Reklama

IV Wiosenny Rajd Klubu Extrem Puławy 2 kwietnia 2005 r.

Zebra Off-Road Klub Sochaczew
03/04/2005 21:14
W pierwszą sobotę kwietnia odbył się IV Wiosenny Rajd Klubu Extrem Puławy organizowany przez naszego terenowego przyjaciela „Złego Psa”. Nasz miejscowy „Zebra Off – Road Klub Sochaczew” reprezentowany był tym razem przez dwa samochody w obsadzie:
- zebrowy UAZ pod Oskarem Harasińskim (kierowcą), Bartkiem Harasińskim (pilotem) i Adamem Żakowskim (załogantem) oraz
- Landrover TOMCAT pod Jurkiem Gabrielczykiem (kierowcą) i Patrycją Harasińską (mocno ekploatowanym pilotem).

Z Sochaczewa wyjechaliśmy o 4.00 rano tak, aby być w Puławach na 7.00. Baza rajdu znajdowała się w ośrodku PTTK pod Kazimierzem Dolnym. Start był o 8.00 i od razu zaczęły się próby, polegające na zdobywaniu pieczątek w swojej karcie startowej (po 15 dla klasy wyczynowej i extrem). Po terenie poruszaliśmy się według roadbooka. Trasa miała długości w sumie ok. 120 km. Pierwsze pieczątki wydawały się proste, ale teren, jak zwykle, bywa zdradliwy. Na trzeciej próbie UAZ złamał półośkę. Niestety musiał zostać, bo samochód miał zablokowane jedno koło i nie można go było nawet holować. Jednak dzięki uprzejmości organizatorów udało się dowieźć „rozbitkom” jakąś zapasową półoś. Załoga ZEBRY została i naprawiała skręcone kopytko, a tymczasem TOMCAT pomknął dalej na trasę. Z założenia mieliśmy jechać w dwuzałogowym teamie, ale po krótkiej naradzie rozdzieliliśmy się. Od tego momentu jechaliśmy oddzielnie i spotkaliśmy się dopiero koło północy.

TOMCAT sprawował się bardzo dobrze. Bez żadnych większych uszczerbków pokonywał poszczególne próby. Trasa biegła po bardzo ciekawym terenie, będącym największym w Polsce skupiskiem wąwozów lessowych (ok. 800 szt.). Próby lokowane były w wodzie, w krzakach, w lesie, w wąwozach, w kamieniołomach, w kopalniach piachu i w każdym innym możliwie trudnym miejscu. Warunki na próbach również były zróżnicowane. W jednym miejscu było grząskie błoto, w innym leżał jeszcze zmarznięty śnieg. Po zimie wąwozy pełne były zwalonych drzew i krzaków. Podmyte dna stawały się czasami pułapkami, a podmokłe skarpy niebezpiecznymi urwiskami.

Oprócz pieczątek do zaliczenia były jeszcze 4 odcinki specjalne (OS-y), które ustawiono w wyeksploatowanych kopalniach piachu. To właśnie te OS-y miały zróżnicować punktację i wykazać, kto najbardziej zasługuje na miejsce na pudle.

Do godziny 20.00 należało oddać karty startowe. TOMCAT na pustym baku, z rozpędu chyba, dojechał do bazy na czas. Na ZEBRĘ czekaliśmy i czekaliśmy... Okazało się, że po zrobieniu 4 OS-ów i 11 pieczątek ZEBRA straciła koło i utknęła na dnie wąwozu, na brzegu urwiska. Tylko ZŁY PIES mógł jechać na ratunek, ale musiał liczyć wyniki, na które czekało 60 zmęczonych chłopa. Ustalono, że po ogłoszeniu wyników wybrana delegacja pojedzie reanimować ZEBRĘ.

Dwa samochody o 23.00 w wąskich ciemnych wąwozach pomknęły na pomoc. Okazało się, że UAZ-a nie da się wyciągnąć z miejsca gdzie utknął. Należało wrócić po zamiennik dla uszkodzonej części (wąs zwrotnicy) i po koło zapasowe. Jednogłośnie ustalono, że załoga będzie zabrana do bazy na bigos i kiełbaski z ogniska, a po auto wróci się rano. Jak pomyślano, tak zrobiono i zmarznięci pechowcy zawitali do cywilizacji. Humory poprawił im puchar Fair Play, który głosami startujących zawodników przypadł im w udziale. Niestety z powodu nie zdania karty startowej w terminie nie zostali umieszczeni w końcowej klasyfikacji, ale ze źródeł wiemy, że nieoficjalnie uplasowali się na trzecim miejscu. TOMCAT zajął drugie miejsce. Tak więc cała reprezentacja sochaczewska zakończyła rajd na pudle.

Straty w sprzęcie:
- jedna półoś od UAZ-a,
- jedna opona od UAZ-a,
- jedna szyba od Landrovera,
- jedna lampa przednia od Landrovera,
- jeden wąs zwrotnicy,
- półtorej szekli, znaczy się jedna cała i zawleczka drugiej,
- jeden trap (odzyskany cudem po imprezie),
- trochę świeżego naskórka i kilka kępek włosów.

Więcej strat nie pamiętam.

Wszystko szczęśliwie się skończyło. UAZ rano nadal stał w wąwozie – jedynie na masce znaleźliśmy kartkę z notatką: „Byliśmy tu, pojechaliśmy dalej, pożyczyliśmy siekierę, ale oddaliśmy – jest na miejscu.” Okazało się, że jeszcze dwie załogi były na trasie około północy. Oni rajd skończyli o 5.30 rano, świetnie zdając sobie sprawę, że i tak nie będą klasyfikowani. To się nazywa zapał off – roadowy !!!

Już niedługo pojawią się jakieś zdjęcia z trasy. A tymczasem zapraszamy 10 kwietnia na Country Cross...

PS: Jednak mocno zasmuciła nas informacja, którą organizatorzy przekazali nam po zakończeniu zabawy... W trakcie symbolicznej minuty ciszy ze smutkiem wsłuchiwaliśmy się w dzwony kazimierzowskiego kościoła.

trycja
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama