Rugbista Orkana Sochaczew mówi o znaczeniu dyscypliny, siły i wsparcia rodziny na swojej sportowej ścieżce. Po sukcesach na krajowym podwórku wyjeżdża do Francji, by dalej się rozwijać. Poznaj historię młodego zawodnika, dla którego rugby to coś więcej niż sport.
Marcel Marczewski, młody rugbista z Sochaczewa i zawodnik Orkana, był gościem Julii Winnickiej w studiu e-Sochaczew.pl. Rozmowa dotyczyła nie tylko samego rugby, ale też sportowej drogi, ciężkiej pracy, brązowego medalu mistrzostw Polski i wyjazdu do Francji, który może być dla zawodnika kolejnym dużym krokiem w karierze.
Na początku Marcel tłumaczył, czym właściwie jest rugby dla osób, które nie miały jeszcze okazji oglądać meczu na żywo. Podkreślał, że to gra zespołowa, w której chodzi o zdobywanie punktów na polu punktowym przeciwnika, ale też o skuteczną obronę. Zwrócił uwagę na jedną z podstawowych zasad, która odróżnia rugby od futbolu amerykańskiego.
W rozmowie pojawił się także temat jego pozycji na boisku. Marcel w młodszych kategoriach grał między innymi na „dziewiątce” i „dziesiątce”, czyli pozycjach wymagających podawania, kopania i organizowania gry. Dziś najlepiej czuje się na „ósemce”, czyli jako wiązacz młyna.
Jak sam przyznał, ta pozycja wymaga siły, charakteru i ciągłej pracy. Trzeba biegać, zatrzymywać rywali, wspierać kolegów i być gotowym na kontakt. To nie jest miejsce dla zawodnika, który odpuszcza.
Sportowa droga Marcela nie zaczęła się jednak od rugby. Najpierw trenował judo. Miał sukcesy, startował także za granicą, między innymi we Włoszech i w Rydze. W pewnym momencie musiał jednak wybrać.
– Od kiedy przyszedłem na pierwszy trening, to już wiedziałem, że to będzie to – mówił Marcel Marczewski.
Rugby wygrało z judo nie tylko sportowo. Wygrało atmosferą, ludźmi i emocjami. Marcel podkreślał, że do dziś każdy trening sprawia mu przyjemność. Duże znaczenie miało też to, że od początku często trenował i grał ze starszymi zawodnikami. Jak mówił, to nauczyło go charakteru i przygotowało do mocniejszej, bardziej fizycznej gry.
W rozmowie nie mogło zabraknąć tematu brązowego medalu mistrzostw Polski. Po ostatnim gwizdku była radość, ale też smutek. Marcel wiedział, że przez jakiś czas nie będzie grał z tą samą drużyną.
Powód jest ważny. Młody rugbista podpisał kontrakt z francuską drużyną i wyjeżdża, aby dalej się rozwijać. Jak mówił, Francja jest jednym z najważniejszych krajów rugby w Europie, a szkolenie młodzieży stoi tam na bardzo wysokim poziomie.
– Czuję ogromną ekscytację, że będę mógł się cały czas rozwijać – przyznał.
Jest też stres. Marcel wyjeżdża sam. Bez rodziny, bez bliskich, bez codziennego wsparcia na miejscu. Ma świadomość, że będzie to duże wyzwanie, nie tylko sportowe. Jednocześnie traktuje wyjazd jako szansę, której nie chce zmarnować.
Duża część rozmowy dotyczyła pracy. Marcel mówił wprost, że sam talent nie wystarczy. Trzeba trenować, chodzić na siłownię, biegać, robić rzeczy, które nie zawsze są przyjemne. Także wtedy, gdy boli.
– Talent bez ciężkiej pracy jest niczym – podkreślił.
Według niego właśnie to odróżnia zawodników, którzy idą dalej, od tych, którzy zatrzymują się w miejscu. Regularność. Siłownia. Poranne treningi. Rozbieganie po meczu. Dyscyplina, nawet wtedy, kiedy łatwiej byłoby zostać w domu.
Marcel mówił też o rugby w Polsce. Jego zdaniem zawodnik, który chce wejść na wyższy poziom, w pewnym momencie potrzebuje mocniejszej rywalizacji. Większej liczby meczów, sparingów i kontaktu z zawodnikami z innych krajów. Dlatego wyjazd do Francji może być dla niego tak istotny.
W rozmowie pojawił się również wątek rodziny. Marcel kilka razy wspominał tatę, który zaraził go rugby i od początku był blisko jego sportowej drogi. Po meczach wspólnie oglądają powtórki i analizują grę. To właśnie jego zdanie Marcel ceni szczególnie mocno.
Na koniec młody zawodnik mówił, za co można pokochać rugby. Za kontakt, adrenalinę, ludzi, atmosferę i emocje. Ale jego odpowiedź była jeszcze prostsza.
– Ja kocham za wszystko. To moje rugby – powiedział Marcel Marczewski.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze