Dla większości młodych ludzi gimnazjum to zaledwie początek edukacyjnej drogi, to etap w poszukiwaniu swojego miejsca w zawodowym i społecznym życiu. Potem zaczyna się poszukiwanie dobrej szkoły średniej, wymarzonego kierunku studiów i pracy, która przyniesie satysfakcję. Taki scenariusz nie dotyczy jednak wszystkich. Dla pewnej grupy nastolatków gimnazjum to etap nie do przebrnięcia, a dla ich rodziców obowiązek szkolny to tylko puste hasło. Doskonale wiedzą o tym pedagodzy szkolni, którzy ostatnio podjęli dyskusję, co robić z takimi przypadkami. Smutna diagnoza „Problem dotyczy najczęściej rodzin wielodzietnych o niskich dochodach, korzystających z pomocy społecznej. Rodzice bez wykształcenia, bezradni i niewydolni wychowawczo, nie dostrzegają potrzeb swoich dzieci i przekazują im wzorzec życiowy „na przetrwanie” – charakteryzuje środowisko psycholog w Gimnazjum nr 1 Anna Poczobut. – Ponieważ dzieci nie mają wyrobionych nawyków systematycznego uczenia się, ani bodźców od rodziców, pojawiają się braki w szkolnych wiadomościach i umiejętnościach. W II klasie gimnazjum są już tak wielkie, że dzieci te nie mogą sobie poradzić”. Niektórzy uczniowie korzystają z pomocy, jaką oferuje szkoła, względnie świetlice środowiskowe i spełniają przynajmniej minimalne wymagania programowe. Jednakże w każdym roczniku jest grupa dzieci, które nie potrafią nadrobić zaległości. Uciekają w wagary, powtarzają klasę, wreszcie przestają chodzić do szkoły. Taki scenariusz nie jest identyczny w każdym przypadku, ale oddaje problem. Jolanta Bajurska – pedagog z Gimnazjum nr 2 w Sochaczewie dodaje do tego wchodzenie w nałogi, w złe środowisko, co kończy się kontaktami z wymiarem sprawiedliwości. „Uczniowie ci mają często, od wczesnego dzieciństwa, niezaspokojone podstawowe potrzeby. Przychodzą do szkoły głodni, brudni i zziębnięci. Czasami, chcąc odmienić swój los, zatrudniają się w różnych miejscach, żeby zarobić trochę pieniędzy, więc nie mają czasu chodzić do szkoły. Inni wybierają łatwiejszą drogę, zaczynają kraść, wchodzić w nielegalne interesy”. Emilia Wardęga, pedagog z Powiatowego Ośrodka Interwencji Kryzysowej twierdzi, że w skali roku na terenie całego powiatu gimnazjum nie kończy ok. 30 dzieci, a więc jedna klasa. A to już jest problem. Pedagodzy szukają rozwiązań „Naszą ideą jest pomóc dzieciom skazanym na zepchnięcie na margines społeczeństwa z racji niewydolności wychowawczej rodziny – mówi Anna Poczobut. – Dzieci te często mają różne zaburzenia rozwojowe, np. nadpobudliwość psychoruchową, dysleksję, obniżenie funkcji intelektualnych. W wielu wypadkach zaburzenia te nie są zdiagnozowane, a na pewno nie były poddane terapii. Po przebrnięciu przez szkołę podstawową, trudności te nasilają się w gimnazjum”. „Chodzi nam o uczniów, którzy zbliżają się do 18 roku życia i chętnie poszliby do szkoły, ale takiej, która umożliwiłaby im pracę – precyzuje Elżbieta Liberadzka – pedagog w gimnazjum w Chodakowie. – Takich uczniów, którzy z trudem docierają do III kl. gimnazjum, możemy rozpoznać wcześniej, jest to czas, żeby podpowiedzieć coś rodzicom i dać ich dzieciom szansę”. 18 rok życia jest o tyle ważny, że do tego momentu dzieci posiadają obowiązek szkolny. Ale jeśli go nie realizują, tzn. nie chodzą w ogóle do szkoły, po tym okresie są wykreślane z listy uczniów. Nie otrzymują świadectwa ukończenia szkoły, które z kolei może być potrzebne w dalszym życiu. Problemem jest także fakt, że bez zgody rodziców szkoła nie może samodzielnie podjąć żadnych działań dyscyplinujących ani wspomagających. „Bywają takie sytuacje, że próbujemy wzywać rodziców, sami chodzimy do domów i czasem upływa kilka miesięcy, zanim uda nam się nawiązać jakikolwiek kontakt, po czym okazuje się, że rodzic na nic nie wyraża zgody i w ten sposób