Budżet obywatelski może być małym krokiem odbudowywania demokracji lokalnej, samorządności etc. Równie dobrze może jedynie wzmacniać iluzję, że obywatele mają wpływ na cokolwiek. W obecnej wersji jest raczej czymś w rodzaju plebiscytu - jakie zabawki sobie kupimy w tym roku. Zabawki są fajne i potrzebne, ale obywatelskość powinna znaczyć coś więcej.
Na przykład to, żeby obywatele mogli komentować newsy zamieszczane przez urzędników w Internecie.
Na przykład to, żeby samorządy na podstawie swojego widzimisię nie wycinały drzew przed moim domem .
Na przykład to, żeby mieszkańcy danej gminy znali procedurę i widzieli sposób procedowania przy wyborze tych gminnych stanowisk, które obsadzane są w drodze konkursu.
Na przykład to, żeby urzędnicy pochodzący z wyboru za nasze pieniądze nie mogli organizować sobie propagandowego zaplecza. Na gruncie sochaczewskim takim zapleczem jest m.in. wznosząca się na wyżyny wiernopoddaństwa „Ziemia Sochaczewska”. Musicie Państwo pamiętać, że ta forma „obywatelskości” realizowana jest za Wasze pieniądze. Tyle, że propaganda nie chwali co do zasady Waszych osiągnięć jako obywateli, członków i uczestników samorządu, tylko konkretnych osób fizycznych zajmujących konkretne stanowiska. (Przy czym osiągnięcia te nie są w oczywisty sposób realizowane za pieniądze osób, które się nimi chwalą).
Na przykład to, żeby w imię partykularnych interesów samorządy nie walczyły się sobą, niczym chłopcy na szkolnym boisku.
Na przykład to, żeby za nasze pieniądze nie były realizowane ambicje rządzących, tylko nasze ambicje. (Oczywiście budżet obywatelski częściowo na to pozwala, ale mieszkańcy tak się na nim koncentrują, że pozostałe - o wiele większe środki - mogą być wydawane na zachcianki władzy).
Na przykład to, żeby na sesji rady miejskiej mogli zabrać głos zwykli mieszkańcy.
Na przykład to, aby opozycja w radzie miejskiej mogła zabrać głos i żeby koalicja traktowała ją poważnie.
Itd. itp.
Czy taka obywatelskość realizuje się w Sochaczewie?
Nie przekreślam koncepcji budżetu obywatelskiego, choć – jeśli chwilę się nad tym Państwo zastanowicie – to jest on jedynie czymś w rodzaju SMS-owej zabawy w wybieraniu swojego kandydata. Jako taki staje się iluzją, za którą znika do reszty prawdziwa obywatelskość. Można również przypuszczać, że zabawki te i tak zostałyby kupione. Kupując je w ramach budżetu władza zyskuje podwójnie - za zabawki można uzyskać wymierną ilość głosów, dodatkowo sprawiając wrażenie, że to ludzie sami wybrali.
Zabawki kupowane w ramach budżetu są bardzo fajne, ale kupuje się je za Wasze
pieniądze, na kredyt, który i tak Wy będziecie musieli spłacić. W międzyczasie można robić wszystko już bez Waszego udziału.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wszystko co finansuje sochaczewski samorząd miejski musi mieścić się w granicach możliwości jego budżetu lub dodatkowo zaciągniętych kredytów lub obligacji. Niestety dominują w nim wydatki bieżące, a więc konsumpcja. Deficyt budżetu Sochaczewa w latach 2013 i 2014 wyniósł 10.200.335 zł. Z pieniędzy za obligacje w kwocie 26.767.000 zł, tylko 16.566.665 zł przeznaczono na wykup starych kredytów, natomiast kwotą 10.200.335 zł pokryto deficyty budżetowe 2013 i 2014 roku, co jest konsekwencją niefrasobliwej polityki finansowej prowadzonej przez burmistrza i popierających go radnych miejskich. Bez wyemitowania obligacji nie było szans na dodatkowy milion na tzw."budżet obywatelski".Więcej o obligacjach pisałem wcześniej:
SOS dla budżetu Sochaczewa!
Czas na obietnice, za które słono zapłacą inni
Od 2014 roku indywidualny wskaźnik zadłużenia samorządu
Pomysł wskazywania celów, na które przeznaczy się pieniądze sam w sobie jest OK. Natomiast samo pojęcie "obywatelskości" w tym kontekście moim zdaniem jest mylące i pozwala na pewna manipulację - macie budżet obywatelski, to czego jeszcze chcecie. Tymczasem obywatelskość realizuje się w chęci do dialogu, przejrzystości procedur, finansów etc. To nie tylko kupowanie fajnych rzeczy w dużej mierze o charakterze czysto konsumpcyjnym. Proszę mnie sprostować, Panie Jerzy, bo może się mylę, ale czy z emisji obligacji nie finansuje się tej konsumpcji?
Przepraszam czytających, ale w moim komentarzu powyżej zginęło zastosowane wyróżnienie tekstu "italikiem", dotyczące cytowanych wypowiedzi burmistrza i wiceburmistrza. Stąd pozwalam sobie na powtórzenie.
- "Druga edycja z pewnością będzie jeszcze ciekawsza. Spodziewam się jeszcze większej aktywności wnioskodawców. Po pierwsze wszyscy zrozumieli, że to są naprawdę realne pieniądze, prawdziwe projekty i duża szansa na realizację. Można skutecznie powalczyć o swój pomysł, bo ratusz gra fair i jeśli projekt zyska dostateczne poparcie w otwartym głosowaniu, jest realizowany" mówi burmistrz Piotr Osiecki.
- "Parking przy stacji PKP to pomysł, nad którym ratusz pracuje od dłuższego czasu, potem zgłosiło go jedno ze stowarzyszeń. W wielu innych przypadkach czerpiemy jednak z pomysłów mieszkańców, chętnie sięgamy po ich propozycje, bo to jeden z elementów budowania społeczeństwa obywatelskiego. Symboliczne jest to, że w wyborach do Europarlamentu wzięło udział 21proc. sochaczewian, a w I edycję SBO czynnie zaangażowało się ponad 26proc. uprawnionych do głosowania. Wynik świadczy o sukcesie tego projektu" dodaje z kolei z-ca burmistrza i szef Zespołu Opiniującego SBO Marek Fergiński.
Ten artykuł przywraca mi wiarę w obywatelskość mieszkańców Sochaczewa. Od dawna chciałem wyrazić swój krytycyzm do fasadowości poczynań miejskiej władzy w kwestii tzw. "budżetu obywatelskiego". Przecież budżetem obywatelskim jest cały ponad stumilionowy budżet miejski, a 1 mln zł to kwota, której zagospodarowanie zaproponowano mieszkańcom wg. reguł magistratu. Reguł, które później okazały się fikcją, skoro wygrał projekt kosztujący grubo powyżej limitu środków. W Polsce przybywa samorządów realizujących pomysł "budżetu partycypacyjnego" z lepszym, czy gorszym skutkiem. Śledzę ten pozytywny proces i zdecydowanie lepszy skutek osiągają te samorządy, gdzie zaangażowanie władz w sterowanie tym procesem jest mniejsze. Budżet partycypacyjny nie może być okazją do promowania się decydentów, co niestety ma miejsce w Sochaczewie. Ziemia Sochaczewska odtrąbiła już sukces projektu, widziany oczami naszych decydentów.- Druga edycja z pewnością będzie jeszcze ciekawsza. Spodziewam się jeszcze większej aktywności wnioskodawców. Po pierwsze wszyscy zrozumieli, że to są naprawdę realne pieniądze, prawdziwe projekty i duża szansa na realizację. Można skutecznie powalczyć o swój pomysł, bo ratusz gra fair i jeśli projekt zyska dostateczne poparcie w otwartym głosowaniu, jest realizowany mówi burmistrz Piotr Osiecki. - Parking przy stacji PKP to pomysł, nad którym ratusz pracuje od dłuższego czasu, potem zgłosiło go jedno ze stowarzyszeń. W wielu innych przypadkach czerpiemy jednak z pomysłów mieszkańców, chętnie sięgamy po ich propozycje, bo to jeden z elementów budowania społeczeństwa obywatelskiego. Symboliczne jest to, że w wyborach do Europarlamentu wzięło udział 21proc. sochaczewian, a w I edycję SBO czynnie zaangażowało się ponad 26proc. uprawnionych do głosowania. Wynik świadczy o sukcesie tego projektu dodaje z kolei z-ca burmistrza i szef Zespołu Opiniującego SBO Marek Fergiński.Oby Panowie mieli rację!Panu Fergińskiemu przypomnę, że stowarzyszeniem, które zgłosiło Park&Ride była Mazowiecka Wspólnota Samorządowa. Jej członkowie pracowali nad tym pomysłem, kiedy jeszcze obu panów w magistracie nie było.
Wszystkie pozostałe spostrzeżenia autora artykułu są dowodem, że jednak mieszkańcy nie ulegają iluzji serwowanej od kilku lat przez miejską propagandę. Czas na rewizję karykaturalnej polityki komunikacyjnej z mieszkańcami.
Dziękuję, Panie Jerzy.
Wszystko co finansuje sochaczewski samorząd miejski musi mieścić się w granicach możliwości jego budżetu lub dodatkowo zaciągniętych kredytów lub obligacji. Niestety dominują w nim wydatki bieżące, a więc konsumpcja. Deficyt budżetu Sochaczewa w latach 2013 i 2014 wyniósł 10.200.335 zł. Z pieniędzy za obligacje w kwocie 26.767.000 zł, tylko 16.566.665 zł przeznaczono na wykup starych kredytów, natomiast kwotą 10.200.335 zł pokryto deficyty budżetowe 2013 i 2014 roku, co jest konsekwencją niefrasobliwej polityki finansowej prowadzonej przez burmistrza i popierających go radnych miejskich. Bez wyemitowania obligacji nie było szans na dodatkowy milion na tzw."budżet obywatelski".Więcej o obligacjach pisałem wcześniej:
SOS dla budżetu Sochaczewa!
Czas na obietnice, za które słono zapłacą inni
Od 2014 roku indywidualny wskaźnik zadłużenia samorządu
Pomysł wskazywania celów, na które przeznaczy się pieniądze sam w sobie jest OK. Natomiast samo pojęcie "obywatelskości" w tym kontekście moim zdaniem jest mylące i pozwala na pewna manipulację - macie budżet obywatelski, to czego jeszcze chcecie. Tymczasem obywatelskość realizuje się w chęci do dialogu, przejrzystości procedur, finansów etc. To nie tylko kupowanie fajnych rzeczy w dużej mierze o charakterze czysto konsumpcyjnym. Proszę mnie sprostować, Panie Jerzy, bo może się mylę, ale czy z emisji obligacji nie finansuje się tej konsumpcji?