają jedynie z potrzeby „parcia na szkło”, czyli aby zabłysnąć w kolejnym odcinku trzymającej w napięciu telenoweli pt. Sesja Rady Miasta.
* - lekkie zapożyczenia z Mistrza Barei :)
Pani Zuzia Ziarek ma Pani 100% racji... w całym tym zapomnianym przez rozsądek mieście parafińszczyzna króluje bezwzględnie... w obecnym stanie nie ma na to lekarstwa...
Świetny Post.W Sochaczewie liczą się tylko Jorki na smyczakach kilkumetrowych.Gdyby w Schroniskach były Tylko rasowe Pieski z rodowodem po dziadku czempionie z pełnym pakietem zniżek od Miasta to by się dopiero działo .....Pastwiska jak najbardziej potrzebne,aczkolwiek Trzoda własnego chowu dominuje.Faktycznie na Bulwarze bardzo ładnie prezentowały by się krowy,konie,kaczki,owce ale ludzią by śmierdziało .....W kraju W korym żremy mięcho na potęge całą odpowiedzialność za psy przelewa się na Wietnamczyków ;)
"Paśnik" !! Rozbawiła mnie Pani do łez! :D Myślę, że przyjmie się ta nazwa w locie błyskawicy. Pasuje do tego tworu idealnie! :D
tak a propo zwierząt
zieleń,zieleń,zieleń,Betonowa dżungla, asfalt, metal i szkło wszędzie wokół wcale nie sprzyjają naszemu zdrowiu. Miasta projektowane wyłącznie z myślą o sprawnej komunikacji drogowej wcale nie są tak dobre, jak się wydaje. Mało tego – z badań wynika, że dzieci dorastające w zielonym otoczeniu mają w przyszłości aż o 55% mniejsze ryzyko zapadnięcia na różnego rodzaju choroby psychiczne. Zieleń, zieleń, zieleń – albo wszyscy prędzej czy później sfiksujem