Przedstawiamy państwu rozmowę z Martą Świecą, matką czwórki dzieci. Pani Marta wraz z rodziną mieszka w Lesznie. I choć ma niedaleko do Warszawy jednak wszystkie jej porody odbyły się w Szpitalu Powiatowym w Sochaczewie. W krótkim wywiadzie dowiemy się, dlaczego wybrała sochaczewski szpital oraz czy kolor ścian sali porodowej ma wpływ na przebieg porodu?
Jest pani pierwszą mamą, która rodziła na pojedynczej „miętowej sali porodowej”. Jakie są pani wrażenia?
- To był mój czwarty poród w szpitalu w Sochaczewie, chociaż mieszkam z rodziną w Lesznie. Moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Po tak długim czasie spędzonym podczas wcześniejszych porodów na różnych salach mam już porównanie i uważam, że ostatnią wizytę w sochaczewskim szpitalu uważam za najlepszą.
Od ostatniego porodu upłynęło trochę czasu. Czy coś panią zaskoczyło?
- Już od momentu wejścia na oddział ginekologiczno-położniczy razem z mężem byliśmy pod dużym wrażeniem odnowionych korytarzy, jak i nowej izby przyjęć. Zaskoczeniem było też ulokowanie nas w pojedynczej sali, gdzie do dyspozycji miałam tylko dla siebie wszystkie sprzęty oraz łazienkę. A podczas kolejnych skurczy mogłam próbować zmniejszać ból na mojej ulubionej piłce.
Czyli sprzęty takie jak: drabinka, worek sako czy wspomniana piłka były przydatne?
- Jestem instruktorką pilates, więc wiem jak ćwiczenia na piłce mogą pozytywnie wpłynąć na skurcze podczas porodu. Polecam wszystkim kobietom taką formę radzenia sobie z bólem.
Dlaczego zdecydowała się pani rodzić w sochaczewskim szpitalu?
- Podczas pierwszej ciąży długo szukałam odpowiedniego szpitala i lekarzy. W 2006 roku szpitale w Warszawie były oblegane przez kobiety rodzące. Wiem, że nadal tak jest. Chciałam uniknąć traktowania mnie i dziecka w sposób instrumentalny. Szpital w Sochaczewie poleciła nam pielęgniarka z mojego rejonu. W naszych stronach ten szpital ma dobrą opinię. Informacja o pracujących tu lekarzach i dobrym sprzęcie w ostateczności przekonała mnie do urodzenia pierwszego dziecka właśnie tu. Pozostałe porody także przyjmowały położne z Sochaczewa.
Poród rodzinny to potrzeba czy strach?
- Obecność męża podczas porodu, czyli osoby, której ufam, daje poczucie bezpieczeństwa i świadomości, że wszystko będzie dobrze. W pokoju grała cicho muzyka, światło było przyciemnione wszystko to powodowało, że czułam komfort i spokój. Co z kolei dobrze wpływało na kolejne etapy porodu.
Wybierała pani pozycje wertykalne do porodu?
Gdy rozlokowałam się już w zielono–fioletowej sali weszła uśmiechnięta położna i zapytała – czy mamy jakieś życzenia, co do porodu? Po raz pierwszy spotkałam się z możliwością wyboru pozycji do rodzenia. Poczułam się wyjątkowo. Zresztą położna była zawsze blisko, gdy jej potrzebowałam. Wiedziała, na jakim etapie porodu jestem. Pytała czy czegoś mi potrzeba i służyła swoją wiedzą i pomocą.
Roch Teodor to pani kolejny syn?
- Tak, mój syn urodził się po trzech godzinach spokojnego porodu. Nadaliśmy mu imię Roch Teodor. Każde z naszych dzieci jest wyjątkowe i posiada niespotykane imię, nad którym z mężem długo się zastanawiamy. A wiec jest to : Łucja Róża, Bianka Liliana, Mieszko Ludwik no i teraz Roch Teodor. Tak jak wspomniałam wcześniej ten poród zaliczam do najlepszych. Warunki, w jakich przyszło mi rodzić są na najwyższym poziomie. Chciałam podziękować Julicie Misiak oraz pozostałym położnym za opiekę podczas porodu. Te panie tworzą zgrany zespół na tym oddziale. Podziękowania należą się także pozostałemu personelowi. Wszyscy są bardzo mili i z życzliwością umilali pobyt po porodzie.
Czy korzystała pani z pokoiku laktacyjnego?
- Pokój laktacyjny to kolejna zmiana, jaka mnie zaskoczyła. Oczywiście, że korzystałam. W ciszy, spokoju w wygodnym fotelu mogłam nakarmić synka. To był też ten moment, kiedy mogłam przez chwilę pobyć sama.
Rozmawiała
Aneta Ligner
Sekcja Promocji i RozwojuChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze