Kiedy Teresa Jasińska, przez wiele lat kierująca Dziennym Domem Pomocy Społecznej, odchodziła na emeryturę, spodziewała się, że swoim zasłużonym odpoczynkiem będzie się mogła cieszyć wraz z rodziną, a przede wszystkim z mężem Tadeuszem. Los okazał się okrutny. Tadeusz Jasiński odszedł on nas 21 lipca. Przepisy wymagały przeprowadzenia sekcji zwłok. Niestety, pojawiły się problemy na linii rodzina zmarłego - zakład pogrzebowy - szpital.
W piśmie, które Teresa Jasińska skierowała do szpitala powiatowego, czytamy, że sekcja zwłok zaplanowana na 22 lipca (sobota) nie odbyła się. Żona zmarłego domaga się w nim wyjaśnienia przyczyn tego stanu rzeczy oraz wskazania osób odpowiedzialnych za zaistniałą sytuację. Twierdzi, że o terminie sekcji poinformowała ją szpitalna Izba Przyjęć, i że został on potwierdzony przez lekarza anatomopatologa. W związku z tym formalności pogrzebowe zostały dopełnione w kościele i zakładzie pogrzebowym. Termin pochówku ustalono na dzień 24 lipca. Jednak kiedy Teresa Jasińska zgłosiła się w dniu 22 lipca do szpitala po kartę zgonu męża, otrzymała informację, że lekarz przyjechał na umówioną godzinę, ale sekcja nie odbyła się, bo nie wydano mu zwłok. Lekarz miał dodać, że podobna sytuacja nie zdarzyła się po raz pierwszy. Pani Jasińska została poinformowana, że sekcja została wyznaczona na wtorek 25 lipca. Tymczasem pogrzeb miał się odbyć dzień wcześniej.
Za zaistniałą sytuację szpital obciążył winą zakład pogrzebowy. Dyrektor Wiktor Gajda zapewnił Teresę Jasińską, że nie stwierdził uchybień w działaniu pracowników szpitala oraz, że o terminie sekcji poinformowano firmę zajmującą się pochówkiem, jak to ma miejsce za każdym razem. Zapewnił również, że szpital dzwoni zawsze pod ten sam numer telefonu. - Moje ustalenia - pisze dyrektor szpitala - będą skutkować w najbliższym terminie koniecznością weryfikacji podpisanej z zakładem pogrzebowym umowy. Dodam też, że nowelizacja ustawy o Samodzielnych Publicznych Zakładach Opieki Zdrowotnej pozwoli mi z mocy prawa na ewentualne rozwiązanie umowy z firmą pogrzebową. W gabinecie dyrektora Gajdy odbyło się nawet spotkanie w tej sprawie, które miało pogodzić strony, ale odniosło odwrotny skutek. Wedle Teresy Jasińskiej właściciel zakładu pogrzebowego miał zachowywać się co najmniej nieadekwatnie do sytuacji. - Nie można tak traktować ludzi, którzy przeżyli szok. Zakład doskonale wiedział, że sekcja odbędzie się w sobotę 22 lipca, bo osobiście, szczegółowo poinformowałam o tym właściciela zakładu dzień wcześniej, kiedy załatwiałam formalności pogrzebowe. W trakcie rozmowy u dyrektora szpitala nie doczekałam się przeprosin ze strony zakładu „Haron” - dodaje pani Jasińska.
Zupełnie inaczej przedstawiają sytuację Jadwiga i Zenon Rembiejwscy, właściciele Przedsiębiorstwa Pogrzebowego „Haron”, które zajmowało się pogrzebem. Ich zdaniem szpital doskonale wie, że prosektorium jest zamknięte w weekendy i do tej pory stosował się do godzin jego pracy. W umowie dzierżawy budynku prosektorium możemy przeczytać, że organizacja jego pracy jest wyłączną kompetencją dzierżawcy, czyli zakładu „Haron”. Natomiast zdaniem państwa Rembiejewskich umowa reguluję powiadamianie o terminach sekcji w ten sposób, że następuje ono tylko i wyłącznie na drodze porozumienia się w tej sprawie bezpośrednio z siedzibą firmy, a nie z jej pracownikami. - Tym niemniej - mówi Jadwiga Rembiejewska - lekarz, gdyby chciał nawiązać z nami kontakt w sobotę, mógłby to zrobić telefonicznie, ale nic takiego nie nastąpiło. Powiadomienie naszego pracownika przez szpital nie wystarczy, informacja musi trafić bezpośrednio tutaj, na 1-maja. Podobne incydenty nigdy wcześniej nie miały miejsca i nie możemy się zgodzić z tym, co mówi lekarz. Ogromna szkoda, że po tak długim okresie dobrej współpracy, doszło do podobnego zdarzenia. Tym bardziej, że zmienione przepisy mogą zaowocować rozwiązaniem umowy ze szpitalem na dzierżawę prosektorium. Zenon Rembiejewski dodaje, że spotkanie u dyrektora w szpitalu rzeczywiście przebiegało z złej atmosferze, ale było to spowodowane nieeleganckim zachowaniem członka rodziny pani Jasińskiej. - Wiedzieliśmy, że pogrzeb będzie duży i wszystko przygotowaliśmy jak najlepiej, ale po prostu nie powiadomiono nas o terminie sekcji. Prosektorium w weekendy nie działa i tak postępuje większość zakładów pogrzebowych w Polsce, bo jest to po prostu nieekonomiczne. Jeszcze w kwietniu 2004 r. skierowaliśmy do szpitala pismo, w którym prosimy powiadamianie naszego zakładu o planowanej sekcji najpóźniej w dniu poprzedzającym sekcję i że nieprzestrzeganie tego terminu może doprowadzić do nieodbycia się sekcji, bo prosektorium od 7 kwietnia 2003 r. przestało pracować w ruchu ciągłym. Szpital odpowiedział, że spełni ten warunki. Ale przecież ostatecznie przeprowadziliśmy sekcję w poniedziałek z samego rana, już w dniu pogrzebu. Jest nam bardzo przykro z powodu tego nieporozumienia, ale nie jesteśmy za nie odpowiedzialni - zapewnia.
Wygląda na to, że doszło do niezmiernie przykrego zbiegu przypadków. Zdenerwowanie i rozgoryczanie stron jest zrozumiałe, bo wszyscy mają świadomość, że idzie tu o sprawy ostateczne. Dyrektor Gajda nie potwierdził jednak jakoby podobne sytuacje miały miejsce częściej. Znany jest mu tylko ten przypadek. Nowelizacja wspomnianej wyżej ustawy pozwala Wiktorowi Gajdzie na rozwiązanie umowy z „Haronem”, ale czy aby na pewno polepszy to sytuację, skoro NFZ skąpi pieniędzy na wszystko, a jakkolwiek strasznie by to brzmiało - najłatwiej oszczędzać na zmarłych. Bez względu jednak na dalszy rozwój przypadków warto już dziś zadbać o lepszą komunikację na linii szpital - zakłady pogrzebowe, tak, aby podobne sytuacje nie miały miejsca. Powyższą sprawę pozostawiamy bez komentarza, mamy natomiast głęboką wiarę, że dojdzie do porozumienia i zgody pomiędzy zasłużoną i lubianą przez mieszkańców miasta Teresą Jasińską, a zakładem „Haron”. W tych ostatecznych chwilach wszyscy powinniśmy mieć dla siebie dużo więcej wyrozumiałości i serca, niż na co dzień.
Andrzej Gąsiorowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze