Reklama

Inny wymiar strajku – głos rodzica

12/04/2019 00:05

Dostaliśmy wiadomość od jednego z rodzica dziecka, którego nauczyciele protestują. Jest to temat bardzo trudny i dla wielu oznacza bardzo różne uczucia. Publikujemy treść listu. 


- Jestem mieszkanką tego miasta od bardzo wielu lat. Tu urodziło się moje dziecko, tu chodziło do przedszkola i tu uczęszcza do szkoły podstawowej. Jestem samotną matką. Nie jest mi łatwo. Nie zawsze życie układa się tak aby móc dzielić dzień z dorosłym, który bywa oparciem. Jako rodzice, to co mogliśmy zrobić najlepszego dla naszego dziecka to życie oddzielnie. Ojciec bywa dwa razy w miesiącu w weekendy. 

Reklama


Wstajemy rano. Nie ma różnicy czy lekcje zaczynają się od 11.30 czy od 8.00. musimy wyjść rano. Moja praca zaczyna się o 8.00 i trwa do 16.00. Idealnie, można rzec. Do pracy nie mam daleko, ale i tak oznacza to, iż moje dziecko większość dnia spędza w szkole.  Odbieram je ze świetlicy, zresztą do której codziennie odprowadzam co rano. Tam zawsze wita mnie uśmiechnięta nauczycielka. Mimo wielu godzin spędzonych z uczniami o różnych humorach. Zawsze dopilnuje czy kanapka zjedzona i odrobi sporo zadanych lekcji. Często znajdą jeszcze czas na rysunek. Cały dzień w szkole moje dziecko spędza z nauczycielami. Jestem im bardzo wdzięczna. 

Reklama


Wracamy do domu i mamy chwilę na obiad przygotowany dnia poprzedniego wieczorem. Sprawdzenie lekcji i kilka chwil na zabawę. Potem sen i kolejny dzień podobny do poprzedniego. Doceniamy tą jednostajność. Moja praca polega na kontaktach z ludźmi. Bywa różnie. Są też tacy, którzy niekoniecznie wykazują kulturę języka. Muszę dawać sobie z tym radę. Pracuję zadaniowo i mam taki system, który wypracowałam i daje mi on 2500 zł netto pensji. Dodatkowo dwa razy w miesiącu dorabiam w weekendy. To jest zasilenie budżetu domowego o 500 zł. Pracuję ok 200 godzin w miesiącu. Czasem współpracownicy czy szef dzwonią do mnie po pracy. Ja odbieram bądź oddzwaniam. Nie mam służbowego telefonu. Kiedy byłam na rozmowie kwalifikacyjnej jasno przedstawiono warunki pracy. Miałam wybór. Brać albo szukać dalej. Zostałam, stabilność pracy i wypłaty jest dla mnie bardzo ważna. 

Reklama


Dni były bardzo podobne do siebie. Aż do tego poniedziałku. Musieliśmy zostać w domu. Dwa razy zabrałam dziecko do pracy. Ale to absolutnie się nie sprawdziło. Jako rodzice dostaliśmy niepisany komunikat, że zajęć nie będzie i wskazane jest zapewnienie opieki we własnym zakresie. Nikt nie przyprowadził dziecka do szkoły. Moje też nie chciało być w niej bez kolegów i koleżanek. Zresztą co to za pobyt bez zajęć z nauką. Tak jak sto procent innych rodziców w tej klasie nie przyprowadziłam dziecka do szkoły.

Reklama


Nie mam krowy, ani innego zwierzaka, nie pobieram zasiłku i 500 plus. Nie klasyfikuję się na alimenty, gdyby jednak ojciec dziecka przestał płacić. Wszyscy pytają czy popieram strajk. Czy kwota 2000 zł to jałmużna. Czy to godne. Nie mam czasu na dyskusje. Nikt mnie nie pyta czy 2500 zł to dużo. Czy starcza na życie i wynajem się zapłacił. Nie mam obok siebie grupy osób wspierającej się wzajemnie w walce z niegodnymi zarobkami. Jestem tak niewidzialna, że granice mojego istnienia przechodzą obok innych. Niezauważalnie. 

Reklama


Jeśli zostaniemy jeszcze kilka tygodni w domu, stracę prace. Stracę miejsce zwane domem i 2,70 na chleb. 


Popieram strajk. Każdy powinien godnie zarabiać. 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    wbienko 2019-04-15 09:15:52

    Problem Pani i nauczycieli się przenika i ma wspólną genezę - słabość państwa drenowanego przez pomysły „reformatorskich geniuszy” politycznych. To państwo w ramach swojego budżetu powinno zadbać o ludzi w trudnej sytuacji społecznej, powinno zadbać o poziom edukacji i sytuację finansowa ludzi za edukację odpowiedzialnych. Macie jednak Państwo wspólnie problem. Pani, nauczyciele, pielęgniarki, młodzi lekarze, ratownicy medyczni, pracownicy wymiaru sprawiedliwości i ogólnie "budżetówki" - dołączę jeszcze do tego grona osoby niepełnosprawne i niepełnosprawne dzieci oraz ich opiekunów. Otóż, mówiąc kolokwialnie, nie jesteście Państwo „targetem” mogącym posłużyć wyborczym planom przewodniej siły narodu - partii rządzącej. Wasz głos może zyskać siłę tylko dzięki solidarności. Ja mogę Was tylko wspierać myślą, mową i uczynkiem..

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    robroy 2019-04-14 16:19:12

    @infofouryouinfo ale przyznasz ze co najmniej 50 % sukcesu to Twoja zasługa? wspaniały nauczyciel potrafi podpowiedzieć,pokierować ,naprowadzić na ścieżkę zawodową,ale czy ktoś skorzysta z rad to tylko jego wola i chęć.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    infoforyouinfo 2019-04-14 15:03:01

    Wiele naszych tekstów powstaje dzięki Waszym listom. Zwracacie w nich uwagę na problemy, którymi warto się zająć i przedstawić je opinii publicznej. Gorąco zachęcamy do nadsyłania listów pod adres listydoredakcji@redakcjaonet.pl.
    Poniżej pełna treść listu.
    Pracuję w branży IT, średnia wieku moich kolegów to ok. 30 lat, a średnie zarobki – ok. 10 000 brutto na umowie. Mam świadomość, że za dwa lata moje zarobki powinny wzrosnąć o minimum 40 proc. To tyle słowem wstępu.
    Wiem, ile warta jest dobra edukacja: finalista olimpiady przedmiotowej, nagroda Ministra Nauki i Szkolnictwa wyższego dla najlepszych studentów, osiągnięcia w kole naukowym. To wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie świetni nauczyciele w gimnazjum (matematyka) i liceum (chemia), którym, w zaangażowaniu, moi nauczyciele akademiccy nie dorastają do pięt.
    Wielu z nich poświęcało mi swój czas po lekcjach, nawet za darmo, żebym ja mógł być w czymś lepszym, żebym mógł się rozwijać. Siedzieli w domach i zastanawiali się jakie zadanie mogą mi dać, aby jeszcze bardziej stymulować mój rozwój. To dzięki naszej wspólnej ciężkiej pracy jestem tu, gdzie jestem.
    I bawi mnie, że niektórzy potrafią porównywać, pod względem odpowiedzialności i wymaganych kwalifikacji, ten zawód do sprzątaczek, czy kasjerów. Kiedy czytam takie komentarze, ogarnia mnie pusty śmiech – ile jest innych zawodów, które mają na swoich barkach większą odpowiedzialność za całe społeczeństwo? Kilka? Czy, któryś z nich jest gorzej płatny?
    Pamiętam, kiedy w moim gimnazjum chłopak w klasie mojej matki popełnił samobójstwo z powodu ocen z niemieckiego, pamiętam, ile szamba wylała wtedy lokalna gazeta na szkołę (ta sama, która miesiąc wcześniej wpraszała się na choinkę szkolną, żeby mieć co wydrukować).
    Kiedy pomyślę sobie, że nawet za te 5 tysięcy brutto (które dla moich znajomych są osiągalne po 6 miesiącach stażu, a nie 20 latach) miałbym się użerać z taki bagażem emocji, stresu i agresji, to nawet nie wychodziłbym z domu.
    Nie twierdzę, że każdy nauczyciel jest idealny, bo nie jest. Spotkałem i takich.
    Jestem „roszczeniowym” milenialsem i wiem, że nikt z mojego pokolenia nie da sobie gęby wycierać „powołaniem”, które sprowadza się do pogardy, hejtu i pracy za grosze.
    To o co chodzi w tym sporze, to to, aby Ci najlepsi spośród pedagogów dalej wstawali z łóżka, szli do pracy i kształcili młode pokolenia w szkołach publicznych. To od społeczeństwa zależy, czy młodzież będą kształcili absolwenci najlepszych uczelni, czy najgorszych.
     

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama