Kanary nam się mnożą
W ostatnich tygodniach na sochaczewskich forach internetowych zaczęły pojawiać się coraz częściej wpisy internautów zbulwersowanych rosnącą falą kontroli w autobusach ZKM.
Można było przeczytać rozmaite komentarze: Na jednej linii nieraz są dwie kontrole, czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałem, Jednego przystanku nie można na gapę przejechać, Jeden to można z buta uderzyć, Jak kraść to miliony, a nie 2,80, i tym podobne.
O wyjaśnienie tej sytuacji poprosiliśmy dyrektora miejskiej komunikacji, Krzysztofa Sieczkowskiego. Okazało się że sytuacja ta jest ściśle związana z działaniami ZKM zmierzającymi do weryfikacji potrzeb pasażerów na terenie całej miejskiej sieci.
Pasażerów ciągle ubywa
- Konieczność przeprowadzenia badań wynika z faktu - mówi Krzysztof Sieczkowski - że od około 5 lat obserwujemy systematyczny spadek pasażerów. W ciągu tego czasu straciliśmy 25-30 proc. klientów z powodu, po pierwsze - wzrostu ilości samochodów osobowych, ale także ograniczonych możliwości komunikacyjnych charakterystycznych dla niewielkich miast. U nas łatwiej wszędzie dojechać własnym pojazdem niż autobusem, na który na dodatek trzeba czasem poczekać. W wielkich miastach jest pod tym względem dużo lepiej. Na dodatek funkcjonują tam tzw. karty miejskie, których wykupienie pozwala korzystać nie tylko ze wszystkich rodzajów miejskiej komunikacji, ale z innych dostępnych tam usług.
Pasażerów ZKM odbierają także wożące ludzi do Warszawy małe busy. Przecież ci, którzy nimi podróżują, nie jeżdżą już na stację PKP i z powrotem miejską komunikacją, bo nie mają takiej potrzeby. Tak więc przez ostatnie 5 lat liczba pasażerów zmalała, natomiast linie kursowania autobusów są niemal takie same. Istnieje zatem pilna potrzeba ich weryfikacji. Żeby to jednak zrobić skutecznie, należało przeprowadzić kompleksowe badania przepływu pasażerów na wszystkich liniach i w różnych porach dnia i tygodnia.
Pracownicy i kontrolerzy
Jak mówi dyrektor Sieczkowski, właśnie we wrześniu takie badania przeprowadzono. Co ciekawe, zrobiono to własnymi siłami, nie tracąc pieniędzy na zatrudnianie specjalizujących się w tym firm. Po prostu przez cały miesiąc wszyscy pracownicy nadzoru i administracji, w sumie 11 osób, jeździli wszystkimi liniami o każdej porze, badając głównie ilość pasażerów. Przy okazji sprawdzano również, czy ludzie kasują bilety, a więc kontrola a nawet wypisywanie mandatów, do czego pracownicy firmy świadczącej usługi przewozowe są uprawnieni. Badano także, czy nie są nadużywane uprawnienia do bezpłatnych czy ulgowych przejazdów, jakie posiadają na przykład osoby z pierwszym stopniem inwalidztwa czy też te, które ukończyły 70 lat. Zdarza się bowiem, jak twierdzi dyrektor, że ludzie z drugim lub trzecim stopniem uważają, że też im się to należy. Podobne przypadki bywają również wśród honorowych krwiodawców.
Kontrole, o których mowa, a właściwie ich wyniki, posłużą do opracowania projektu zmian przystosowujących rozkład jazdy ZKM do aktualnych potrzeb i, na co liczy dyrektor, obniżenia kosztów. Jednak efektem ubocznym wrześniowych badań były znacznie liczniejsze niż normalnie kontrole w autobusach. Bo przecież nakładały się na to działania stałych, zatrudnionych w ZKM na umowy zlecenia kanarów. Czy te podwójne kontrole w autobusach przyniosą we wrześniu wymierny efekt finansowy, dowiemy się niebawem.
Badania aktywizują załogę
Zmobilizowanie wszystkich pracowników ZKM, łącznie z jej dyrektorem, do przeprowadzenia tak dużej akcji świadczy o tym, że załodze nie jest obojętne, co się w firmie dzieje i jakie są jej wyniki finansowe. Bezpośredni kontakt z pasażerami i kierowcami autobusów dodatkowo scala załogę i pozwala jej lepiej zrozumieć funkcjonowanie całej firmy i bardziej się z nią utożsamiać. Trzeba mieć nadzieję, że cała akcja zostanie właściwie zrozumiana i doceniona również przez mieszkańców. Mimo różnych mankamentów, komunikacja miejska w Sochaczewie stanowi bowiem dalej bardzo ważną dziedzinę życia społecznego.
- Jeżdżąc autobusami - mówi Krzysztof Sieczkowski - dowiedziałem się również wiele o naszych pasażerach. Na przykład, że jeszcze spora ich część i to osób mogących u nas jeździć za darmo, staje w obronie złapanego gapowicza, jakby sobie nie zdawali sprawy, że za przejazd w komunikacji miejskiej należy zapłacić, tak jak płaci się za każdy towar w sklepie. Oczywiście ZKM ma dotacje z budżetu miasta, ale nie są one przecież nieograniczone, a ich celem jest utrzymanie na przystępnym poziomie ceny biletów. Co więcej, na dotację składają się wszyscy mieszkańcy; większa dopłata do komunikacji oznacza mniejsze środki na drogi, szkoły, pomoc społeczną - wreszcie nowe autobusy, na które tak bardzo czekamy. A tu słyszę: Za głupie 2 złote będziecie szarpać chłopaka?! W prywatnym busie stojąc w kolejce każdy grzecznie kupuje bilet. Płacisz jedziesz, nie płacisz nawet nie podchodzisz. Wiele się widocznie w naszej mentalności musi jeszcze zmienić.
Co zaś do zaniepokojonych internautów, to zasadnicze badania podjęte przez ZKM z końcem września wprawdzie się zakończyły, ale niestety rozszerzone kontrole w autobusach będą trwać nadal dotąd, aż sytuacja w zakresie wyłudzania darmowych przejazdów się nie zmieni. Z buta trzeba uderzać dalej nie ma lekko, chyba że .
Małgorzata Pałuba
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze