Reklama

Kiedy patrzę na moje miasto

Miasto, może miasteczko. Nieważne. Jest listopad 2015 r. Na dworze 15 stopni w słońcu. Jadę Chopina, gdzie na chodniku leży oderwany konar lipy, pamiętającej ponoć przemarsz Napoleona. Potem rozkopana, częściowo już wybrukowana i wyasfaltowana Staszica. Bez liści wszędzie widać okaleczone kikuty drzew. W lecie wygląda to nieco lepiej. 

Przy jednym z dyskontów straż pożarna. Chyba ratuje odrywający się dach. Czy teraz po tym, jak wycięliśmy drzewa, to usuniemy dachy. Chyba tak by się należało. Spadające oderwane dachy zdają się niebezpieczniejsze nawet od drzew.

Reklama

Ale najpierw, zanim usuniemy dachy, usuniemy te kikuty, które są naszym dziełem. Nasze pradrzewa, dzięki którym żyli Piastowie, Jagiellonowie i ich lepiej lub gorzej traktowani poddani. Jest w człowieku coś takiego, że kiedy cierpi, chciałby cierpieć jeszcze mocniej. Żeby to minęło, przeszło. I wtedy dąży do tego cierpienia i chce, żeby jego świat wyglądał jeszcze gorzej. A jeśli człowiek bardzo czegoś chce, to zawsze to otrzymuje. Takie są zasady. 

Sochaczew jest okaleczony dokładnie tak samo, jak okaleczona jest Polska. Sochaczew jest jak rozdrapywana wiecznie rana i jest taki, jaki jest świat. Mój mały śmieszny Sochaczew. Dawniej dom z ogrodem. Dziś dom pośród umierających kikutów drzew. Jakby była wojna. Kiedy jest wojna, to po ostrzale artyleryjskim pozostają takie kikuty. A wojny przecież nie było. Ale jeśli wojny nie było, to pewnie będzie. Takie są zasady. 

Reklama

Patrzę na szkołę podstawową, na ilość kamieni, którę ją otaczają. Wszystko trochę jak ze snu, bo przecież to nie ma sensu. Po co tutaj, w tym miejscu, gdzie nie ma pracy, gdzie nie ma wielkich aspiracji, gdzie nie ma defilad, te kamienie ułożone w różnego rodzaju wzory. A obok nich inne kamienie czekające na ułożenie. Jakby rzeczywiście ktoś się szykował do defilady. 

A w innym miejscu kolejne drzewa czekające na swoją kolej. Dołączą do tych spalonych w słońcu Indonezji. Bo przecież drzewa, krzaki, chaszcze, trzmiele, pszczoły, motyle, małpki i ptaszki nie są nikomu do niczego potrzebne.

Reklama

Wracam do domu, w domu jeszcze można śnić. Naprawdę. Nie na żarty, jak śni się tutaj. W tym kamiennym opuszczonym miasteczku, które wydaje się nieco smutne o tej porze roku. 

Jest listopad 2015 r. Na dworze 15 stopni w słońcu.


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gąsior 2015-11-10 17:56:12

    Pani Jolanto, cieszyć się i z drzew i z sąsiadów.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Jola66 2015-11-10 17:52:56

    ,A ja z sąsiadami posadziłam przed blokiem brzozy , klony, dęby i bardzo dużo pachnących bzów. I nie pozwolimy ich ruszyć. To jest jedyna bariera przed spalinami samochodowymi - a blok otaczają trzy ulice , w tym ruchliwa 600 -lecia. Po latach, wiosną i latem od samego świtu z przyjemnością słuchamy śpiewu ptaków. I to jest piękne.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gąsior 2015-11-10 13:53:45

    A ja się zgadzam, że zasłoni. To jest dokładnie to.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama