W tym odcinku naszego cyklu o Sochaczewie rozmawiamy z Jackiem Zawadzkim, właścicielem firmy Elzaw, specjalizującej się w branży elektrycznej. Nie jest rodowitym sochaczewianinem, ale mieszka tutaj już 30 lat. - Dostałem nakaz pracy do tutejszej parowozowni. Podpisywało się kiedyś takie umowy o stypendium fundowane. Ja miałem do wyboru Warszawę, albo Sochaczew. Trochę z przekory dla komuny wybrałem Sochaczew - opowiada nasz rozmówca o tym, jak trafił do Sochaczewa. Niech Pan opowie coś miłego o Sochaczewie. Sochaczew, to dla mnie absolutne przyzwyczajenie. Nie jestem sochaczewiakiem z krwi i kości i może dlatego mniej sentymentalnie podchodzę do tego miasta. Cóż, nie mogę stwierdzić, że jest ono piękne. Ale to nie jego wina. Wojny poniszczyły zabytki. Ubolewam, że tak mało ich zostało. Jednak miasto kojarzy mi się mile z tą małą stabilizacją, którą tutaj osiągnąłem. Kiedy się tu sprowadziliśmy, zamieszkaliśmy na osiedlu Ogrody. Było cicho, spokojnie, a my z żoną nie lubiliśmy wielkomiejskiego zgiełku i gwaru. Żona dostała pracę w szkole. Ja po stażu dojeżdżałem do pracy w Warszawie, ale w sumie nie było to jakoś szczególnie uciążliwe. Tutaj wychowaliśmy dzieci. Wszędzie było blisko: do szkoły, do sklepu. Tą małą stabilizację można było osiągnąć. A co teraz ceni Pan w Sochaczewie? Jest dużo zieleni. Znikły dymiące kotłownie, siarka z Chodakowa nie śmierdzi, Bzura nie śmierdzi. Uważam, że pod względem kultury w Sochaczewie nie jest najgorzej. Ostało się kino, które w wielu małych miastach jest wspomnieniem, mamy szkołę muzyczną i koncerty w wykonaniu uczniów, jest muzeum prowadzące bardzo ciekawą pracę. Trzeba tylko chcieć skorzystać z tych wszystkich propozycji. Co się Panu nie podoba? Brud mi się nie podoba. A jak głosował Pan w referendum śmieciowym? Oczywiście tak jak należało, czyli za wprowadzeniem podatku śmieciowego, chociaż ten podatek ewidentnie działałby na moją niekorzyść. Mam jeden śmietnik na potrzeby firmy i mieszkania. Teraz przyjeżdża odbiorca, wystawia mi rachunek, który wrzucam w koszty. Po wprowadzeniu podatku płaciłbym podwójnie, za dom, a właściwie za osoby w nim mieszkające i za firmę osobno. Co jeszcze się Panu nie podoba? Boleję, że sport sochaczewski poważnie podupadł. Przecież mieliśmy piłkę nożną na poziomie III ligi. Wszystko zostało zmarnowane, no może oprócz rugby. Kiedyś angażowałem się w sprawy sportu, miałem spory wpływ na to, co się działo. Niestety małe piekiełko lokalne skutecznie zniechęciło mnie do tych działań. Teraz trzymam się od wszystkiego z daleka. Pomagam piłkarzom w Kątach. Imponuje mi poświęcenie pana Mroczka, który swoje prywatne pieniądze włożył w tamtejszy stadion. Pomagam mu jak mogę. Nie podoba mi się także brak zainteresowania Rady Miasta poprawą systemu komunikacji. Obwodnica sprawy nie załatwia do końca. Komunikacja w poprzek miasta, to zupełny paraliż. Była kiedyś mądra koncepcja budowy drugiej jezdni w ulicy Ziemowita, tej na której rosną kasztanowce. Drzewa zostałyby w środku. Koncepcja upadła, bo wpłynął wniosek, że te kasztanowce są wyjątkowe, płytkokorzenne i mogą umrzeć. Bzdura, teraz mają się dobrze, mimo, że obok jest jezdnia. Wiem, że wszelkie inwestycje drogowe wiążą się z dużymi wydatkami, ale może warto byłoby z czegoś zrezygnować, na przykład jednej edycji Dni Sochaczewa i załatwić poważniejszą sprawę. A od strony energetycznej? Mówił Pan, że to takie Pana "zboczenie"... Za energetykę w Sochaczewie zawsze odpowiada ktoś z zewnątrz, a to Płock, a to Łowicz, a nawet Łódź. Nikomu nie zależy, aby zlikwidować całą tę nieszczęsną pajęczynę linii napowietrznych i przynajmniej w centrum umieścić je pod ziemią. Dokończył bym też modernizację oświetlenia w mieście. Osiedle Malesin, wszystkie Polne, os. Asnyka mają stare oświetlenie. Słupy na os. "Polna" mają ochotę się poprzewracać. To jest poważny problem. Czy Pani wie, co jest największym zagrożeniem dla słupów oświetleniowych na osiedlach? Psy. Najchętniej podnoszą nóżkę i siusiaja właśnie na słupy. Zakładamy specjalne bandaże z asfaltem, ale to też na długo nie pomaga. Stal ma to do siebie, że tak traktowana szybciej rdzewieje. Więcej niż 15-20 lat żaden słup nie jest w stanie wytrzymać, a na Polnej słupy mają ok. 25 lat. Aha, i jeszcze oświetlenie kramnic. Teraz, gdy już nie ma takiego ruchu na Warszawskiej, można by je wyeksponować. Marzy mi się jakaś ciekawa iluminacja z zewnątrz i od wewnątrz. rozm. Dorota Rutkowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
O energetyce w Sochaczewie to lepiej nie mówić ... czesto jest tak ze w gniazdku mam 164V - jak mam !!!