Zniszczona kapliczka, zbezczeszczona figurka Matki Bożej, kościół obrzucony jajkami, to tylko niektóre zdarzenia, jakie dotykają ostatnio trojanowską parafię pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Proboszcz ks. Kazimierz Wojtczak zastanawia się, czy to tylko chuligańskie wyczyny, czy nowy trend w traktowaniu rzeczy świętych. Mieszkańców z terenu parafii zbulwersowała ostatnio sprawa przydrożnej kapliczki znajdującej się przy zbiegu ulic Łąkowej i Trojanowskiej. Z kapliczki skradziono figurkę Matki Bożej i to, jak opowiada proboszcz ks. Kazimierz Wojtczak, wyjęto ją w sposób wyrachowany. Nie potłuczono szyby, a wycięto w niej otwór. Dalszy ciąg zdarzeń miał miejsce nad Bzurą, kiedy to na gorącym uczynku zatrzymano grupę młodzieży z tą właśnie figurką. Pisaliśmy o tym kilka tygodni temu. Młodzi ludzie zabawiali się w wyjątkowo niechlubny sposób. Do pomazanej flamastrem figurki przytwierdzili taśmą klejącą butelkę z alkoholem. Zobaczył to jeden ze spacerujących nad rzeką mieszkańców i powiadomił policję. Proboszcz i parafianie są przekonani, że doszło do obrazy uczuć religijnych i zbezczeszczenia przedmiotu kultu. Kilkakrotnie wypowiadał się na ten temat ks. Wojtczak podczas niedzielnych nabożeństw. Oczekują rozwiązania sprawy i ukarania winnych. Sprawą zajmowała się sochaczewska prokuratura i to w kilku aspektach, ale - jak twierdzi szefowa prokuratury Beata Sobieraj-Skonieczna - zgodnie z przepisami musiała ją umorzyć. Po pierwsze dochodzenie prowadzone było w sprawie kradzieży figurki z wspomnianej kapliczki. Nie udało się udowodnić zatrzymanym nad Bzurą osobom, że to one dokonały kradzieży. Zatrzymani twierdzili, że figurkę znaleźli. Poza tym jej wartość wyceniono na 100 zł, a kodeks karny przewiduje zaistnienie przestępstwa, jeśli wartość przedmiotu przekracza 250 zł. Drugą sprawę prowadzono w związku z obrazą uczuć religijnych. Ją też umorzono, bo, jak mówi pani prokurator, nie doszło do publicznego znieważenia przedmiotu kultu. Młodzież zabawiała się figurką w miejscu ustronnym, właściwie bez świadków. A przepisy wyraźnie mówią o publicznym znieważeniu, więc do przestępstwa nie doszło. I właściwie na tym rola prokuratury się kończy, ale prokurator Beata Sobieraj-Skonieczna twierdzi, że nie przekreśla to dochodzenia. Jej zdaniem doszło do wykroczenia i dlatego sprawę skierowano ponownie do policji. Ta rzeczywiście zajmuje się opisaną przez nas historią, co potwierdziła rzecznik policji Agnieszka Skórzyńska. Rzecz dotyczy siedmiu osób, czterech dorosłych i trójki nieletnich, dlatego materiały w przypadku pierwszych trafią do sądu grodzkiego, co do młodocianych – do sądu rodzinnego. Tyle na temat figurki z kapliczki przy Łąkowej ma do powiedzenia wymiar sprawiedliwości. Ale jest też wymiar czysto ludzki. Pewnej wrażliwości, kultury osobistej, wewnętrznego nakazu, że pewnych rzeczy się po prostu nie robi. - Można być niewierzącym, wrogo nastawionym do wiary, ale nie można być barbarzyńcą – mówi ks. proboszcz i przypomina historię figury Matki Bożej stojącą w kapliczce na dziedzińcu kościoła. Ona też nie oparła się wandalom. -Dwa lata temu, w Wielki Czwartek wieczorem znaleźliśmy ją roztrzaskaną na dziedzińcu – opowiada ks. proboszcz. - Sprawę też umorzono, bo nie wykryto sprawców. To jest trzecia z kolei figura ustawiana w tym miejscu. I trzeba się z nią mocno natrudzić, bo jest przytwierdzona do kapliczki. A mimo to komuś się chciało ponieść trud, żeby dokonać zniszczenia. Proboszcz Kazimierz Wojtczak wymienia też inne przejawy chuligaństwa, wymierzone w parafię. Podczas jednej z mszy fronton starego kościółka obrzucono jajkami. Na ścianie zostały brudne ślady, a na ziemi skorupki. Innym razem pod drzwiami świątyni wysypano kosz śmieci. Notorycznie niszczony jest Pomnik Poległych przy parafii. Najpierw oderwano mosiężne tabliczki przytwierdzone pod urnami z ziemią z miejsc, w których walczyli lub zostali pomordowani nasi żołnierze i policjanci. Potem z tyłu pomnika pojawiły się bezmyślne napisy i graffiti. Na koniec nieznani sprawcy wzięli się za demontaż kostki, którą wyłożono teren przylegający do pomnika. A co gorsza rzucano nimi w dół na jezdnię alei 600-lecia. Szczęście, że nikomu nic się nie stało. Kilkakrotnie wymieniano także Dęby Pamięci posadzone w pobliżu pomnika podczas jednej z religijno-patriotycznych uroczystości. Dęby ginęły, podobnie jak tabliczki z napisami, komu są poświęcone. Kiedy pytam, czy powodem może być bliskie sąsiedztwo bloków komunalnych, ks. proboszcz nie potrafi odpowiedzieć. Zastanawia się, czy to tylko wandalizm, czy może świadome działania wymierzone w kościół. Miejmy nadzieję, że sprawa figurki, którą zajmuje się teraz policja, znajdzie finał w sądzie i będzie to nauczka dla innych, którzy głupotę i agresję kierują w niewłaściwą stronę. Jolanta Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
No *** za***i mi mamusie :(