Jest nadzieja dla mieszkańców ulicy Makowej. Nadzieja na to, że jezioro, pod którym przeważnie znajduje się ich ulica, wyschnie.
Zgłosił się do nas pan Przemysław, który poprosił o zainteresowanie się sprawą, właśnie z powodu ciągłości fatalnego stanu, w jakim jest ulica Makowa. Nasz czytelnik pokazał nam również zdjęcia – potwierdzające zalanie drogi. Przez ponad tydzień w okresie największych opadów, auto mieszkańca było „uwięzione” pośrodku powstałego zbiornika wodnego. Sytuacja jest o tyle kuriozalna, że w tym miejscu nawet nie ma gdzie odpompować nadmiaru wody i trzeba bezradnie czekać, aż sama zejdzie, by móc wykonać tam jakiekolwiek prace lub choćby przejść suchą stopą.
Mówi pan Przemysław
- Cała historia zaczęła się jakieś 3 lata temu, kiedy świeżo wprowadzonym i budującym się jeszcze mieszkańcom ulicy Makowej udało się wynegocjować wyłożenie ulicy płytami betonowymi, jako rozwiązanie doraźne umożliwiające podjechanie do posesji samochodem. Po położeniu płyt, mimo podmokłego terenu, ulica była przez jakiś czas przejezdna. Rozumiem, że trudno od władz miasta wymagać od razu wybudowania nowej drogi z prawdziwego zdarzenia (chociaż według zdrowego rozsądku przed wydaniem pozwoleń na budowę na terenie miasta powinien być zapewniony dojazd do posesji). Jaka była ta betonowa droga, taka była, ale dało się przejść suchą nogą, czy przejechać wózkiem z dzieckiem.
Oczywiście wystarczyło tylko zjechać kołem z betonu, aby wpaść w bagno po same osie samochodu. Sam kilkukrotnie utknąłem i niejednokrotnie pomagałem wyciągać samochody, które nie mogąc się wyminąć zrobiły ten błąd i zjechały poza beton centralnie przed moim domem. Jeśli było długo sucho, to sytuacja była znośna, ale generalnie to cała jesień, wiosna i zima bez mrozu to ciągła walka z grzęzawiskiem.
Jakoś w zeszłym roku mieszkańcom ulicy Nowowiejskiej (którzy byli wtedy tak samo zalewani jak my teraz) udało się wymóc na władzach miasta położenie asfaltu. Niestety budowa drogi na ulicy Nowowiejskiej odbyła się kosztem ulicy Makowej, którą to jeździły ciężkie maszyny budowlane i samochody wypełnione materiałami do budowy nawierzchni. Samochody wgniotły płyty betonowe w głąb ziemi i poziom ulicy opuścił się na tyle, że z pola naprzeciwko zaczęła spływać woda, zalewając również tereny działek. W międzyczasie dwie stare studnie melioracyjne, które odprowadzały wodę opadową, zostały zasypane (nie wiem przez kogo) - została tylko jedna na prywatnej posesji jednego z mieszkańców. Od tej pory ulica Makowa jest cały czas zalana, po każdorazowym opadzie deszczu. Woda utrzymuje się prawie cały czas (chyba że jest susza).
Zaistniała sytuacja była niejednokrotnie zgłaszana przez moich sąsiadów. Po którejś z kolei interwencji, przyjechali fachowcy podnieść poziom drogi. Niestety, kruszcu (coś w stylu żużlu) wystarczyło im tylko na jakieś 20 metrów u sąsiada, po czym stwierdzili, że nie mają więcej materiału i pojechali. Naprawa była tak fachowo wykonana, że po miesiącu zamiast podnieść poziom, żużel utworzył dziury i koleiny. Po kolejnych zgłoszeniach o zalaniu przyjechał beczkowóz (szambiarka) i próbował spuścić wodę z „jeziorka” do kanalizacji, ale po kilku godzinach pompowania operator stwierdził, że to nic nie daje i pojechał.
Następnie przyszły ostanie powodzie, których skutki uwieczniłem aparatem i zacząłem poruszać sprawę za pomocą oficjalnej strony miasta Sochaczew na Facebooku i na forach e-Sochaczew.
Wtedy woda zdewastowała mi również ogródek przed domem i zaczęła sięgać niemal poziomu garażu (na szczęście nie wlała się do domu). Mój samochód przez 2 tygodnie stał na środku „jeziora”. Woda z powodzi nadal stoi, co jakiś czas zasilana deszczem.
Mówi Urząd Miasta
Skontaktowaliśmy się w tej sprawie z Urzędem Miasta i uzyskaliśmy pokrzepiające serca mieszkańców ulicy Makowej informacje. Jak powiedział namWiesław Kowala, Naczelnik Wydziału Infrastruktury Miejskiej i Ochrony Środowiska , sytuacja jest mu znana i zapewnił, że Urząd Miasta dołoży wszelkich starań, by opanować tę sytuację. Usłyszeliśmy, że jeszcze przed jesienią pojawi się tam ciężki sprzęt i betonowe płyty zostaną zerwane, a w ich miejsce położony zostanie tłuczeń, który zapewne będzie lepszą nawierzchnią i zdecydowanie bardziej przejezdną niż obecne błoto, glina i koleiny.
Wiele miejsc w naszym mieście wymaga niezwłocznej interwencji służb w związku z zalaniami i podtopieniami. Przed nimi niełatwe zadanie, zwłaszcza że mają niewiele czasu. Pierwsze jesienne opady znowu sprawią, że stany nieutwardzonych dróg będą się pogarszały, dlatego trzeba zewrzeć szyki i opanować sytuacje na możliwie jak największym obszarze, patrząc w niebo z nadzieją, że pogoda będzie rozsądnie gospodarowała opadami deszczu.
Macieja
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze