Jest tak znaną osobą w Sochaczewie, że nie trzeba go specjalnie przedstawiać. Jego wiedza o mieście jest imponująca, a spostrzeżenia dotyczące zmian, innowacji, wizji atrakcyjnego Sochaczewa wyjątkowo trafne. Leszek Nawrocki - pracownik Muzeum Ziemi Sochaczewskiej jest gościem naszego cyklu. Jaki jest ten Sochaczew według Pana? Biorąc pod uwagę kształt miasta i architekturę jest ogólnie rzecz biorąc nieciekawy. Rozciągnięty, długi na około 10 kilometrów, stwarza problemy komunikacyjne. Te codzienne, bo przecież komunikacja miejska musi zapewnić połączenie wszystkich dzielnic, ale i te natury planistycznej. Choćby zaprojektowanie przebiegu obwodnicy nastręczyło wielu kłopotów. Historia spowodowała, że Sochaczew jest bezładny pod względem architektonicznym. Weźmy na przykład rynek, tam doskonale widać ten bałagan. Pierzeja północna - z jednej strony uchował się ratusz, kamieniczki, okrąglak i... nie ma żadnego charakteru rynku. Ale mamy też ładne miejsca:, teren koło szkoły muzycznej, czyli park Garbolewskich, malownicze tereny nad Bzurą z ruinami zamku, dworzec z początku XX w., ciekawa wieża ciśnień sprzed I wojny światowej. Wszystko jednak wymaga odnowienia, konserwacji, a co za tym idzie pieniędzy. Ale jeśli jest nieciekawie, to czy nie mogłoby być lepiej? Ależ oczywiście. Wydaje mi się, że największą bolączką jest brak porządnego planu zagospodarowania przestrzennego miasta, który wprowadziłby pewien ład architektoniczny. Gdyby taki plan powstał i przestrzegane byłyby wszystkie rygory nim narzucone, wydawane pozwolenia tylko według określonych reguł, z pewnością za jakiś czas zmiany stałyby się widoczne. To architekt miasta ustalałby jak ma wyglądać elewacja zewnętrzna kamieniczki, że ma być dostosowana do dawnego stylu, aby komponowała się z istniejąca zabudową. Te rygory dotyczyłyby również prac renowacyjnych. A no właśnie. Co można by zrobić z tym bogactwem, które Sochaczew posiada, a które wymaga odświeżenia? Mamy te nasze biedne kramnice przy ul. Warszawskiej. A czy nie byłby to przyjemniejszy widok, gdyby przypominały krakowskie Sukiennice. One powinny mieć podobny charakter, ze sklepikami pamiątkarskimi, księgarenkami. Wskazane byłoby wkomponowanie nadbudowanego piętra tak, aby dostosować je do klasycystycznej architektury parteru. Wielokrotnie rozmawiałem już na temat pięknego podwórza za kramnicami na ul. 1 Maja. Można tam wybrukować nawierzchnię i urządzić np. przytulną kawiarenkę. Zdaję sobie sprawę z tego, że to są na razie tylko wizje, wymagające ogromnych nakładów. Ale może kiedyś? Czy według Pana, coś w ogóle dzieje się w kwestii poprawy wizerunku miasta? Cieszy uporządkowany, estetyczny skwer Jana Pawła II. Bardzo dobry efekt dała iluminacja Podzamcza i ratusza. Duże nadzieje wiążę z grupą osób zainteresowanych odbudową przystani nad Bzurą. Jeśli przystań, to może też promenada spacerowa. W ogóle teren wokół zamku jest bardzo piękny. Gdyby jeszcze wykarczować te wielkie topole i odkryć ruiny... Można by też przenieść stamtąd tor motocrossowy. Nie jest to najszczęśliwsze rozwiązanie dla miejsca z taką historią. Przecież tam kiedyś stał klasztor sióstr dominikanek. A czy mógłby Pan, jako historyk, zdradzić swoje marzenie związane z miastem? Marzy mi się taki ciąg historyczny. Gdyby tak poddać rewitalizacji, to takie ostatnio modne słowo, ul. Farną, najstarszą ulicę w Sochaczewie. Zerwać z niej asfalt i odsłonić bruk... Zabezpieczyć teren Poświętnego, bardzo stare miejsce w Sochaczewie, gdzie w XII wieku prawdopodobnie stał klasztor benedyktynów, w którym zmarł Bolesław Krzywousty. Powstałaby w ten sposób swoista ścieżka historyczna ciągnąca się od muzeum aż do pomnika Krzywoustego, z tablicami informacyjnymi. Może zaczęliby nas częściej odwiedzać turyści? rozm. Dorota Rutkowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze