Sochaczewska prokuratura przesłuchała wreszcie internautę, który chwalił się na forach swą wiedzą o wydarzeniu pod dyskoteką w Rybnie. Od trzech miesięcy prokuratura starała się o ujawnienie danych internauty podpisującego się nickiem Janusz albo Staw. Po odmowie operatora platformy TVN-Kontakty24, trzeba było aż decyzji sądu, by dane te otrzymać i wezwać świadka na przesłuchanie.
Przypomnijmy, że od czerwca prowadzone jest postępowanie w sprawie tragicznego zdarzenia pod dyskoteką Viva w Rybnie. W jego wyniku uderzony przez cofający szybko samochód syna sochaczewskiego biznesmena 50-letni parkingowy zmarł w szpitalu.
Sprawa stała się bardzo głośna, szczególnie żywo komentowana na internetowych forach. Zwłaszcza jeden z internautów wydawał się być w posiadaniu dużej wiedzy o zajściu. Pisał, że uderzenie nie było przypadkowe, że słyszał groźby ze strony 21-latka i tym podobne rewelacje, których nie potwierdzili będący na miejscu świadkowie. W tej sytuacji prokuratura postanowiła poznać tożsamość Janusza, by go przesłuchać, bo, jak powiedziała prokurator rejonowa Beata Sobieraj-Skonieczna, mogło to przecież w sposób istotny zmienić kwalifikację prawną zdarzenia. Nie mogła więc tego zignorować.
W ubiegłą środę, na wezwanie prokuratury stawił się tajemniczy Janusz, mieszkaniec Sochaczewa, mężczyzna około czterdziestki. - Od razu zachowywał się agresywnie - mówi prokurator. - Wyrażał swe oburzenie, że w ogóle został wezwany i że chcemy na nim wymuszać zeznania. Ponadto wykrzykiwał, iż sąd i prokuraturę należałoby rozwiązać, bo my się boimy Ćwiąkalskiego, obrońcy sprawcy zdarzenia, więc i tak zatuszujemy sprawę. Jednocześnie wycofał się ze wszystkich swych internetowych rewelacji. Twierdził, że tam nie był i nic na ten temat nie wie. Dlaczego to pisał? Twierdził, że po to, aby zachęcić innych, którzy coś wiedzieli, do składania zeznań.
Na pytanie, czy pani prokurator nie uważa, iż być może internauta z obawy wycofuje się ze swych oskarżeń, usłyszeliśmy, że z jej oceny tego człowieka po przesłuchaniu wynika, iż to mało prawdopodobne. Ponadto sam powiedział, że jest silny i nikogo się nie boi. Ale ponieważ nigdy nie można być na sto procent pewnym, prokurator postanowiła powołać go jako świadka na sądową rozprawę syna biznesmena. - Napisał przecież w jednym z postów, że wszystko ujawni w sądzie - dodaje pani prokurator.
- Dla mnie jest to ewidentne utrudnianie postępowania, które przez niego opóźniło się o trzy miesiące, a jednocześnie paskudne granie na ludzkich uczuciach - komentuje sprawę Beata Sobieraj-Skonieczna. - Jeśli pisze, że wszystko widział i słyszał, że gdy nieżyjący 50-latek nie wpuścił tamtego do dyskoteki miał usłyszeć, iż tamten go załatwi i, zdaniem Janusza, załatwił, to zrozumiałam, że ma konkretną wiedzę na temat zdarzenia. Więc jeśli to wszystko blaga, to mógł ją przecież zdementować w internecie i nikt by go nie szukał. A przecież wiedział, że go poszukujemy. Teraz mówi, że nic nie wie.
Przypomnijmy, że przesłuchania naocznych świadków nie potwierdziły tych podejrzeń. Niewiele wniosły też nagrania z kamery monitoringu. W tej sytuacji prokurator prowadzący sprawę zakwalifikował czyn, jako wypadek ze skutkiem śmiertelnym.
Sławomir Burzyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
„kto, naruszając, chociażby nieumyślnie, zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, powoduje nieumyślnie wypadek, w którym inna osoba odniosła obrażenia ciała określone w art. 157 § 1, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. „Jeżeli następstwem wypadku jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na jej zdrowiu, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8” (art. 177 § 2 K.k.). Zakaz prowadzenia pojazdów jest jednym z środków karnych, jaki można orzec zgodnie z Kodeksem karnym. Stosownie do art. 42 § 1 K.k. „sąd może orzec zakaz prowadzenia pojazdów określonego rodzaju w razie skazania osoby uczestniczącej w ruchu za przestępstwo przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji, w szczególności jeżeli z okoliczności popełnionego przestępstwa wynika, że prowadzenie pojazdu przez tę osobę zagraża bezpieczeństwu w komunikacji”.
„sąd orzeka zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na zawsze w razie ponownego skazania osoby prowadzącej pojazd mechaniczny w warunkach określonych w § 3” (art. 42 § 4 K.k.).
Mówicie że ten człowiek popełnił już poważne wykroczenie wcześniej - jeśli Sąd nie zabierze mu prawa jazdy to przestane wierzyć że polskie Prawo działa.
jak było? pewnie niejeden wie ale czy powie? wydaje mi się (po przeczytaniu artykułu) że Staw podszedł do sprawy emocjonalnie,jeżeli go tam nie było -pewnie słyszał o zdarzeniu od świadków,( w jego mniemaniu wiarygodnych skoro pisał jakby tam był),tylko teraz ich stracił,zamilkli,monitoring niczego nie wykazał (zawsze szlag urządzenia trafia jak są potrzebne) prokurator beztrosko podaje do wiadomości co mówił świadek(Staw),a podała co mówił sprawca? pani prokurator ujawniła tajemnicę spowiedzi sądowej,pewnie za poradą prawników zamilkli zajadli obrońcy sprawcy,wyzywający w niewybrednych słowach uczestników tego forum w stadium początkowym ,po czym wiele wpisów zniknęło,o wypadku napisał Express Sochaczewski
Waldemar T. (51 lat), strażak z Rybna pomagał czasami ochroniarzom na dyskotece Viva w Rybnie. Był tam też w nocy z soboty na niedzielę (9 na 10 czerwca). Wtedy to na parkingu przy dyskotece pojawił się w bmw X5 Hubert W. (21 lat). Jak twierdzą świadkowie zdarzenia doszło do spięcia między nim a Waldemarem T. Ponoć w pewnym momencie Hubert W. odjechał kawałek a potem tyłem rozpędzonego auta wjechał w Waldemara T.
- To nie był manewr cofania, jak podała w kronice policja – twierdzi mieszkanka Rybna - To moim zdaniem było rozmyślne działanie, żaden przypadek.
Uderzenie auta było potężne, jego siła podrzuciła mężczyznę do góry. Po chwili zmasakrowany upadł na parking.
Według policji sprawca był trzeźwy. Być może był naćpany, ale tego już się nie dowiemy, bo kierowcy nie zbadano na tę okoliczność. Prawdopodobnie zajście uwiecznione zostało przez monitoring dyskoteki, lecz pojawiła się pogłoska, że nagranie zniknęło.
- Ja się tylko boję, że cała sprawa zostanie wyciszona – dzieli się z nami swoimi obawami znajomy Waldemara T. -
Jak się okazuje, to nie jest pierwsza kolizja samochodowa Huberta W. W listopadzie 2010 roku skosił terenowym porsche dwa słupy energetyczne przy ulicy Żeromskiego.
świadkowie mówią o kłótni, o rozmyślnym działaniu,o tym pisał Staw,teraz cisza,Staw dostanie ze 3 lata ,być może w zawiasach,za oczernianie,rodzina zabitego pójdzie na cmentarz zapalić znicz,a kierowca wsiądzie w nowy samochodzik i ruszy w trasę,i to by było na tyle
„kto, naruszając, chociażby nieumyślnie, zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, powoduje nieumyślnie wypadek, w którym inna osoba odniosła obrażenia ciała określone w art. 157 § 1, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. „Jeżeli następstwem wypadku jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na jej zdrowiu, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8” (art. 177 § 2 K.k.). Zakaz prowadzenia pojazdów jest jednym z środków karnych, jaki można orzec zgodnie z Kodeksem karnym. Stosownie do art. 42 § 1 K.k. „sąd może orzec zakaz prowadzenia pojazdów określonego rodzaju w razie skazania osoby uczestniczącej w ruchu za przestępstwo przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji, w szczególności jeżeli z okoliczności popełnionego przestępstwa wynika, że prowadzenie pojazdu przez tę osobę zagraża bezpieczeństwu w komunikacji”.
„sąd orzeka zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na zawsze w razie ponownego skazania osoby prowadzącej pojazd mechaniczny w warunkach określonych w § 3” (art. 42 § 4 K.k.).
Mówicie że ten człowiek popełnił już poważne wykroczenie wcześniej - jeśli Sąd nie zabierze mu prawa jazdy to przestane wierzyć że polskie Prawo działa.
ale co?
to było do przewidzenia