sam karze swoje dziecko” – mówi Jolanta Bajurska. Jest kilka możliwości Jedną z propozycji jest utworzenie gimnazjum dla dorosłych. Mogłoby ono powstać przy Centrum Kształcenia Ustawicznego. Naukę w takiej szkole podejmują osoby, które ukończyły 18 rok życia, ale w niektórych wypadkach mogą to być także 16-latkowie. Istotnym atutem takiej placówki jest to, że zajęcia odbywają się w systemie wieczorowym lub zaocznym. Stwarza to możliwość nauki i pracy jednocześnie. Warunkiem jest jednak, że szkoła taka musiałaby być bezpłatna, bo w innym wypadku potencjalnych uczniów nie będzie stać na nią. Anna Poczobut opowiada o uczennicy gimnazjum, która ma już kilkumiesięczne dziecko i dla niej nauka w normalnej szkole stanowi poważny problem. Być może gimnazjum dla dorosłych byłoby jakimś wyjściem. Inny sposób na rozwiązanie problemu to oddziały przysposabiające do pracy powoływane w gimnazjach. Elżbieta Liberadzka podaje przykład uczennicy swojego gimnazjum, która ledwie pisze i czyta, ale za to ma wyjątkowy talent fryzjerski. Jeśli nie ukończy gimnazjum, prawdopodobnie nie znajdzie pracy, nie skończy nawet kursu, który umożliwiłby jej wykonywanie zawodu. Emilia Wardęga dodaje, że wielu „opornych” uczniów zostaje w przyszłości dobrymi fachowcami w zawodach poszukiwanych na rynku, ale jeśli nie skończą szkoły, ciągnie się to za nimi do końca życia. Oddziały przysposabiające do pracy od kilku lat istnieją w Gimnazjum nr 2. Jolanta Bajurska, pedagog tej szkoły i najczęściej wychowawca takiej klasy opowiada, że w poprzedniej edycji kształcili operatorów wprowadzania danych, w tym roku jest to specjalność - ślusarz. Chłopcy robią młotki, grabie, naprawiają zamki. Dziewczęta z kolei zajmują się gospodarstwem domowym. Idea takiej klasy polega na dostosowaniu wymagań do możliwości uczniów i położeniu nacisku na przedmioty zawodowe. Jest to jednak pomysł dla tych, którzy chcą skończyć szkołę, ale odstają od poziomu. Pedagodzy szukają natomiast sposobów dla tych, którzy z różnych powodów nie chodzą do szkoły. Możliwość ukończenia gimnazjum daje też Ochotniczy Hufiec Pracy, ale w Sochaczewie nie ma już takiej formy edukacji. Trzeba uczniów kierować do innych miast, a na to często nie godzą się rodzice. Do OHP mogą trafiać uczniowie od 15 roku życia, tutaj kontynuują naukę i zdobywają zawód, ale jak sprawić, aby się tam znaleźli – zastanawiają się pedagodzy. Rodziców to nie interesuje, a szkoła, bez zgody opiekunów, nie może sama podjąć decyzji. Podobnie jak w przypadku egzaminów eksternistycznych, które organizują okręgowe komisje egzaminacyjne. Emilia Wardęga, w czasie naszej rozmowy, uzgadniała telefonicznie taką możliwość w przypadku jednej z podopiecznych, ale czy zdecyduje się ona przystąpić do egzaminu, nie wiadomo. Początek dyskusji Pedagodzy mają nadzieję, że będzie to początek dyskusji o młodych ludziach wykluczonych ze społeczeństwa. Z jakiegoś powodu, najczęściej leżącego głęboko w uwarunkowaniach rodzinnych i środowiskowych, już na początku swojej drogi życiowej trafiają na margines. Stąd już tylko krok do konfliktów z prawem, odrzucenia i szukania akceptacji w środowiskach przestępczych. Rodzice nie mogą lub nie chcą pomóc, szkoła ma związane ręce, bo musi się trzymać przepisów. Dzisiaj obowiązek szkolny istnieje bowiem tylko na papierze, nie ma żadnych sankcji za uchylanie się od niego. Pedagodzy nie ukrywają, że liczą na pomoc i zainteresowanie władz oświatowych, ale nie tylko. Ich zdaniem sposobem na realizowanie obowiązku szkolnego mogłyby być restrykcje w stosunku do rodziców. Najlepiej finansowe, bo tylko takie są w stanie zmobilizować ich do działania. Pewnie nie jest to idealny sposób, ale może trzeba od czegoś zacząć? Jolanta Śmielak-Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze