Reklama

Historia pewnego obrazka z helikopterem

26/10/2011 20:54
Niektórzy powiedzą, że to typowe wcielenie w życie porzekadła „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Ale w kontekście tej historii brzmi to chyba zbyt trywialnie. Wolę ująć to tak: to historia o tym, jak Julka potrafiła przekuć jedno z najgorszych doświadczeń w swoim życiu w jedno z najpiękniejszych. Historia pewnego obrazka z helikopterem.


Był ładny czerwcowy dzień, kiedy 10-letnia Julka Sałacińska z rodzicami i rodzeństwem pojechali do stolicy. Najpierw do Ministerstwa Zdrowia, potem do Centrum Kopernika. Wszyscy byli bardzo dumni. I nic dziwnego, Julia zajęła drugie miejsce w ogólnopolskim konkursie plastycznym „Szpital w Unii Europejskiej oczami małego pacjenta”.

Na konkurs Ministerstwa Zdrowia wpłynęło ponad 700 prac. Ich poziom był bardzo wysoki. Nagrody najlepszym małym artystom wręczała sama minister Ewa Kopacz. Julka dostała odtwarzacz mp4 i program do nauki angielskiego. Ale ważniejsze było spotkanie z organizatorami i laureatami konkursu. Starannie zadbano, by oprawą, a i zabawą faktycznie uhonorować zwycięzców. Wydarzenie relacjonowały media ogólnopolskie. Babcia Julki do dziś wspomina, że wnuczkę można było zobaczyć w wiadomościach Polsatu.

Dziewczynka nazwała swoją pracę „Szczęście w nieszczęściu. Mój pierwszy lot helikopterem”. Sięgnęła po technikę mieszaną, trochę farb, trochę kredek. Mądrze skomponowany obrazek przedstawia na pierwszym planie śmigłowiec, w tle ogromne, czerwone słońce, las i szpital. Doskonała kompozycja pracy, umiejętność oddania ruchu widzianego z góry helikoptera idzie w parze z ekspresyjnością barw oraz radośnie wspinającego się klucza ptaków i watahy złowrogo wyjących wilków.

Dokładnie rok temu, na początku listopada 2010 roku, Julkę potrącił samochód. Na przejściu dla pieszych ulicy Chodakowskiej, tuż pod szkołą, do której szła. Straciła przytomność. Poturbowana, ze złamaną ręką i wstrząśnieniem mózgu, trafiła do sochaczewskiego szpitala. Podejrzewano uraz głowy, więc natychmiast śmigłowcem przetransportowano ją do szpitala na Niekłańskiej w Warszawie. Tym śmigłowcem z nagrodzonego obrazka.

- Gdy tylko ręka wyzdrowiała, wróciła do malowania. Bo maluje od wczesnego dzieciństwa. Niemal na każdym jej obrazku jest to wielkie słońce, czasami równie wielki księżyc. Kiedy usłyszała o konkursie, od razu postanowiła wziąć w nim udział, by na swój sposób opowiedzieć o wypadku, o szpitalu – opowiada mama Julki, Monika Boruta - Sałacińska, sama będąca uzdolnioną malarką.

Gdy pytam mamę o traumę po wypadku, nie ukrywa, że dziewczynka do dziś boi się przechodzić sama przez ulicę. Tak pod szkołą, jak gdziekolwiek indziej. Nawet zielone światło nie dodaje jej otuchy, potrzebuje drugiej osoby, by pokonać jezdnię. – Ale na pewno takie doświadczenia, jak zwycięstwo w konkursie, samo namalowanie tej pracy, działają tu terapeutycznie – podkreśla Monika.

Wypadek wywołał niepokój wśród uczniów, ich rodziców i nauczycieli Zespołu Szkół nr 7 w Chodakowie. Zrozumiano, że przejście dla pieszych tuż pod szkołą na Chodakowskiej naprawdę jest niebezpieczne. Nie ma tu sygnalizacji świetlnej, nie ma strażnika przeprowadzającego dzieci. Tuż po zdarzeniu samorząd miejski rozważał możliwość zatrudnienia takiej osoby – ale ze względu na koszty od zamysłu odstąpił.

W odpowiedzi na apele sochaczewian, Mazowiecki Zarząd Dróg Wojewódzkich, będący właścicielem Chodakowskiej, przystąpił do działania. – Wykonaliśmy tzw. przejście aktywne, ze znakami informacyjnymi „przejście dla pieszych” i sygnalizatorami ostrzegawczymi z własnym zasilaniem bateriami słonecznymi w zestawie z czujnikami ruchu pieszego. Poza tym wprowadzono tu oznakowanie ostrzegawcze „dzieci” z folii pryzmatycznej odblaskowo-fluorescencyjnej barwy pomarańczowej, ogrodzenie segmentowe i oznakowanie poziome grubowarstwowe - wymienia rzecznik prasowy MZDW Monika Burdon.

Monika Burdon podkreśliła przy tym, że prace na Chodakowskiej wpisują się w szerszy projekt poprawy bezpieczeństwa najmłodszych użytkowników dróg w rejonie wszystkich szkół (jest ich 241) zlokalizowanych przy drogach wojewódzkich – docelowo przy wszystkich szkołach mają powstać barierki ochronne i jednakowe oznakowanie.

Wypadek ma też jeszcze jeden wątek – policyjno-prokuratorski. Do dziś nie zakończono tego postępowania, nie zweryfikowano ewentualnej winy kierowcy samochodu, który potrącił Julkę. Jak powiedziano nam na policji, sprawa jest złożona.

figa

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    GRZECH 2011-10-27 10:14:50

    Drugi artykuł na ten temat pisany przez figa i nadal wskazujemy domniemaną winę kierowcy.

    ..." Do dziś nie zakończono tego postępowania, nie zweryfikowano ewentualnej winy kierowcy samochodu, który potrącił Julkę. Jak powiedziano nam na policji, sprawa jest złożona."...

    Dlaczego nie napisane zostało na przykład: Nie zweryfikowano kto ponosi winę za wypadek.

    Fakt faktem gratulacje dla dziewczynki za jej sukces.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości